Okazuje się, że „100 konkretów na 100 dni rządzenia”, to tylko takie wyborcze obiecanki

   

  1. Kilka dni temu w jednym z programów telewizyjnych, senator Adam Szejnfeld z Platformy pytany o zaawansowanie programu „100 konkretów na 100 dni rządzenia”, stwierdził, że „nigdy bym nie pomyślał, że 100 konkretów ma być zrealizowane w ciągu kilkunastu tygodni, to absolutnie niemożliwe, tego nie deklarowaliśmy”, choć przecież takie twarde zobowiązanie, wynika wprost z tytułu tego programu. To pierwsza taka wręcz ostentacyjna wypowiedź ważnego polityka Platformy, który mówi wprost ,że obietnice wyborcze tej partii, to nie są wcale twarde zobowiązania do realizacji, ale raczej takie wyborcze obiecanki. Ponieważ szybkimi krokami zbliża się już 100 dni rządzenia koalicji Platformy, Ruchu Hołowni, PSL-u i Lewicy i zacznie się rozliczanie z ich realizacji, to lepiej wcześniej to „zdetonować” i powiedzieć, że wcale nie chodziło o 100 dni, tylko być może o całą kadencję, a może nawet o dwie kadencje rządzenia.

 

  1. Przypomnijmy, że w połowie listopada poprzedniego roku podczas pierwszego posiedzenia Sejmu X kadencji prezydent Andrzej Duda wygłosił tradycyjne orędzie i zwrócił się do tworzącej się wówczas nowej większości sejmowej, że powinna pamiętać o realizacji obietnic wyborczych, które złożyli w kampanii wyborczej. Prezydent podkreślił, że po 8 latach rządów Zjednoczonej Prawicy, duża cześć wyborców zupełnie inaczej podchodzi do obietnic wyborczych składanych przez partie polityczne, ponieważ wie, że mogą i powinny być one realizowane. Wtedy siedzący w pierwszym rzędzie sejmowych ław, posłowie Marcin Kierwiński, Donald Tusk i Borys Budka, teraz już premier i dwaj jego ważni ministrowie, zaczęli się wręcz ostentacyjnie śmiać. Już wtedy nie wróżyło to najlepiej obietnicom wyborczym złożonym przez Platformę, a było ich naprawdę sporo, a niektóre z nich uważane są wręcz za sztandarowe, jak wprowadzenie 60 tysięcznej kwoty wolnej od podatku PIT. Być może ci trzej czołowi politycy Platformy, śmiejąc się na sali sejmowej przypomnieli sobie co mówili o obietnicach wyborczych, inni ważni politycy tej partii po ponad 7 latach rządów w 2014 roku.

 

  1. Przypomnijmy zatem, co mówili w obietnicach wyborczych w 2014 roku w podsłuchanych rozmowach, w restauracji „Amber Room”, ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i ówczesny minister finansów Jacek Rostowski. Sikorski, nawiązując do toczącej się już wówczas kampanii wyborczej w związku z wyborami parlamentarnymi na jesieni 2015 roku, prześmiewczo mówił miedzy innymi „dwa razy obiecać, to jak raz dotrzymać”, a Rostowski poszedł jeszcze dalej, mówiąc „obietnice polityczne wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą”. A więc w kampanii wyborczej można obiecywać co silna na język przyniesie, bo przecież po wygranych wyborach, jeżeli ma się takie podejście do deklaracji wyborczych, to wiadomo, że nie będzie się ich realizować.

 

  1. Ten ówczesny śmiech Kierwińskiego, Tuska i Budki na słowa prezydenta Andrzeja Dudy, że mają realizować obietnice wyborcze, świadczy o tym, że w Platformie nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o podejście do ich realizacji. Wypowiedź senatora Szejnfelda sprzed kilku dni to potwierdza, jego zdaniem nikt z polityków Platformy nie deklarował ,że przecież program „100 konkretów na 100 dni rządzenia”, będzie realizowany w kilkanaście tygodni. Co więcej wypowiadając te słowa, jedną ręką kręcił przy swojej głowie wymowne kółka, co miało sugerować, że jeżeli ktoś uwierzył w deklaracje wyborcze, to musiał być niespełna rozumu. Takie podejście przez Platformę do realizacji obietnic wyborczych, stawia w trudnej sytuacji jej koalicjantów z PSL-u, Ruchu Hołowni i Lewicy, bo chyba oni trochę poważniej podchodzili do tego co deklarowali w kampanii wyborczej.