1. Okazuje się, że czołowi politycy Platformy, gdy przychodzi im za granicą wypowiadać się na temat konsekwencji agresji Rosji na Ukrainę, doskonale wiedzą, że jej efektem są także, wysokie ceny nośników energii, czy podwyższona inflacja.

Nie wypada po prostu publicznie mówić inaczej, skoro w tym duchu wypowiadają się pozostali uczestnicy debaty, to trzeba tę oczywistość potwierdzić, żeby nie narazić się na śmieszność.

W kraju można zachowywać się jednak zupełnie inaczej, można za to wszystko oskarżać premiera Mateusza Morawieckiego, prezesa NBP Adama Glapińskiego, czy prezesa PKN Orlen, Daniela Obajtka i nawet się nie zająknąć, że za naszą wschodnią granicą, toczy się pełnoskalowa wojna, a my jesteśmy państwem frontowym, ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami gospodarczymi i społecznymi.

 

  1. Tak właśnie mówił, marszałek Senatu Tomasz Grodzki, podczas wczorajszego spotkania przewodniczących parlamentów krajów Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie (Polskę reprezentowała, także marszałek Sejmu Elżbieta Witek).

Grodzki podczas oficjalnego wystąpienia, mówił między innymi tak „wszyscy wiemy, że płacimy za to cenę: koszty energii, postępującej inflacji. Ale to niewielka cena w porównaniu do ceny krwi i życia, którą płacą Ukraińcy”.

Można przeanalizować wszystkie publiczne wystąpienia marszałka Grodzkiego, wygłoszone w kraju w ostatnich miesiącach, w żadnym z nich, nie ma wątku wpływu wojny na Ukrainie na podwyższoną inflację w Polsce.

Wręcz przeciwnie w każdym, dotyczącym sytuacji w Polsce jest epatowanie drożyzną, straszenie, że pod tym względem będzie tylko gorzej i obciążanie polityków Zjednoczonej Prawicy za ten stan rzeczy.

 

  1. Identycznie na otwartych spotkaniach z wyborcami zachowuje się przewodniczący Platformy, Donald Tusk, jego zdaniem w Polsce panuje drożyzna, ba pod koniec poprzedniego roku, chleb miał kosztować 10 zł za standardowy bochenek, a paliwo miałoby być po 12 zł za litr.

Wszystkiemu temu winni są oczywiście obecnie rządzący Polską, ba jeżeli Tusk wróciłby do władzy, choć na parę dni, to znacznie tańsze byłoby nie tylko pieczywo, ale także gaz, czy energia elektryczna, a litr benzyny, jak podał precyzyjnie, kosztowałby tylko 5,19 zł (nie bardzo wiadomo dlaczego właśnie tyle, ale ponieważ tę cenę Tusk podał już parokrotnie, musi mieć w tej sprawie szczegółowe wyliczenia).

Oczywiście tego rodzaju wywody, nadają się wprost do kabaretu ale ludzie na tych otwartych spotkaniach, nie tylko tego spokojnie słuchają ale i ze zrozumieniem kiwają głowami, jakby byli przekonani, że pod rządami Tuska, tak właśnie by było.

 

  1. Czołowi politycy Platformy z Tuskiem na czele słyną z zakłamania i cynizmu ale wykorzystywanie skutków wojny za naszą wschodnią granicą do walki z polskim rządem jest szczególnie bulwersujące.

Ale gdy się nie ma programu wyborczego i najprawdopodobniej nie będzie się go miało nawet podczas oficjalnej kampanii wyborczej, to trudno przekonywać wyborców do siebie zapowiedziami tego, co się będzie chciało zrobić, gdy się wygra wybory.

Trzeba kłamać, a gdy się już wyborcy złapią na kłamstwie, trzeba to przykryć kolejnym kłamstwem i tak przez cała kampanię wyborczą , tak przynajmniej doradzają Platformie, prominentni politycy byli i obecni tacy jak: Janusz Palikot, czy Marek Belka.

I Platforma z tych rad korzysta, politycy tej partii obecni w wielu programach publicystycznych w mediach, bez zmrużenia oka potrafią powiedzieć, że zawsze ostrzegali Europę przez Rosją, albo że w czasie swoich rządów, rozwijali polską armię.

Gdy się jednak jest za granicą i trzeba publicznie mówić o konsekwencjach wojny na Ukrainie dla Europy, to żeby nie narazić się na śmieszność, trzeba zauważyć, że wysokie ceny surowców energetycznych, czy podwyższona inflacja, to oczywiste konsekwencje tej wojny.

