1. Upłynęło już parę tygodni od wyborów parlamentarnych w Polsce i w Platformie znowu pojawia się co najmniej dwugłos w odniesieniu do fundamentalnych reform wprowadzonych przez rząd Zjednoczonej Prawicy w ciągu ostatnich 4 lat. 

We wczorajszym wydaniu tygodnika Wprost ukazał się wywiad z czołowym politykiem Platformy i kandydatem na nowego szefa tego ugrupowania, senatorem Bogdanem Zdrojewskim. 

W wywiadzie poruszane są różne kwestie ale na czoło wysuwa sprawa wieku emerytalnego, Zdrojewski na pytanie „czy Platforma jak dojdzie do władzy podniesie wiek emerytalny” odpowiada zdecydowanie „tak i powinna tłumaczyć, że obecny system skazuje Polaków na głodowe emerytury” i dodaje „odpowiedzialny polityk musi mieć odwagę mówić prawdę”. 

Wprawdzie tuż po tym wywiadzie ukazał się komunikat rzecznika Platformy Jana Grabca „że wypowiedź senatora Bogdana Zdrojewskiego jest sprzeczna z programem partii” ale wydaje się, że wpływowy senator powiedział to, czego inni politycy tej partii głośno powiedzieć się boją. 

2. Wprawdzie w kampanii parlamentarnej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna zdobył się na stwierdzenie „że podwyższenie wieku emerytalnego przez rząd PO-PSL było błędem” i że Platforma już do tego nie wróci ale jak widać wróciła i to bardzo szybko. 

Schetyna nazywając podwyższenie wieku emerytalnego „błędem”, mężczyzn o 2 lata, kobiet o 5 lat, a w przypadku rolników odpowiednio o 5 i 12 lat uciekł się do eufemizmu, bo ta operacja rządu Donalda Tuska, była gigantycznym oszustwem. 

Czołowi politycy Platformy z prezydentem Bronisławem Komorowskim włącznie w kampaniach prezydenckiej w 2010 roku i parlamentarnej w 2011 roku wręcz przysięgali, że wieku emerytalnego podwyższać nie będą, by już na początku 2012 roku, tę operację błyskawicznie przeprowadzić. 

Nie pomogły miliony podpisów zebrane przez Związek Zawodowy „Solidarność” pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w tej sprawie, nie pomogły protesty kilku organizacji związkowych, stosowna ustawa została uchwalona i już. 

3. Później po dojściu Prawa i Sprawiedliwości do władzy i rozpoczęciu przygotowań nowego rządu do obniżenia wieku emerytalnego, czołowi politycy Platformy i doradcy tej partii straszyli, że taka operacja rozsadzi system finansowy państwa i trzeba się będzie z niego szybko wycofać. 

Mija właśnie już 3 rok od wejścia w życie tej decyzji i nic złego w systemie ZUS się nie dzieje, emerytury są wypłacane, dotacja budżetowa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest niższa niż we wcześniejszych latach, a poziom pokrycia wypłacanych świadczeń zbieraną składką ubezpieczeniową, sięgnął 80%, co jest sytuacją nienotowaną w ZUS od wielu lat. 

Rośnie także ilość ubezpieczonych pobierających świadczenia emerytalne i kontynuujących pracę (na koniec 2018 roku było to już 13%), co oznacza, że ci pracujący, którzy są w stanie pracować dalej, mimo tego, że osiągnęli wiek emerytalny, nie uciekają z rynku pracy jak to było jeszcze kilka dni wcześniej. 

4. Zmienność poglądów czołowych polityków Platformy na temat najważniejszych reform wprowadzonych przez ostatnie 4 lata przez rząd Zjednoczonej Prawicy jest dosłownie zatrważająca.

Dotyczy to także programu Rodzina 500 plus, ilość różnych wypowiedzi polityków Platformy o konieczności „modyfikacji” tego programu, jego ograniczania, powiązania wsparcia dzieci z koniecznością pracy obojga rodziców, można liczyć w dziesiątkach, co tylko pokazuje, że tej partii nie można powierzyć władzy w kraju, bo los wielu grup społecznych byłby nie do pozazdroszczenia, podczas powtórnych ich rządów.

