1. Prezydent Andrzej Duda mimo tego, że II jego kadencja jest już ostatnią i nie musi zabiegać o względy wyborców, od momentu zaprzysiężenia, konsekwentnie realizuje swoje zobowiązania z kampanii wyborczej.

Wczoraj w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda w obecności premiera Mateusza Morawieckiego, podpisał przyjętą przez Parlament ustawę o Funduszu Medycznym, co zadeklarował w kampanii wyborczej jako reakcję na brak środków na finansowanie najbardziej skomplikowanych i kosztownych świadczeń medycznych.

Prezydent nazwał go funduszem ratunkowym, jego środki będą kierowane na leczenie chorób rzadkich i wyjątkowo kosztownych terapii medycznych ratujących życie, dzięki jego powołaniu nastąpi ograniczenie zbiórek publicznych często organizowanych na takie cele.

2. Przypomnijmy, że na początku lipca (a więc jeszcze przed II turą wyborów) do Sejmu wpłynął prezydencki projekt ustawy o Funduszu Medycznym, powstanie takiego funduszu Andrzej Duda zapowiedział w czasie kampanii wyborczej.

Ta zapowiedź skierowania dodatkowych środków finansowych do systemu ochrony zdrowia, była reakcją na oskarżenia opozycji, w związku z przeznaczeniem przez Parlament kwoty 2 mld zł na media publiczne, mimo tego, że była to rekompensata za utratę opłat abonamentowych, z których zostali zwolnieni posiadacze radioodbiorników i telewizorów, w związku z osiągnięciem określonego wieku.

Projekt ten został dosyć szybko przyjęty przez zdecydowaną większość w Sejmie (głosowali za nim nie tylko posłowie rządzącej koalicji ale także opozycji), także Senat pracował nad nim wyjątkowo sprawnie.

3. Fundusz ma służyć finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej dzieciom i młodzieży do 18 roku życia, zadań modernizacyjnych substancji materialnej ochrony zdrowia, finansowaniu leków dla indywidualnych pacjentów w ramach nowoczesnych terapii lekowych, oraz finansowaniu świadczeń udzielanych polskim pacjentom poza granicami naszego kraju, co być może ograniczy zbiorki publiczne na ten cel.

Głównym źródłem zasilania Funduszu będzie coroczna dotacja budżetowa, rocznie jego wydatki będą sięgały aż 4 mld zł (wcześniej planowano na ten cel 2 mld zł) i będą przeznaczane na 3 filary: leki i świadczenia medyczne, inwestycje i profilaktykę.

Jest także zobowiązanie, że w ciągu najbliższych 10 lat 2020-2029 z budżetu do tego Funduszu trafi 38 mld zł, co jest swoistym zobowiązaniem państwa, że będzie wsparcie funduszu ze środków budżetowych w długim okresie.

Fundusz będzie państwowym funduszem celowym jego dysponentem będzie minister zdrowia i będzie się składał z 4 subfunduszy: infrastruktury strategicznej, modernizacji podmiotów leczniczych, rozwoju profilaktyki, oraz terapeutyczno- innowacyjnego.

4. Środki w Funduszu Medycznym będą środkami dodatkowymi na ochronę zdrowia, przypomnijmy, że środki finansowe na ochronę zdrowia w ostatnich latach gwałtownie rosną.

Na rok 2020 zostały określone aż na kwotę 110 mld zł (środki NFZ razem z dotacją budżetową), a jeżeli utrzymana zostałaby dotychczasowa praktyka, to najprawdopodobniej pod koniec roku i ta kwota zostałaby powiększona.

W porównaniu z 2015 rokiem w którym nakłady na ochronę zdrowia wyniosły 75 mld zł, a więc w ciągu 5 lat rządów Zjednoczonej Prawicy ulegną powiększeniu przynajmniej o 35 mld zł, a więc blisko o 50%, a w relacji do PKB po raz pierwszy po roku 1989 przekroczyły 5% PKB.

Według szacunków resortu finansów jeżeli nakłady na ochronę zdrowia osiągną wysokość 6% PKB (tak jak nakazuje to ustawa przyjęta w połowie 2018 roku), to w warunkach roku 2024 Narodowy Fundusz Zdrowia dysponowałby astronomiczną kwotą 160 mld zł.