  1. Podczas senackiej debaty nad nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym, senator Michał Kamiński wyłożył wprost racje dla których opozycja nie powinna pomagać rządowi w odblokowaniu środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).

Najpierw niespodziewanie pochwalił rząd Zjednoczonej Prawicy mówiąc „jednym z zasadniczych powodów, dla których wyborcy wierzą Prawu i Sprawiedliwości jest skuteczność tej partii”.

A następnie stwierdził wprost, że opozycja nie powinna pozwolić na odblokowanie środków z KPO przez Komisję Europejską, ponieważ ich pozyskanie przez rząd, przekona wyborców o jego skuteczności, a tym samym pozytywnie wpłynie na wynik wyborczy Zjednoczonej Prawicy.

 

  1. Te i podobne argumenty przedstawiane podczas sześciogodzinnej debaty w Senacie spowodowały, że opozycyjna większość w tej Izbie wprowadziła do niej aż 14 poprawek, które wręcz „demolują” projekt przyjęty w Sejmie.

Co więcej te poprawki burzą porozumienie jakie wynegocjował w tej sprawie minister d/s europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk z komisarzem d/s sprawiedliwości Didier Reyndersem, upoważnionym do tych rozmów przez przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen.

Opozycja ma nadzieję, że w Sejmie tych poprawek Zjednoczonej Prawicy, nie uda się odrzucić, a ponieważ jedna z nich, podważa prerogatywę prezydenta do powoływania sędziów, to Andrzej Duda tę ustawę zawetuje.

Opozycja liczy, że w ten sposób „wysadzi w powietrze” porozumienie rządu z KE, a tym samym środki z KPO, nie trafią do Polski przed wyborami parlamentarnymi, a to znacząco utrudni ich wygranie przez Zjednoczoną Prawicę.

 

  1. Przypomnijmy, że przed tygodniem, niespodziewanie do Brukseli, udał się lider Ruchu Polska2050 Szymon Hołownia, który w towarzystwie europoseł Róży Thun, spotkał się między innymi z francuskim komisarzem ds. rynku wewnętrznego Thierry Bretonem.

Po tym spotkaniu na konferencji prasowej sugerował, że projekt ustawy może być zmieniany, choć jest znana publiczna wypowiedź komisarza Reyndersa, który po ostatnim spotkaniu z ministrem Szynkowskim vel Sęk, deklarował, że właśnie taki, a nie inny kształt ustawy, spełnia oczekiwania KE.

Wszystko więc wskazuje na to, że Hołownia w Brukseli wcale nie zabiegał o jak najszybsze przekazanie środków z KPO, jak publicznie mówił, ale raczej o to aby mnożyć wątpliwości wokół tej ustawy, a już uczestnictwo europoseł Thun w tych rozmowach, która głosowała za wszystkim rezolucjami PE, zwierającymi żądania blokowania środków z KPO, jest dobitnym tego potwierdzeniem.

 

  1. Politycy Platformy, Lewicy i Ruchu Polska 2050, zdają sobie sprawę, że przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym w takim kształcie jak wynegocjowano z KE, spowoduje, że już w lutym zostanie złożony pierwszy wniosek o płatność, a to może spowodować, że w połowie roku Polsce, zostanie wypłacona pierwsza transza z KPO w wysokości ok. 4,3 mld euro.

To nie tylko pozwoliłoby przyśpieszyć realizację inwestycji zapisanych w polskim KPO, ale uwolniło środki Polskiej Fundacji Rozwoju (PFR), która od momentu jego przyjęcia przez KE i Radę Europejską, zdecydowała się prefinansować cześć projektów z własnych środków.

Wprowadzenie do systemu finansów publicznych, dwóch transz płatności z KPO w tym roku (drugi wniosek o płatność zostanie złożony w II połowie roku) w wysokości ponad 8 mld euro, znacząco poprawiłoby wydajność tego systemu i ograniczyłoby napięcia w nim spowodowane, skalą pomocy Ukrainie, przy braku refundacji tych wydatków przez UE, a także dodatkowymi wydatkami związanymi z koniecznością refundacji wysokich cen surowców energetycznych.

 

  1. Opozycja ma świadomość znaczenia tych środków dla polskiej gospodarki i systemu finansów publicznych i mimo całej publicznej retoryki, że zależy jej na jak najszybszym ich pozyskaniu, robi wszystko aby dalej je blokować.