1. Główny Urząd Statystyczny ( GUS), opublikował w poprzednim tygodniu coroczną informację dotyczącą Polaków czasowo przebywających za granicą, z której wynika, że po raz pierwszy od  naszego członkostwa w UE czyli od roku 2004, w 2018 roku ich liczba zmalała o 85 tysięcy osób.

Natychmiast po tej publikacji w większości mediów pojawiła się ta informacja ale z komentarzem, że jedynym powodem tego stanu rzeczy jest ich niepewna sytuacja w W. Brytanii w związku procesem wychodzenia tego kraju z UE (Brexit).

Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana wydaje się, że na tego rodzaju decyzje naszych rodaków miały wpływ i inne przyczyny, znacząca poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce w tym najniższy od 30 lat poziom bezrobocia, a także odważna polityka społeczna ze sztandarowym programem Rodzina 500 plus.

2. Rzeczywiście z danych GUS wynika, że w Europie czasowo ( a więc dłużej niż 3 miesiące w 2017 roku przebywało 2.241 tysięcy Polaków, a już w roku 2018 było ich 2.155 tys. o 86 tysięcy mniej ,z kolei w 27 krajach UE liczba Polaków zmalała odpowiednio z 2.121 tysięcy do 2.031 tysięcy.

Rzeczywiście z danych zaprezentowanych przez  GUS wynika, że najbardziej zmalała liczba Polaków przebywających czasowo w W. Brytanii z 793 tysięcy w 2017 roku do 695 tysięcy w 2018 roku ale jak się wydaje na te powroty do Polski , miał wpływ nie tylko Brexit.

Referendum w tej sprawie odbyło się przecież w W. Brytanii latem 2016 roku, a liczba Polaków przebywających czasowo w tym kraju rosła aż do 2017 roku, jeszcze w 2015 roku wyniosła 720 tysięcy, w 2016 roku 788 tysięcy, a w roku 2017 -793 tysiące osób.

3. Przypomnijmy, że w nowym raporcie Banku Światowego z października tego roku, dotyczącym sytuacji w gospodarce znalazła się informacja o podwyższeniu prognozy wzrostu PKB dla Polski z dotychczasowych 4,0% PKB do 4,3% PKB.

Podwyższenie prognozy wzrostu dla Polski wynika zdaniem analityków banku z ciągle rosnącej konsumpcji prywatnej, ale także ożywieniu w inwestycjach.

Analitycy piszą między innymi „konsumpcja gospodarstw domowych napędzana oczekiwanym wzrostem wydatków budżetowych oraz dobrą sytuacja na rynku pracy i rosnącymi płacami, będzie nadal rosła”.

I dalej „konsumpcja, wraz z utrzymującym się niskim poziomem stóp procentowych i realizacją inwestycji współfinansowanych funduszami europejskimi, pomoże utrzymać dobre perspektywy wzrostu polskiej gospodarki”.

W raporcie BŚ znalazło się również stwierdzenie, że „ wzrost gospodarczy w Polsce jest jednym z najszybszych w całym regionie Europy i Azji Środkowej”.

4. Przypomnijmy także, że według GUS przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających powyżej 9 pracowników) w lipcu wzrosło o 7,4% w ujęciu rok do roku i wyniosło 5 182, 43 zł.

Wszystko wskazuje na to ,że ta tendencja wzrostu płac utrzyma się w kolejnych miesiącach, a więc dynamika wzrostu płac w gospodarce w całym 2019 roku, będzie bliska 8% i będzie wyraźnie wyższa niż poziom inflacji ( mamy więc do czynienia z dużym wzrostem płac w ujęciu realnym.

Wysoka dynamika wzrostu płac, wynika z dobrej sytuacji w gospodarce (wzrost PKB w I kwartale wynoszący aż 4,7%, w II kwartale wg w tzw. szybkiego szacunku GUS  wyniósł 4,4%), malejącego bezrobocia i utrzymującego się wysokiego popytu na pracę.

Zresztą według danych GUS zatrudnienie w przedsiębiorstwach zatrudniających do 9 pracowników w porównaniu z  lipcem poprzedniego roku, wzrosło o 2,7% i wyniosło blisko 6,4 mln.

