1. W ostatnich dniach rząd Tuska i wspierające go media, zrobiły wielkie „halo” w związku z przelewem przez Komisję Europejska 6,3 mld euro ( ok.27 mld zł) środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wielokrotnie podkreślała, że to największy przelew w historii członkostwa naszego kraju w UE i nawet opublikowała jego kopię, ale po tym jak internauci zauważyli na tym dokumencie sformułowanie, że to środki kredytowe ( pożyczka), nagle wycofano się z promocji tego wydarzenia. Zresztą robienie święta z przekazania środków w ramach KPO, które się Polsce od ponad 2 lat należały, aby były blokowane przez Komisję Europejską decyzjami politycznymi, aby wesprzeć ówczesną opozycję w kampanii wyborczej i umożliwić jej wygraną, to wręcz Himalaje hipokryzji obecnie rządzących.

 

  1. Teraz już nie ma żadnej wątpliwości, że decyzje KE blokujące środki z KPO dla Polski miały charakter polityczny, uruchamiane są one bowiem w sytuacji, gdy stan prawny dotyczący naszego sądownictwa, nie zmienił się ani o jedną literę, czy przecinek. Mimo już ponad 4 miesięcznych rządów Donalda Tuska, nie został przygotowany żaden projekt ustawy reformującej polski wymiar sprawiedliwości, który mógłby być uchwalony przez Parlament. Co więcej sama minister Pełczyńska -Nałęcz uzasadniając wniosek o płatność, powołuje się na ustawę przygotowana przez prezydenta Andrzeja Dudę i uchwaloną przez ówczesny Parlament w 2022 roku, a więc na stan prawny sprzed prawie 2 lat, jako taki, który wypełnia kamień milowy związany z reformą wymiaru sprawiedliwości.

 

  1. Przypomnijmy, że Polska wynegocjowała w ramach unijnego Funduszu Odbudowy środki w wysokości ponad 59 mld euro ( w cenach bieżących) w tym 25,2 mld euro, to były dotacje (ok.113 mld zł), natomiast znacznie większa część bo 34,5 mld euro ( ok. 155 mld zł) to pożyczki, zarówno dla Polski jako kraju, ale także dla beneficjentów w kraju, którzy będą z nich korzystali. Wydatki w ramach KPO zostały tak zaprogramowane, że blisko 47% środków będzie przeznaczone na realizację celów unijnej polityki klimatycznej, blisko 25% na transformację cyfrową, a ponad 22% reformy socjalne, ok. 6% na inne cele. Choćby zaprezentowana powyżej struktura wydatków, zaprzecza deklaracjom czołowych polityków Platformy, że wykorzystanie środków z KPO, odczuje w kieszeniach każda polska rodzina.

 

  1. O ile Polska chce wykorzystać wszystkie środki o charakterze pożyczkowym, to inne unijne kraje wcale się do tego nie palą i w związku z tym po zebraniu wszystkich wniosków od krajów członkowskich na część pożyczkową, przypadającą na każdy z nich, KE zrezygnowała już ze 100 mld euro środków, które miała pożyczyć na rynku. Obecnie wspomniany unijny Fundusz Odbudowy wynosi tylko ok.650 mld euro ( wcześniej KE chciała pożyczyć 750 mld euro), przy czym do tej pory pożyczono i przekazano krajom członkowskim ok 1/3 zaplanowanych środków, czyli ok 225 mld euro, a kraje które korzystają z Funduszu już od ponad 2 lat, wykorzystały średnio niewiele ponad 20% przyznanych im środków. Co więcej jak się okazuje z części pożyczkowej chce korzystać tylko 7 krajów , pozostałe 20, mimo przydziału środków z części pożyczkowej w ogóle z niej zrezygnowało, stąd wspomniana wyżej decyzja KE o zmniejszeniu rozmiarów Funduszu o 100 mld euro. Kraje te uważają bowiem ,że są w stanie pożyczyć pieniądze na rynku na podobnych warunkach na jakich pożycza KE, co więcej wtedy wydają te środki wg własnego pomysłu i nie muszą wypełniać żadnych kamieni milowych zawartych w ich KPO.