Robi to zresztą od paru lat „donosząc” w Brukseli na nasz kraj, dlaczego miałaby więc zmienić swoje postępowanie w roku wyborczym, skoro jest przekonana, że pozyskanie środków z KPO, może ułatwić wygranie wyborów parlamentarnych, rządzącej Zjednoczonej Prawicy.

Wypowiedź senatora Michała Kamińskiego z PSL-u potwierdza, że opozycja ciągle działa tak, aby środki z KPO przed wyborami do Polski jednak nie trafiły.

  1. W styczniu i w lutym we Francji były i będą organizowane przez centrale związkowe protesty związane z proponowaną przez rząd ustawą o podniesieniu wieku emerytalnego z 62 do 64 lat czyli o 2 lata.

Poprzednia próba podniesienia wieku emerytalnego, forsowana przez prezydenta Macrona się nie powiodła, przerażony skalą protestów, od tej reformy odstąpił, jednak po wygraniu wyborów i zaprzysiężeniu na II kadencję znowu to niej wraca, mimo tego, że rząd który powołał funkcjonuje w formule mniejszościowej.

Ustawa o podniesieniu wieku emerytalnego trafiła już do parlamentu i w następnym tygodniu rozpoczną się nad nią prace w Zgromadzeniu Narodowym, rząd liczy tutaj na poparcie partii Republikanie, choć do końca nie jest jasne, czy zapanuje nad własnymi posłami, których część także tej ustawy nie popiera.

 

  1. Skala protestów w sprawie podniesienia wieku emerytalnego jest ogromna, 19 stycznia według centrali związkowej CGT na ulicach wielu francuskich miast wyszło blisko 2 mln ludzi, a 31 stycznia 2,8 mln, w samym Paryżu miało być to około 500 tys. osób.

Kolejne protesty są zapowiedziane przez aż 8 związków zawodowych na 7 i 11 lutego, zapewne będą się jeszcze nasilały wraz z rozpoczęciem prac nad projektem ustawy w parlamencie, zwłaszcza, że tylko do tej pory złożono do niej ponad 7 tys. poprawek, co oznacza, że w ten sposób cześć opozycji, próbuje go zablokować.

Manifestacjom ulicznym, podczas których dochodzi do regularnych walk demonstrujących z policją, towarzyszą także strajki ogłaszane przez centrale związkowe, które wręcz paraliżują życie Francuzów.

 

  1. Tak ogromne emocje dużej części Francuzów powoduje propozycja podniesienia wieku emerytalnego tylko o 2 lata, podczas gdy w Polsce do władzy szykuje się Platforma, która podczas swoich poprzednich rządów, podniosła wiek emerytalny kobiet o 7 lat, mężczyzn o 2 lata , a w rolnictwie kobiet aż o 12 lat, a mężczyzn o 7 lat.

Wprawdzie po wypowiedziach Bogusława Grabowskiego, kiedyś doradcy Donalda Tuska, on sam zapowiedział, że sprawa podniesienia wieku emerytalnego jest „zamknięta” ale nie takie rzeczy Tusk już Polakom obiecywał.

Przypomnijmy, że Tusk i inni najważniejsi w owym czasie politycy Platformy (miedzy innymi prezydent Komorowski) w kampanii wyborczej w 2011 roku, wręcz „przysięgali”, że podniesienia wieku emerytalnego nie będzie ale już w 2012 roku Platforma i PSL w Parlamencie przegłosowały ustawę w tej sprawie.

Nie była to zwykła reforma, jak do tej pory próbują tłumaczyć wprowadzenie tego rozwiązania, czołowi politycy Platformy i PSL-u ale zerwanie obowiązującej wiele lat umowy społecznej.

Rządząca wówczas koalicja PO-PSL, wręcz przysłowiowym „walcem”, przeforsowała to rozwiązanie, mimo ogromnego oporu społecznego, sprzeciwu wszystkich organizacji związkowych, ale także opinii wielu ekspertów.

 

  1. Ówczesna koalicja odrzuciła wniosek o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego złożony przez NSZZ „Solidarność”, poparty przez blisko 2 mln obywateli, podpisami zebranymi przez Związek.

Podczas debaty w tej sprawie w Sejmie, Donald Tusk zdecydował się wręcz na otwartą konfrontację z „Solidarnością”, przedstawicieli związkowców nie wpuszczono na galerię sejmową, choć pod Sejmem demonstrowało ich ponad 10 tysięcy.