6. Przypomnijmy także, że według kolejnych komunikatów  Eurostatu  stopa bezrobocia w Polsce w II połowie 2019 roku, według tzw. metody BAEL (opartej na aktywności ekonomicznej ludzi w wieku zdolności do pracy), jest niższa od 4%.

Polska znajduje  się na 3 miejscu wśród krajów o najniższym poziomie bezrobocia w UE (w liczbach bezwzględnych według wspomnianej metody BAEL spadło ono poniżej 600 tysięcy osób).

A więc to głównie wysoki wzrost gospodarczy , wyraźny wzrost wynagrodzeń, a także najniższy od 30 lat poziom bezrobocia, to są główne przyczyny powrotów Polaków przebywających czasowo za granicą.

1. Do Sejmu tuż po rozpoczęciu jego nowej kadencji, wpłynął projekt ustawy o likwidacji limitu tzw. 30-krotności składek na ZUS podpisany przez 15 posłów klubu Prawa i Sprawiedliwości.

Projekt wywołał ogromne emocje, pierwsi zareagowali posłowie Porozumienia Jarosława Gowina, stwierdzając że nie będą tego projektu popierać, ponieważ zabrania im tego uchwała zarządu ich partii i gdyby się na to zdecydowali, postawiliby się poza tym ugrupowaniem.

Ciepło o projekcie wypowiadają się natomiast posłowie klubu Lewica ( w szczególności posłowie reprezentujący partię Razem ) twierdząc, że mogą go poprzeć gdyby do projektu wprowadzić poprawkę w postaci wprowadzenia górnego limitu emerytury wypłacanego w ramach systemu publicznego.

Przeciwni projektowi  są zasiadający w Radzie Dialogu Społecznego  reprezentanci pracodawców (co nie dziwi) ale i reprezentanci związków zawodowych ( to już jednak może budzić zdziwienie), podobne głosy dochodzą z Kancelarii Prezydenta ( jego rzecznik wyraził nadzieję ,że taka ustawa nie trafi na biurko prezydenta).

2. Należy przypomnieć , że wspomniany limit 30-krotności składek na ZUS, został wprowadzony w 1998 ( a więc ponad 20 lat temu), wtedy kiedy rząd AWS-u i UW, wprowadzał zasadniczą reformę systemu emerytalnego w Polsce polegającą na odejściu od systemu opartego na zidentyfikowanym świadczeniu na system oparty na zidentyfikowanej składce ( a więc odejście od systemu solidarnościowego na rzecz indywidualistycznego).

To wtedy zdecydowano ,że każdy ubezpieczony w systemie ZUS będzie odprowadzał składki na swoje własne ubezpieczenie ( na własne konto w ZUS), wtedy także wprowadzono tzw. II filar w postaci OFE, a także przesądzono, że w systemie cały czas będzie malała tzw. stopa zastąpienia (czyli relacja przyszłej emerytury do ostatniego wynagrodzenia) od ok. 60% w starym systemie, do docelowo  ok. 30% w nowym systemie.

Wtedy także wprowadzono limit 30-krotności składek odprowadzanych na ZUS, uznając, że ubezpieczeni w ZUS otrzymujący wynagrodzenia powyżej 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia, od środków powyżej tej kwoty nie będą odprowadzali składek na ZUS.

Ograniczenie wydawało się logiczne, wszak w sytuacji kiedy składka była wpłacana na indywidualny rachunek ubezpieczonego, przyszła jego emerytura także musiałaby by być odpowiednio wysoka.

3. Tyle tylko, że publiczny system ubezpieczeń ma tę cechę ,że środki obecnie wpłacane przez ubezpieczonych wprawdzie są zapisywane na ich rachunkach w ZUS ale na bieżąco wypłacane obecnym emerytom.

Limit 30-krotności w warunkach 2019 roku to wynagrodzenia przekraczające 142 tysiące zł rocznie ( ok. 12 tys. zł miesięcznie ), co oznacza, że w tzw. pracownicy etatowi zarabiający powyżej tych kwot, od tych nadwyżek nie odprowadzają już składek na ZUS.