 

5. Urządzanie więc wielkie „halo” przez rząd w związku z przekazaniem pierwszej transzy środków z KPO i to tych o charakterze pożyczkowym jest hucpą i to w podwójnym wymiarze. Po pierwsze ówczesna opozycja, a obecni rządzący przez ponad 2 lata w instytucjach unijnych blokowała przyznane Polsce środki, do czego przyznawali się publicznie jej politycy, a obecnie przyznali się także komisarze unijni z Ursulą von der Leyen na czele. Po drugie z części pożyczkowej, KPO korzysta tylko 7 krajów na 27 członków UE, głównie tylko te, które są w trudnej sytuacji finansowej, jak Włochy czy Hiszpania, więc wnioski Polski na całość części pożyczkowej, są  kolejnym dowodem na to, że gdy rządzi Platforma „piniędzy nie ma i nie będzie”.

  1. W tym tygodniu ministerstwo finansów opublikowano wykonanie budżetu za I kwartał tego roku, z którego wynika, że dochody budżetowe wyniosły niewiele ponad 146 mld zł co oznacza że jeżeli realizowane byłyby one na obecnym poziomie to zabraknie około 100 m ld zł planowanych dochodów budżetowych. Deficyt budżetowy po I kwartale wyniósł aż ok. 24,5 mld zł, w poprzednim roku po I kwartale deficyt budżetowy był o połowę mniejszy (wyniósł niewiele ponad 12 mld zł) i to mimo tego, że w I i II kwartale poprzedniego roku, mieliśmy do czynienia ze spadkiem PKB wynoszącym odpowiednio 0,8% i 0,5%. Dopiero w kolejnych dwóch kwartałach gospodarka zaczęła rosnąć, a w IV kwartale poprzedniego roku ten wzrost PKB wyniósł blisko 1%, więc należy się spodziewać, że w I kwartale tego roku, będzie on wyraźnie wyższy, skoro w całym 2024 roku wzrost PKB ma sięgnąć 3%. A więc przy wyraźnym wzroście PKB w I kwartale tego roku, być może nawet sięgającym 2% (realnie), odnotowanie tak wysokiego deficytu w budżecie państwa jest niepokojącym sygnałem dotyczącym realizacji dochodów budżetowych w tym w szczególności tych o charakterze podatkowym. Stąd jak się wydaje decyzja rządu Tuska o podwyżce podatku VAT na żywność z 0% do 5%, co jak szacuje ministerstwo finansów powinno przynieść 12 mld zł dodatkowych dochodów budżetowych w stosunku rocznym, a więc w tym roku ponieważ wejdzie o na w życie od II kwartału około 9-10 mld zł.

 

  1. Jak wynika z tego komunikatu ministerstw finansów dochody budżetowe na koniec marca wyniosły ok 146,5 mld zł, wydatki blisko 171 mld zł mld zł, więc deficyt jak już wspomniałem sięgnął 24,5mld zł. Wprawdzie dochody z VAT wyniosły około 76 mld zł, czyli ok. 23% planowanych dochodów w stosunku rocznym (a więc blisko tych zgodnie z upływem czasu czyli 25% po I kwartale), ale stało się tylko dlatego, że wpływy z tego podatku w styczniu były wyraźnie wyższe niż przeciętnie (wyniosły ok.31 mld zł). Stało się tak dlatego, że w grudniu poprzedniego roku resort finansów przyspieszył wypłacanie zwrotów tego podatku i w konsekwencji zwroty VAT w styczniu, mogły być niższe, a więc wpływy z tego powodu zawyżone. W lutym i marcu nie było już tak dobrze, wpływy z VAT wyniosły już odpowiednio tylko ok. 24 mld zł i ok. 21 mld zł i jeżeli będą się kształtowały na tym poziomie przez kolejne miesiące tego roku to całoroczne dochody z tego podatku zaplanowane w wysokości ponad 320 mld zł, będą bardzo mocno zagrożone.