Co więcej zabierając głos w tej debacie Donald Tusk użył słów „byle pętak” adresując je do przewodniczącego związku Piotra Dudy (przestawiającego wniosek o referendum w Sejmie), co związkowcy odebrali jako atak na wszystkich tych, którzy pod projektem się podpisali i byli gotowi wręcz szturmować budynki sejmowe.

Tylko przytomność umysłu przewodniczącego związku Piotra Dudy, który zaapelował do związkowców o zachowanie spokoju, spowodowała, że nie do szło do zamieszek i być może brutalnej akcji policji, która w dużych ilościach została zgromadzona na terenie Sejmu i była przygotowana do pacyfikacji protestujących.

 

  1. Po powrocie do krajowej polityki w 2021 roku, na pytania dotyczące podwyższenia wieku emerytalnego, mówił o błędzie, którego jego formacja, nie powtórzy, gdyby wróciła do rządzenia w Polsce.

Tyle tylko, że o błędzie mówi się wtedy, kiedy w jakimś wyrazie zamiast „u” napisze się „ó” albo odwrotnie, natomiast tamta decyzja większości parlamentarnej PO-PSL, była po prostu gigantycznym oszustwem milionów Polaków.

Co więcej można być przekonanym, że gdyby formacja Tuska wróciła do władzy, to wrócą i tego rodzaju pomysły, bo przecież przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego przez rząd Zjednoczonej Prawicy i związane z tym koszty budżetowe (szacowane na ok. 10 mld zł rocznie), politycy Platformy wrzucają „do worka”, który regularnie nazywają rozdawnictwem.

Tusk po raz kolejny zaprzecza, że Platforma po ewentualnym powrocie do władzy, wróci do sprawy poniesienia wieku emerytalnego ale zaprzeczanie do złudzenia przypomina to z kampanii parlamentarnej w 2011 roku.

 

  1. We Francji wielomilionowe protesty na ulicach i strajki w sytuacji gdy rząd podwyższyć wiek emerytalny o 2 lata, a w Polsce partia, która podwyższyła wiek emerytalny dla kobiet o 7 lat a dla kobiet w rolnictwie aż o 12 lat i chce do tego wrócić, po ewentualnym wygraniu zbliżających się wyborów, ma blisko 30% poparcie.

To rzeczywiście zastanawiające, że cześć polskich wyborców wręcz ostentacyjnie próbuje sobie zrobić krzywdę, ale do wyborów jeszcze 9 miesięcy, może do nich dotrze, że postawienie na tę partię, to jednak duże ryzyko.

  1. Opozycja w tym w szczególności Platforma, przez całą jesień i pierwsze miesiące zimy, budowała narrację o braku węgla i innych surowców energetycznych, a w konsekwencji problemów z ogrzewaniem i brakami prądu, które miały nie tylko sparaliżować polską gospodarkę ale także znacząco utrudnić normalne życie, większości ludzi w naszym kraju.

Opozycja, pomijając milczeniem toczącą się za naszą wschodnia granicą pełnoskalową wojnę, cały czas oskarżała i oskarża rząd Zjednoczonej Prawicy, nie tylko za doprowadzenie do takiej sytuacji ale także o brak działań, które chociaż złagodziłyby te uciążliwości.

Z tych oskarżeń politycy opozycji w ostatnich miesiącach wręcz zrobili sobie „sposób na życie”, we wszystkich programach publicystycznych, w których uczestniczyli, były one eksponowane, nawet gdy debaty dotyczyły zupełnie innych tematów.

 

  1. Oczywiście te oskarżenia były i są całkowicie bezpodstawne, co więcej mimo wielu problemów, rządowi udało się zapewnić dostawy węgla dla gospodarstw domowych z innego kierunku niż rosyjski, ba w przypadku 3 pierwszych ton, po cenach niższych niż w roku ubiegłym ( niższych niż 1 tys. zł za tonę).

Nie ma przerw w dostawach ogrzewania i prądu, a jego koszty dla gospodarstw domowych w przypadku ogrzewania są 3 razy niższe, a w przypadku prądu 2 razy niższe, niż byłyby, gdyby nie uruchomienie przez rząd, odpowiedniego systemu dopłat dla ich dostawców.

Ba poprzedni rok, mimo wojny za nasza wschodnią granicą, zakończył się w Polsce blisko 5% wzrostem PKB, co więcej wg. prognoz nasz kraj, będzie jednym z niewielu w UE, który nie doświadczy recesji nie tylko w skali całego roku 2023, ale nawet w poszczególnych kwartałach.