Takich pracujących ubezpieczonych w systemie ZUS według jego informacji jest obecnie ok. 350 tysięcy, co więcej wśród nich są tacy pracujący, którzy ze względu na  bardzo wysokie wynagrodzenia już po lutym , marcu nie odprowadzają składek od wynagrodzenia przekraczającego już po 3 miesiącach kwotę 150 tysięcy złotych.

W tej sytuacji  może pojawić się pytanie dlaczego zdecydowana większość pracowników etatowych płaci ZUS od każdej złotówki swojego wynagrodzenia w wysokości blisko 20% , natomiast ci zdecydowanie więcej zarabiający nie muszą tego robić?

4. Przeciwnicy zniesienia limitu 30-krotności podnoszą, że w przyszłości tym zarabiającym dużo, trzeba będzie wypłacać bardzo wysokie emerytury, ba jakaś część tych dużo zarabiających „ucieknie z umowy o pracę i założy własną działalność gospodarczą” ( tu jest składka kwotowa pobierana od 60% średniego wynagrodzenia w gospodarce) albo wręcz wyemigrują oni za granicę.

To są argumenty mające swój ciężar gatunkowy ale wydaje się, że jednak przesadzone, w systemach publicznych  w krajach Europy zachodniej obowiązują górne limity wypłacanych emerytur ( i taki limit należałoby wprowadzić także w Polsce), ucieczka od systemu etatowego ma swoje ograniczenia, a wyjazdy za granicę do pracy powoli ustają, bo płace dla fachowców w Polsce, bardzo szybko rosną.

Skoro likwidacja limitu 30-krotności ma przynieść dodatkowe 7 mld zł do systemu ubezpieczeniowego rocznie, a są to pieniądze wypłacane na bieżąco obecnym emerytom, to jednak na te świadczenia powinni się składać według tych samych zasad wszyscy pracujący w Polsce niezależnie od tego czy zarabiają poniżej 12 tysięcy miesięcznie, czy też powyżej tej kwoty. 

Tak przy okazji zobowiązania naszego systemu ZUS na koniec 2018 roku dotyczą około 23 mln obecnych i przyszłych emerytów i są szacowane na około 3 bln zł ( 3000 miliardów  zł) więc każda dodatkowa złotówka odprowadzona do tego systemu, w tym te odprowadzane przez tych dużo zarabiających, są niezwykle ważne i potwierdzą istnienie w naszym kraju solidaryzmu społecznego.

1. Wczoraj Zarząd PGNiG poinformował, że przekazał rosyjskiemu Gazpromowi oświadczenie woli o zakończenia długoterminowego kontraktu kupna-sprzedaży gazu ziemnego do Polski.

Kontrakt zwany jamalskim obowiązuje od 1996 roku, podpisał jeszcze rząd Leszka Milera i po przedłużeniu go przez rząd Donalda Tuska obowiązuje do końca 2022 roku (Donald Tusk chciał go nawet ,żeby obowiązywał on aż  roku 2037 ).

Przekazanie takiego oświadczenia na 3 lata przed upływem daty zakończenia kontraktu , jest procedurą z niego wynikającą, obydwie strony zobowiązywały się, że zawiadomią się czy mają wolę jego kontynuowania.

Mimo tego ,że to tylko oświadczenie woli zarządu PGNiG, to jest to w polskich warunkach wydarzenie, które jeszcze parę lat temu przed przejęciem władzy przez Prawo I Sprawiedliwość, było wręcz niewyobrażalne.

Teraz po 4 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości, na tyle zaawansowano warunki do stworzenia bezpieczeństwa gazowego bez dostaw tego surowca z Rosji, że PGNiG może sobie na to pozwolić na wydanie takiego oświadczenia woli.

2. To właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości spowodował ,że koncern PGNiG  jeżeli chodzi o import gazu, udział gazu pochodzącego z Rosji zmniejszał się z roku na rok, a jego kierownictwo zapewniało, że po roku 2022  nie przedłużymy kontraktu jamalskiego na dostawy gazu z Rosji.

Przypomnijmy, że rząd Tuska w 2010 roku chciał przedłużyć ten kontrakt o kolejne 15 lat do roku 2037, ale po protestach śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego ,Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie, i w związku z twardym stanowiskiem Komisji Europejskiej w tej sprawie, odstąpiono od realizacji tego przedsięwzięcia.