 

  1. Wyraźnie niższe niż upływ czasu, były wpływy z PIT ,wyniosły tylko ok. 13% planowanych i tylko podatek CIT i podatek od instytucji finansowych (tzw. podatek bankowy), były zgodne z upływem czasu, bo wyniosły blisko 25 % tych planowanych. Przy wyraźnie niższych niż planowano dochodach ( tylko 21,5 planowanych), minister finansów nie był specjalnie hojny jeżeli chodzi o realizację wydatków budżetowych, wydatki na obsługę długu Skarbu Państwa zostały zaawansowane tylko w wysokości 10,9% planowanych rocznych wydatków na ten cel, a dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) tylko w wysokości 12,9% planowanych rocznych wydatków. W tej sytuacji  deficyt pod trzech miesiącach wyniósł jak wspomniałem tylko 24,5 mld zł , bo jak widać minister finansów ostrożnie dokonywał wydatków budżetowych, prawie we wszystkich częściach budżetu, były one wyraźnie niższe niż upływ czasu  (poza subwencją dla jednostek samorządu terytorialnego, która wyniosła blisko 35% tej planowanej na cały rok).

 

  1. W sytuacji słabego wykonywania dochodów budżetowych po I kwartale tego roku, narasta presja na podwyżki podatków i stąd decyzja rządu Tuska o podwyżce VAT na żywność, mimo tego, że trwa ciągle kampania w ramach wyborów samorządowych, a już w następnym tygodniu rozpocznie się kampania do Parlamentu Europejskiego i ta podwyżka nie zwiększa popularności partii tworzących koalicję rządową. Jeżeli ta niekorzystna tendencja dotycząca kształtowania się dochodów budżetowych będzie kontynuowana, to może zabraknąć jak już wspomniałem, około 100 mld zł planowanych dochodów budżetowych, i w związku z tym w II połowie roku należy się spodziewać głębokiej nowelizacji budżetu, urealnienia poziomu dochodów (zaplanowano je na poziomie ok. 682 mld zł), a w konsekwencji głębokich cięć wydatków budżetowych, szczególnie tych o charakterze społecznym.

  1. Minęło zaledwie 4 miesiące od powołania rządu Donalda Tuska, a on i jego ministrowie zgodzili się już w Brukseli na nowe unijne podatki, pakt migracyjny, tzw. dyrektywę budynkową, ostatnio także na tzw. ETS2, wszystkie te rozwiązania są niestety bardzo niekorzystne dla naszego kraju. W wygłoszonym w grudniu expose Tusk podkreślał swoje kontakty w Brukseli, które zdobył podczas sprawowania przez 5 lat funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej, a nawet, że jest teraz tak doświadczonym politykiem, że „nie da się ograć w Brukseli”. Okazuje się jednak, ze z tymi kontaktami musi być bardzo słabo, zwłaszcza jeżeli przychodzi zabiegać o konkretne rozwiązania służące naszej gospodarce i społeczeństwu, wtedy daje się ogrywać jak dziecko.

 

  1. Już na pierwszym posiedzeniu Rady Europejskiej 18 grudnia poprzedniego roku w którym Tusk wziął udział, zgodził się na wprowadzenie trzech nowych podatków jako tzw. dochodów własnych budżetu UE. Oprócz tego, że oznacza to oddanie poważnej części suwerenności w sprawach podatkowych na poziom UE  jest także skrajnie niesprawiedliwe dla państw mniej zamożnych, takich jak Polska. Obecny system zasilania unijnego budżetu oparty na składce od DNB oznacza ,że kraje zamożne, nawet uwzględniając przyznane im rabaty, płacą kwotowo składki znacznie wyższe niż kraje mniej zamożne, zastępowanie tego systemu unijnymi podatkami, szczególnie o charakterze ekologicznym, znacznie mocniej obciąża kraje mniej zamożne, niż te zamożne. Dlatego rząd premiera Morawieckiego konsekwentnie blokował zarówno przesunięcie 25% wpływów z ETS z krajowego budżetu do budżetu unijnego, jak i wprowadzenie podatku CBAM, (podatku granicznego od śladu węglowego), a także 15% podatku od zysku korporacji ponadnarodowych. Komisja Europejska spodziewa się z tych 3 nowych źródeł podatkowych osiągać w latach 2026 -2030 średnio 17 mld euro rocznie, z tego około 12 mld euro z ETS , około 1 mld euro z CBAM i około 4 mld euro z podatku od korporacji. Jak łatwo oszacować zasadnicza cześć tych dodatkowych wpływów, będzie pochodziła od krajów dokonujących transformacji energetycznej, takich jak Polska, która jeszcze przynajmniej przez kilkanaście lat, będzie miała energetykę opartą na węglu.