 

  1. Coraz więcej polityków, dziennikarzy, a także ekspertów, w taki czy inny sposób związanych z obecną opozycją, dostrzega, że w tych sprawach, ona bardzo mocno „przeszarżowała” i po raz kolejny okazało się, że jest niewiarygodna, nie tylko jeżeli chodzi o realizację programów wyborczych, ale nawet w przypadku krytyki obecnego rządu.

Dostrzegł to także obecny europoseł Marek Belka, który wprawdzie jest we frakcji socjalistów, ale dostał się do Parlamentu Europejskiej z Koalicji Europejskiej, której listy konstruował ówczesny przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Prof. Belka w audycji w radiu RMF, odpowiadając na pytania dziennikarza, najpierw zwrócił uwagę, że narracja opozycji „w sprawie węgla, prądu i recesji w polskiej gospodarce, kompletnie się nie sprawdziła”, a później jeszcze dodał, że opozycja jest „niezorganizowana i słaba intelektualnie”. W konsekwencji jak „z bólem” podkreśla Belka, może to oznaczać, trzecią kadencję rządów Zjednoczonej Prawicy.

 

  1. To, że jest węgiel, gaz, prąd, że nie będzie recesji w polskiej gospodarce, to obecnie już oczywistości, więc ich potwierdzanie, nie jest jakimś szczególnym osiągnięciem ale już stwierdzenie, że opozycja jest „niezorganizowana i słaba intelektualnie” wymagało jednak od prof. Belki sporej odwagi.

Rzeczywiście kiedy się patrzy i słucha wystąpień wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, czy kandydatki na ministra finansów w rządzie Platformy, poseł Izabeli Leszczyny, to trudno nie mieć takich wątpliwości jakie publicznie wyraził prof. Belka.

Jeżeli Donald Tusk w reakcji na żądania środowisk związanych z Platformą, takich jak: „Silni Razem”, KOD, Obywatele RP, „Lotna Brygada Opozycji” czy spod znaku „Sok z buraka”, oświadcza, że osobą, która będzie tworzyć ruch pilnowania wyborów, będzie Sławomir Nitras, to tę słabość organizacyjną i intelektualną widać bardzo wyraźnie.

Powołanie człowieka, który nie potrafi upilnować sam siebie, na szefa ruchu, który ma pilnować wyborów jest sprzecznością samą w sobie, a także ten ruch Tuska, dobitnie świadczy o słabości organizacyjnej i intelektualnej Platformy.

  1. Wczoraj Główny Urząd Statystyczny (GUS), podał tzw. szybki szacunek wzrostu gospodarczego za rok 2022 i okazało się, że polska gospodarka należała do najszybciej rozwijających się w Unii Europejskiej, bo było on blisko 5 procentowy (nie ma jeszcze pełnych danych ale średni wzrost PKB w 27 krajów UE w 2022 roku wyniósł 3,3%).

Dokładnie wyniósł on realnie 4,9% (a więc po uwzględnieniu inflacji) i wprawdzie był niższy niż w roku 2021(wtedy wyniósł 6,8%) ale trzeba pamiętać, że tamten wysoki wzrost był spowodowany tzw. odbiciem po recesji w 2020 roku (wtedy mieliśmy do czynienia ze spadkiem PKB o 2%).

Co więcej, wzrost PKB w bardzo trudnym dla Polski 2022 roku, był wyższy, niż ten w ostatnim roku przed pandemią Covid 19, bowiem w 2019 roku, wzrost PKB w Polsce, wyniósł tylko 4,4%.

Nie spełniły się więc czarne scenariusze, snute przez naszą opozycję oraz związanych z nią ekonomistów i media, którzy straszyli Polaków, wyraźnym spowolnieniem naszej gospodarki.

Trzeba przy tym podkreślić, że tak wysoki wzrost gospodarczy miał miejsce w kraju, za którego granicą toczy się regularna wojna i który musi „amortyzować” wszystkie negatywne skutki tego stanu rzeczy.

 

  1. Znamy również wstępne dane GUS dotyczące składowych tego wzrostu, spożycie ogółem wzrosło realnie o 2,1%, w tym spożycie gospodarstw domowych o 3%, są to więc wzrosty wyraźnie niższe niż w roku 2021 (wtedy wzrosty wyniosły odpowiednio 5,9% i 6,3%).