Zapotrzebowanie na gaz w naszym kraju cały czas rośnie i po roku 2022 przekroczy 20 mld m3, przy czym już w 2018 roku wyniosło ponad 17 mld m3 i głównym dostawcą był PGNiG, który sprzedał 16,6 mld m3.

Ze źródeł krajowych pochodzi około 4 mld m3 gazu, pozostała część - 13,5 mld m3 z importu, ale tylko 67% z kierunku wschodniego i tendencja spadku importu z tego źródła będzie dalej trwała (jeszcze w 2015 roku import gazu ze Wschodu wynosił 90% całego importu).

3. Rośnie natomiast import gazu skroplonego LNG i to nie tylko w ramach tzw. kontraktu katarskiego, ale głównie ze źródeł z USA i zarówno tzw. sportowych, ale przede wszystkim w ramach kontraktów długoterminowych.

Takich kontraktów długoterminowych z firmami z USA , PGNiG podpisał już pięć, jeden z nich będzie realizowany już od tego roku, pozostałe od roku 2022 i 2023, wtedy kiedy wzrośnie zdolność absorpcyjna Gazoportu w Świnoujściu.

Rozpoczęła się jego rozbudowa z dotychczasowej pojemności 5 mld m3 do 7,5 mld m3, co więcej Unia Europejska uznała tę inwestycję za ważne przedsięwzięcie dywersyfikacyjne i wsparła środkami finansowymi z unijnego budżetu.

Jednak kluczem do rezygnacji z dostaw rosyjskiego gazu do Polski w ramach kontraktu długoterminowego, będzie budowa i oddanie do użytku do jesieni 2022 roku gazociągu Baltic Pipe.

4.W połowie kwietnia tego roku w Brukseli została podpisana przez wiceprzewodniczącego KE d/s unii energetycznej komisarza Marosza Szefczovicza i prezesa polskiej spółki Gaz-System umowa na dofinansowanie z budżetu UE budowy gazociągu Baltic Pipe.

Wsparcie ma wynieść 215 mln euro i jak podkreślił premier Mateusz Morawiecki, było przez blisko 3 lata negocjowane z UE przez ministra Piotra Naimskiego, ministra Krzysztofa Tchórzewskiego i ministra Konrada Szymańskiego.

Premier stwierdził także, „że ta inwestycja to coś strategicznie przełomowego, bo mamy do czynienia z momentem, w którym możemy powiedzieć, że za 3 lata gazociąg bałtycki powstanie”.

Także rzeczniczka Komisji Europejskiej powiedziała, że „projekt Baltic Pipe przyczynia się do realizacji głównych celów unii energetycznej w zakresie zwiększenia bezpieczeństwa i dywersyfikacji dostaw gazu oraz budowy zintegrowanego i konkurencyjnego rynku gazu w regionie Morza Bałtyckiego oraz w Europie Środkowej i Wschodniej”.

5.To właśnie rozbudowa Gazoportu w Świnoujściu aby mógł przyjmować do 7,5 mld m3 gazu skroplonego rocznie, powiększanie wydobycia krajowego przynajmniej do 5 mld m3, a także budowa Baltic Pipe do końca 2022 roku pozwoliła PGNiG na wydanie oświadczenia woli o braku zainteresowania kontynuacją kontraktu jamalskiego.

To co za rządów Donalda Tuska wydawało się wręcz niewyobrażalne po jednej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy pozwala na taką zapowiedź , a pod koniec 2022 roku stanie się faktem.

1.Wczoraj Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował dane dotyczące wstępnego szacunku wzrostu PKB za III kwartał tego roku, z których wynika, że niewyrównany sezonowo PKB wzrósł o 3,9 % , z kolei wyrównany sezonowo wzrósł o 4,0% i jednocześnie był o  1,3% % wyższy niż w II kwartale tego roku.

Nie ma jeszcze danych Eurostatu  dotyczących wzrostu PKB w gospodarce europejskiej w III kwartale 2019, ale jak wiemy z informacji pochodzących z innych źródeł w głównych gospodarkach europejskich, trwa wyraźne spowolnienie.