 

  1. Przypomnijmy, że tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 21 grudnia 2023 roku Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski zawarli ostateczne porozumienie w sprawie paktu imigracyjnego, składającego się z 5 rozporządzeń, który przewiduje tzw. obowiązkową solidarność, czyli konieczność przyjmowania określonej przez KE liczby nielegalnych imigrantów (minimum 30 tys. osób rocznie), albo też zapłacenie kwoty ok.20 tys euro za każdego nieprzyjętego imigranta. Wcześniej rząd Mateusza Morawieckiego cały czas zwracał uwagę, że przyjęcie w nowych przepisach rozwiązania, przyjmujesz nielegalnych imigrantów, albo płacisz wysokie kary za nieprzyjmowanie każdego z nich, nie tylko nie rozwiązuje tego problemu, ale wręcz przeciwnie napędza nielegalną imigrację do Unii Europejskiej. Okazało się, że na tym grudniowym posiedzeniu Rady Unii Europejskiej, sprzeciwu Polski już nie było, pojawił się przedstawiciel rządu Tuska i Polska już nie zgłaszała sprzeciwu, a wspomniane przepisy prawne zostały przyjęte jednomyślnie. Po niewielkich poprawkach pakt został w poprzednim tygodniu przyjęty ponownie przez PE, w tej sytuacji Rada UE przyjmie go już w obecnym kształcie bez zmian i za dwa lata opisany mechanizm wejdzie w życie.

 

  1. Nie było także sprzeciwu rządu Tuska w sprawie tzw. dyrektywy budynkowej, a więc zakazu instalowania pieców węglowych i gazowych od 2030 roku, a od 2025 zakazu ich dofinansowania ze środków publicznych. Od 2030 roku wszystkie nowe budynki muszą być zeroemisyjne, a te już istniejące sukcesywnie modernizowane do zeroemisyjności, z koniecznością posiadania świadectw energetycznych przy ich sprzedaży. W ostatnich dniach doszła także zgoda na uruchomienie od 2027 roku tzw. systemu ETS2 czyli podatku od ogrzewania budynków paliwami kopalnymi (węglem, gazem), a także obejmującego transport lądowy i morski. Będzie on funkcjonował podobnie jak ETS 1, z rosnącymi cenami pozwoleń na emisje i oznacza dodatkowe opodatkowanie węgla, gazu i wszelkich paliw używanych w transporcie lądowym i morskim i zapewne mocniej będzie obciążał gospodarki krajów na dorobku, takich jak Polska.

 

5. Co zadziwiające wszystkie te decyzje podejmowane przez samego premiera Tuska na Radach Europejskich, albo jego ministrów na Radach Unii Europejskiej w zasadzie nie istnieją  ani w mediach publicznych , ani w prywatnych wspierających obecny rząd. Co więcej bardzo często w Polsce są rozpętywane swoiste zasłony dymne, aby o nich nie dyskutować, i nie powodować negatywnych reakcji opinii publicznej, bo ich  skutki finansowe, albo pogorszenie bezpieczeństwa,  Polacy poczują dopiero za jakiś czas.

  1. W poprzednim tygodniu w Sejmie odbyło się I czytanie rządowego projekt ustawy o tzw. wakacjach od ZUS ,który prezentował minister rozwoju i technologii Krzysztof Hetman z PSL-u -Trzeciej Drogi. To właśnie to ugrupowanie w kampanii wyborczej obiecywało dobrowolny ZUS i mimo tego, że teraz z tych deklaracji się chyłkiem wycofuje, łatwo znaleźć w internecie wypowiedzi jego liderów Kosiniaka-Kamysza i Hołowni, kiedy mówią o tym bardzo dobitnie, ba równie łatwo znaleźć plakat wyborczy tego ugrupowania, gdzie hasło „Dobrowolny ZUS” jest tak wielkie, że zajmuje 1/3 jego powierzchni. Podczas sejmowej debaty na tym projektem zarówno minister, jak i posłowie Trzeciej Drogi gorąco zapewniali, że zostali źle zrozumiani, że nigdy nie obiecywali dobrowolnego ZUS-u, co jest kolejnym potwierdzeniem, że programowych oszustw wyborczych, dopuściła się nie tylko Platforma ale i Trzecia Droga.