W projekcie budżetu na 2021 rok mimo negatywnych skutków pandemii dla systemu finansów publicznych, środki na ochronę zdrowia mają po raz pierwszy w naszej historii przekroczyć 5% PKB i będzie to wymagało skierowania do NFZ, który jest zasilany składką od wszystkich ubezpieczonych, także dodatkowych środków z budżetu państwa.

  1. Wczoraj pojawiły się w mediach informacje, że Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego, postanowił o rozpoczęciu budowy szpitali polowych, w związku wyraźnym wzrostem zachorowań na Covid19 w ostatnich kilkunastu dniach.

Pierwszy z nich jest tworzony na terenie Stadionu Narodowego w Warszawie, jak poinformował szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk, który koordynuje to przedsięwzięcie, będzie to szpital na 500 łóżek, z tego 50 to będą łóżka respiratorowe.

Łóżka będą instalowane w salach konferencyjnych obiektu, a więc nie trzeba budować dodatkowej infrastruktury technicznej, takiej jak ogrzewanie, dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków, co pozwoli na szybkie uruchomienie tego polowego szpitala.

  1. Zaraz po pojawieniu się informacji o budowaniu szpitali polowych, pojawiły się w mediach ataki czołowych polityków Platformy, były przewodniczący tej partii Grzegorz Schetyna w jednym z wywiadów stwierdził, że to przejaw „paniki rządu, oraz chaosu” i „braku strategii” w walce ze skutkami pandemii koronawirusa.

Z kolei senator Adam Szejnfeld napisał „ stoją puste, ogrzewane hale targowe, stoją puste hotele...., a oni na zimę dla pacjentów z gorączką i chorych na płuca przerabiają nieogrzewany „trawnik” na szpital? Stadion narodowy stać się ma narodową umieralnią” (pisownia oryginalna).

Po długim okresie milczenia odezwał się na także Donald Tusk, napisał na Twitterze „stadionów wystarczy, gorzej z respiratorami, kupili ich mniej, niż zbudowano Orlików”. (po aresztowaniu byłego ministra Nowaka, Tusk przez wiele dni milczał jak zaklęty).

3.Schetyna mówi o budowaniu szpitali polowych jako przejawie paniki rządu, w sytuacji kiedy rząd podejmuje decyzje z dużym wyprzedzeniem, kiedy w funkcjonujących szpitalach jest ciągle ponad około 50% wolnych łóżek covidowych w tym około 50% wolnych respiratorów.

Nawet gdyby liczba nowych zakażonych, dziennie oscylowała w granicach 8-9 tysięcy jak jest w ostatnich kilkunastu dniach, to rezerwa ta wystarczy na co najmniej 2 tygodnie, a więc tworzenie szpitali polowych jest realizowane z odpowiednim wyprzedzeniem, nie jest więc przejawem paniki, a precyzyjnie realizowanej strategii.

Z kolei senator Szejnfeld nie doczytał albo nie dosłyszał, że szpital na Stadionie Narodowym będzie tworzony w salach konferencyjnych i w związku z tym straszy, że łóżka dla ciężko chorych, będą stawiane na nieogrzewanej trawie, a więc nie będzie to szpital tylko „umieralnia” do tego narodowa.

Komentarz do słów Donalda Tuska powinien zaczynać się od słów wulgarnych ale żeby ich uniknąć napiszę, że jeżeli byłego premiera i szefa Rady Europejskiej stać tylko na kpiny wobec polskiego rządu walczącego z pandemią, to świadczy to tylko o tym, że bardzo nisko upadł.

  1. Naprawdę czołowi politycy Platformy pozbyli się już wszelkich nawet moralnych hamulców, skoro nawet w tak trudnej sytuacji, przy ogromnym wzroście zachorowań na koronawirusa, potrafią mówić i pisać takie rzeczy, bez żadnej odpowiedzialności za słowo.

Zresztą atakują rządy Zjednoczonej Prawicy i to bez żadnych skrupułów już od 5 lat w kraju i za granicą, więc być może dla nich każdy kolejny jest wręcz codziennością ale tu przecież chodzi o zdrowie i życie ludzkie.