Przypomnijmy, że według danych Eurostatu za II kwartał , PKB krajów strefy euro wzrósł  tylko o 1,1% w ujęciu r/r , a w stosunku do I kwartału ten wzrost wyniósł zaledwie  0,2%.

Oznacza to, że polska gospodarka w III kwartale tego roku, rozwijała się nadal blisko 4-krotnie szybciej niż gospodarki 19 krajów strefy euro i to zarówno w ujęciu rok do roku i ponad 6-krotnie szybciej i w stosunku do II kwartału tego roku.

2. We wstępnym szacunku GUS nie ma informacji jakie czynniki i z jaką siłą wpłynęły na wzrost PKB w III kwartale ale z dużym prawdopodobieństwem należy przypuszczać, że sytuacja nie uległa specjalnej zmianie w porównaniu z II kwartałem tego roku.

Przypomnijmy, że w II kwartale ,pozytywny wpływ na wzrost PKB, miała nie tylko konsumpcja jak było do niedawna ale także inwestycje, natomiast eksport netto tym razem był neutralny do poziomu wzrostu.

Spożycie ogółem wzrosło o 4,1% ( w tym spożycie gospodarstw domowych wzrosło o 4,4% ), wzrost nakładów na środki trwałe wyniósł aż 9%, pozytywny wpływ  na wzrost gospodarczy miał także eksport.

Ostatecznie na wzrost PKB w wysokości 4,5% w II kwartale złożyła się: konsumpcja w wysokości 3,1 punktu procentowego, inwestycje w wysokości 1,4 punktu procentowego (1,5 punktu procentowego inwestycje i -0,1 punktu procentowego przyrost rzeczowych środków obrotowych) , z kolei eksport netto  miał wpływ neutralny (co jest zjawiskiem oczywistym w sytuacji słabnięcia gospodarki niemieckiej).

3.Spokojny o poziom wzrostu gospodarczego jest Narodowy Bank Polski, jego prezes Adam Glapiński na każdej konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (RPP) informuje, że spodziewa się wzrostu gospodarczego w tym roku w wysokości aż 4,5% PKB, przy niskiej inflacji, poniżej celu inflacyjnego NBP ( określony na 2,5% z możliwym odchyleniem 1,5% w dół , bądź w górę), niskim poziomie bezrobocia i  zachowaniu równowag na wszystkich rynkach, a także pozytywnym bilansie handlowym i niskim deficycie na rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego ( co oznacza ,że rozwijamy się w oparciu o własne zasoby finansowe).

W tej sytuacji prezes Glapiński także powtarza, że według jego przewidywań stopy procentowe NBP nie ulegną zmianie do końca jego kadencji i kadencji RPP (czyli do początku 2022 roku), a więc podstawowa stopa  procentowa pozostanie na poziomie 1,5% w stosunku rocznym.

Podkreślił, że to co się dzieje w polskiej gospodarce trzeba określić mianem cudu gospodarczego, bowiem wokół nas mamy do czynienia z wyraźnym spowolnieniem gospodarczym, a w Polsce mamy ciągle bardzo wysoki wzrost gospodarczy, realizowany przy inflacji niższej niż cel inflacyjny NPB.

4. Przy tej okazji należy zwrócić uwagę, że na polski wzrost gospodarczy składa się przede wszystkim popyt krajowy przy neutralnym wpływie eksportu netto na wzrost PKB , co oznacza, że nasza gospodarka ma mocne wewnętrzne siły rozwojowe.

I właśnie, dlatego mimo sygnalizowanego spowolnienia w gospodarce europejskiej i światowej, które ma nastąpić w tym roku, prognozy wzrostowe dla polskiej gospodarki, są ciągle optymistyczne.

Wielu ekonomistów podkreśla, że wzrost PKB w Polsce w 2019 roku, będzie zapewne niższy niż w 2018 roku, ale właśnie ze względu na wewnętrzne czynniki rozwojowe, nie spadnie on poniżej 4%, a według NBP wyniesie aż 4,5% PKB,  (w budżecie na 2019 rok rząd przyjął ostrożne założenie, że wyniesie on 3,8%).