 

  1. Projekt ustawy był przygotowywany w pośpiechu, bo przecież już blisko miesiąc temu minęło 100 dni rządzenia, a wyborcy coraz głośniej zaczynają się upominać o realizację obietnic wyborczych, tak hojnie składanych przez  Donalda Tuska i jego koalicjantów w kampanii wyborczej. O realizację deklaracji wyborczych upomina się także środowisko przedsiębiorców, któremu przypomnijmy, obiecano między innymi: dobrowolny ZUS, zmianę sposobu obliczania składki zdrowotnej, opłacanie zwolnień lekarskich pracowników ze środków ZUS-u od pierwszego dnia zwolnienia, czy kasowy VAT. Jest już jasne, że większości tych obietnic, obecna koalicja nie będzie realizować, wprawdzie jest już wspomniany projekt ustawy dotyczący zmniejszenia obciążeń przedsiębiorców składką ZUS-owską, ale z idei tzw. dobrowolnego ZUS-u, jak widać po zawartości tego projektu,  nic nie zostało.

 

  1. Teraz przedsiębiorcy dowiadują się, że żadnego dobrowolnego ZUS-u dla nich nie będzie, to zdaniem rządzących jest niemożliwe, ponieważ wymagałoby znaczne większej, niż do tej pory dotacji budżetowej do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a na to budżetu nie stać. Oczywiście politycy tacy jak Kosiniak- Kamysz, Hołownia , a także Tusk, którzy tę obietnicę składali po wielokroć na wiecach wyborczych, doskonale to wiedzieli, bo przecież jeden był przez 7 lat premierem, drugi przez 4 lata ministrem pracy, ale kto by się w kampanii, takimi szczegółami przejmował. Już po wygranych wyborach, gdy było jasne, że powstanie koalicja PO-Ruch Hołowni, PSL- Lewica, tę obietnicę zmodyfikowano na 3-miesięczne „wakacje” od ZUS dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, teraz okazuje się ,że będą to tylko jednomiesięczne „wakacje” od ZUS.

 

  1. Wg projektu ustawy z zaledwie 1-miesięcznych wakacjach od składki ZUS, będą mogły skorzystać tylko mikroprzedsiębiorstwa, zatrudniające do 9 pracowników, o obrotach rocznych nie przekraczających 2 mln euro (brutto) rocznie, co więcej pomoc będzie mogła trafić tylko do tych, które nie mają wyczerpanego limitu pomocy de minimis, określanego przepisami Unii Europejskiej. Ponieważ limity tej pomocy określane są na okres 3 lat, a w tym czasie mieliśmy pomoc finansową dla firm, które zostały dotknięte skutkami pandemii, pomoc dla firm w związku z wysokimi cenami gazu spowodowanymi wojną za naszą wschodnią granicą, a także pomoc dla firm funkcjonujących blisko wschodniej granicy w związku z jej zamknięciem spowodowanym szturmem nielegalnych imigrantów, to dużo firm, także tych jednoosobowych, te limity ma już wyczerpane. W tej sytuacji nawet z tych skromnych 1- miesięcznych wakacji od składek ZUS, czyli zapłaty przez budżet tej składki , w wysokości ok. 1,6 tys zł, będzie mogła skorzystać tylko część przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

 

  1. To krótka historia realizacji  tylko jednego zobowiązania, a przecież tych  obietnic wyborczych było grubo ponad 100 i były adresowane do wszystkich grup wyborczych i to zarówno przez polityków Platformy, jak i polityków trzech pozostałych ugrupowań tworzących obecną koalicję rządową. W przypadku składek ZUS, koalicja PO-TD-Lewica posłużyła się klasycznym oszustwem , deklarację dobrowolnego ZUS, którą czołowi politycy tych partii odmieniali przez wszystkie przypadki w kampanii wyborczej , zamieniono na 1- miesięczne „wakacje” od ZUS, które z tą obietnicą wyborczą, nie mają nic wspólnego.            