Apelował do opozycji o zaprzestanie tej absurdalnej wojny przynajmniej w sprawie pandemii premier Mateusz Morawiecki, ba w poprzednim tygodniu wprawdzie w formule zdalnej ale odbyło się jego spotkanie za całą opozycją i ponoć podczas jego trwania odbyła się całkiem merytoryczna dyskusja ale okazuje się, że w formule otwartej mogą być tylko ataki na rząd.

  1. A przecież mimo gwałtowne zrostu zakażeń, a także zachorowań i niestety zgonów chorych mających także choroby współistniejące, Polska na tle innych rajów europejskich prezentuje się całkiem nieźle i to mimo tego, że w krajach Europy Zachodniej publiczne nakłady na ochronę zdrowia sięgają 10% PKB, a w Polsce przekroczyły w poprzednim roku 5% PKB, choć wzrosły w ciągu ostatnich 5 lat o ponad 30 mld zł (z 77 mld zł w roku 2015 do 109 mld zł w 2020 roku).

Polska zarówno z liczbą zakażeń jak i liczbą zgonów pacjentów z Covid19 na 1 mln mieszkańców, znajduje się w drugiej dziesiątce państw europejskich, większość krajów Europy Zachodniej ma te współczynniki kilkakrotnie wyższe (w Belgii, Hiszpanii, W, Brytanii, Włoszech, Francji są one 5-8 razy wyższe niż w Polsce).

  1. Inicjatywa Trójmorza nabiera tempa, dzisiaj rozpocznie się w Tallinie w Estonii, piąty już szczyt z udziałem polskiego prezydenta Andrzeja Dudy, ze względu na pandemię część przywódców krajów do niej należących, będzie uczestniczyła w nim zdalnie.

Na początku października komisja spraw zagranicznych Izby Reprezentantów przyjęła rezolucję przygotowaną przez przedstawicieli zarówno Demokratów jak i Republikanów o poparciu dla tej inicjatywy.

To ponadpartyjne poparcie w Kongresie ma niesłychanie ważne znaczenie, ponieważ jest dowodem na to, że niezależnie od zbliżających się rozstrzygnięć wyborczych w USA, inicjatywa Trójmorza będzie wspierana przez to mocarstwo.

  1. W Tallinie ma dojść do powiększenia liczby udziałowców Funduszu Trójmorza, założycielami były Polska i Rumunia, później przystąpiły Węgry, Bułgaria, Estonia i Łotwa, teraz zrobi to także Chorwacja.

Udziałowcami Funduszu w najbliższym czasie mają zostać Europejski bank Inwestycyjny (EBI), Bank Światowy, amerykańska instytucja rozwoju International Development Finance Corporation (IDFC), a także inwestorzy prywatni.

W Tallinie dojdzie także do opracowania listy projektów priorytetowych, które będą finansowane przez wspomniany Fundusz (głównie infrastrukturalnych), a także powołania Forum Biznesu państw tej inicjatywy.

Na zakończenie szczytu przewidywanie jest przyjęcie wspólnej deklaracji, której myślą przewodnią ma być odegranie kluczowej roli przez tę Inicjatywę w procesie wychodzenia tej części Europy z kryzysu gospodarczego wywołanego pandemia koronawirusa.

  1. Przypomnijmy, że idea Trójmorza, to inicjatywa gospodarczo - społeczna 12 państw Europy, członków Unii Europejskiej, położonych w pobliżu mórz Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego w skład której ostatecznie weszły: Litwa, Łotwa, Estonia, Polska, Czechy, Słowacja, Austria, Węgry, Słowenia, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria.

Te 12 krajów członków UE, to terytorium 1210 tysięcy km2 (27% powierzchni całej UE), zamieszkałe przez 112 mln ludności (22% populacji całej UE), z PKB w wysokości 1,6 bln euro (10% PKB UE).

Pierwszy szczyt tej grupy odbył się w Dubrowniku (Chorwacja) w sierpniu 2016 roku, a jego inicjatorami byli prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarowic i prezydent Polski Andrzej Duda.