Niższy poziom wzrostu spożycia w 2022 roku, to skutek zaostrzenia polityki pieniężnej przez bank centralny ale także pewnego ograniczenia ekspansji fiskalnej za co odpowiada rząd.

Wyraźnie wyższy niż w 2021 roku, był za to w 2022 roku wzrost nakładów na środki trwałe, realnie ten wzrost wyniósł 4,6% (w 2021 roku wyniósł tylko 2,1%), w wyniku czego stopa inwestycji (relacja nakładów na środki trwałe do PKB w cenach bieżących) wyniosła 16,8%.

Sumarycznie wpływ popytu krajowego na wzrost PKB wyniósł aż 7,6 pkt procentowego i gdyby nie negatywny wpływ wymiany z zagranicą (minus 1,7 pkt. procentowego), to wzrost gospodarczy w Polsce byłby o blisko 2 pkt procentowe wyższy.

A ten negatywny wpływ wymiany z zagranicą wynikał głównie z gwałtownego wzrostu cen surowców energetycznych (przede wszystkim gazu i ropy), co spowodowało wyraźnie szybszy wzrost wartości naszego importu niż eksportu.

 

  1. O ile w kraju opozycja i związani z nią ekonomiści oraz media snuli czarne scenariusze wobec polskiej gospodarki, to agencje ratingowe, międzynarodowe instytucje finansowe, ale także Komisja Europejska w swoich prognozach, byli bardziej optymistyczni.

Przypomnijmy, że w połowie stycznia tego roku, pojawił się pierwszy w tym roku rating, dotyczący sytuacji gospodarczej i finansowej naszego kraju, taką ocenę ogłosiła agencja Fitch, jedna z 3 największych światowych agencji ratingowych.

Agencja Fitch wydała komunikat w którym potwierdza dotychczasowy wysoki rating Polski na poziomie A-/F1, odpowiednio dla długo- i krótkoterminowych zobowiązań w walucie zagranicznej i identycznie A-/F1, odpowiednio dla długo- i krótkoterminowych zobowiązań w walucie krajowej.

Agencja podkreśliła w komunikacie, że mimo tego iż agresja Rosji na Ukrainę i związany z nim szok stagflacyjny, mocno uderzyły w Polską gospodarkę, to wzrost PKB w 2022 roku zdecydowanie przekroczy 4% ale w 2023 roku spadnie do 1,1%, mimo tego będzie należał do najwyższych poziomów wzrostu PKB w całej UE (dla części krajów UE agencja przewiduje recesję).

Jednocześnie agencja uważa, że konkurencyjna, zdywersyfikowana gospodarka, silna pozycja zewnętrzna oraz dobra sytuacja finansów publicznych w Polsce, pozwolą zminimalizować negatywne ryzyko jakie niesie za sobą wojna na Ukrainie.

Agencja podkreśliła także, że Polska dokonała znaczącej dywersyfikacji źródeł dostaw surowców energetycznych (rezygnacja z dostaw z Rosji), co czyni ją odporną na szantaż stosowany przez ten kraj wobec wielu innych krajów Unii Europejskiej.

 

  1. A więc twarde już dane GUS za rok 2022 ale także prognozy największych światowych agencji ratingowych jak i KE, przewidują, że polska gospodarka, mimo spowolnienia spowodowanego wojną na Ukrainie i wysokimi cenami energii, będzie się jednak stabilnie rozwijała.

Natomiast polska opozycja, od wielu miesięcy straszy Polaków krachem gospodarki i finansów publicznych, co więcej jej lider Donald Tusk, w każdym publicznym wystąpieniu ogłasza, że jeżeli tylko Platforma obejmie władzę, wszystkie te problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Tego rodzaju wypowiedzi Tuska, dobitnie pokazują z jaką pogardą traktuje on swoich potencjalnych wyborców, skoro publicznie twierdzi, że jak wróci do władzy to zniknie inflacja i wysokie ceny surowców energetycznych.

A przecież żaden z europejskich krajów nie jest od tych problemów wolny, co więcej jak przewiduje Fitch ale także KE we wszystkich krajach UE w 2023 nastąpi wyraźne spowolnienie wzrostu gospodarczego (w niektórych nawet recesja), będziemy mieli także do czynienia z podwyższoną inflacją, a wszystko to w związku z wojną na Ukrainie i ciągle wysokimi cenami nośników energii (znacznie wyższymi niż przed wojną).