 

  1. Wtedy kiedy rząd Tuska decydował, że od 1 kwietnia tego roku przestanie być stosowana tarcza inflacyjna w postaci 0% stawki VAT na żywność, minister finansów Andrzej Domański publicznie mówił, że jej podniesienie do 5%, nie spowoduje przełożenia na ceny dla konsumentów. Ba twierdził, że konkurencja na tym rynku doprowadzi do tego ,że handlowcy wezmą wzrost stawki VAT do 5% na siebie, zmniejszając swoje marże i nie podnosząc cen produktów żywnościowych. Minister Domański nawet na tę okoliczność, podawał przykład dwóch wielkich walczących ze sobą sieci handlowych, które od jakiegoś czasu konkurują ze sobą, obniżkami cen na konkretne rodzaje produktów.

 

  1. Po dwóch tygodniach kwietnia, jednak już wiadomo ,że tak się nie stało, podstawowe produkty żywnościowe podrożały w II tygodniu kwietnia w porównaniu z cenami z końca marca o 5,1%. W ostatni poniedziałek Businnes Insider zamieścił badanie cen 14 artykułów żywnościowych z użyciem aplikacji PanParagon ( pozwalającej na śledzenie promocji), do której spływa tygodniowo około 50 tysięcy paragonów z rzeczywistych zakupów konsumentów, zarówno w dużych sieciach jak i małych sklepikach. Właśnie z analizy tych paragonów wynika, że jednak wzrost stawki VAT z 0% na 5% z dniem 1 kwietnia, spowodował wzrost cen wielu artykułów żywnościowych i to czasami nawet znacznie wyżej niż wspomniane 5% (np. cena bananów wzrosła aż o 15,2%).

 

  1. Spodziewając się takiego rozwoju wypadków kierownictwo klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości już na początku kwietnia, zdecydowało o złożeniu odpowiedniego projektu ustawy, wg którego 0% VAT stawka obowiązywałaby do końca tego roku. Przypomnijmy, że w połowie marca ukazał się komunikat ministra finansów Andrzeja Domańskiego informujący, że obowiązujące w I kwartale tego roku rozporządzenie o 0% stawce VAT na żywność, nie będzie przedłużone. Oznaczało to, że mimo oczekiwań społecznych na dalsze obowiązywanie tego rozporządzenia, rządząca koalicja jednak decydowała się na podwyższenie  podatku VAT na żywność z 0% do 5%.

 

  1. Przypomnijmy, że 0% stawka na żywność obowiązywała od 1 lutego 2022 roku i była reakcją rządu premiera Morawieckiego na wzrost cen spowodowany pandemią covidu, była parokrotnie przedłużana, co więcej ówczesny szef rządu już po utworzeniu się w Sejmie nowej większości, zdecydował na początku grudnia poprzedniego roku o jej przedłużeniu tym razem  już tylko na I kwartał 2024 roku. Dalsze utrzymywanie zerowej stawki VAT na żywność wydawało się konieczne co najmniej z trzech powodów, odejście od niej spowoduje bowiem wzrost jej cen o zdecydowanie więcej niż 5%,  co uderzy w mniej zamożne gospodarstwa domowe, a także zapewne spowoduje kolejny impuls inflacyjny. A ponieważ wydatki na żywność w strukturze wydatków gospodarstw domowych w Polsce w roku 2022, wynosiły średnio ponad 27%, a dla mniej zamożnych rodzin sięgały nawet 40%-50%, to podwyżki cen żywności spowodowane powrotem do 5% stawki VAT, mocno odczują przede wszystkim ci mniej zamożni konsumenci. Wreszcie po trzecie ta podwyżka VAT uderzy także w małe rodzinne sklepy, które nie będą w stanie zrezygnować z części marży i w ten sposób ją zaabsorbować, natomiast duże sklepy taką możliwość mają i być może przynajmniej w kwietniu i maju takie praktyki będą stosować, przejmując w ten sposób klientów.

 

  1. Niestety nic nie wskazuje na to ,żeby ten projekt został dopuszczony do procedowania, najpewniej po nadaniu numeru druku , zostanie przekazany do komisji finansów publicznych i tam utknie. Chodzi bowiem o to ,że wprowadzanie 5% stawki VAT na żywność, to 12 mld zł dodatkowych dochodów budżetowych rocznie, a po stanie budżetu po I kwartale tego roku, można wnioskować, że potrzebne są one budżetowi państwa jak powietrze.