Właśnie w Dubrowniku przyjęto deklarację, w której wskazano cele współpracy w dziedzinie energetyki gazowej, transportu (Via Carpatia), komunikacji cyfrowej oraz gospodarki i wyrażono przekonanie, że Europa Środkowa i Wschodnia staną się bardziej bezpieczne i bardziej konkurencyjne oraz przyczynią się tym samym do wzmocnienia Unii Europejskiej, jako całości.

  1. Przy tej okazji należy zwrócić uwagę, że w negocjacjach budżetowych w Brukseli dotyczących Perspektywy Finansowej na lata 2021-2027 państwa tworzące Trójmorze uzyskały 376 mld euro czyli 36% wszystkich środków przewidzianych dla UE-27.

Ponieważ środki z budżetu UE wymagają tzw. wkładów własnych sięgających często aż 50% kosztów przedsięwzięć inwestycyjnych, można zakładać, że państwa Trójmorza przez najbliższe 7 lat wydadzą około 800 mld euro na różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze rozwojowym.

Zapewne większość z nich zostanie przeznaczona na infrastrukturę drogową, kolejową, morską, energetyczną, także do gospodarki cyfrowej i trzeba przy tej okazji wyrazić nadzieję, że inwestycje te zostaną skoordynowane w ramach Trójmorza.

Wreszcie więc za pieniądze pochodzące z budżetu UE, będzie budowana infrastruktura nie tylko z Zachodu na Wschód jak było do tej pory ale także z Północy na Południe, na co oczekują wszystkie kraje położone wzdłuż tej osi.

  1. Wczoraj w Warszawie prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zainaugurował, trzykrotnie już odkładane powstanie ruchu, który nazwał „Wspólna Polska”, a nie jak wielokrotnie zapowiadał „Nowa Solidarność”.

Inauguracja odbyła się w sposób zdalny, wzięli w niej udział głównie samorządowcy, w tym prezydenci dużych miast, startujący w wyborach w 2018 roku z szyldem Platformy, prezydenci: Poznania- Jacek Jaśkowiak, Łodzi- Hanna Zdanowska (przedstawiana w zdalnym połączeniu jako Zdanowicz), Białegostoku- Tadeusz Truskolaski, Gdańska-Aleksandra Dulkiewicz, Sopotu-Jacek Karnowski, Lublina- Krzysztof Żuk i Wrocławia- Jacek Sutryk.

Połączono się także zdalnie z dyrektorem szpitala podległym Trzaskowskiemu, który mówił o uruchomieniu tzw. łóżek covidowych w tej placówce, nauczycielką jednej z warszawskich szkół, która mówiła o trudnościach oświaty w związku z pandemią, z młodą dziewczyną, która mówiła o ochronie środowiska, a nawet poseł Henryką Krzywonos, która chce wziąć pod opiekę mało zarabiających.

  1. Rafał Trzaskowski i jego koledzy samorządowcy mówili o Wspólnej Polsce i jednocześnie bezpardonowo atakowali rząd, który ich zdaniem centralizuje kompetencje, odbierając je właśnie samorządom, nie rekompensuje utraconych dochodów wynikające z pandemii, nie wspiera szpitali samorządowych, nie przekazuje subwencji w wysokości jakiej życzyliby sobie samorządowcy, tak w ogóle jest przyczyną wszystkich samorządowych niepowodzeń.

Trzaskowski powtórzył znowu fejka o 2 mld zł przekazanych na media publiczne, teraz jego zdaniem te pieniądze powinny być przekazane na walkę z pandemią kornawirusa, choć do niedawna jego koledzy z Platformy domagali się ich przeznaczenia na onkologię.

  1. Szczególny wydźwięk miała rozmowa Trzaskowskiego z młodą dziewczyną o ekologii i konieczności zapobiegania zmianom klimatycznym, w sytuacji kiedy w Warszawie znowu nieoczyszczone ścieki znowu leją się do Wisły.

Wojsko musiało rozebrać most pontonowy ze względu na bardzo wysoką falę wezbraniową na Wiśle, a ponieważ przewiert pod Wisłą jest ciągle w powijakach, ścieki z lewobrzeżnej Warszawy trafiają bezpośrednio do Wisły.

I nawet jeżeli za parę dni woda opadnie i wojsko znowu most pontonowy odtworzy, to najdalej za miesiąc trzeba będzie go trzeba zdemontować, ze względu na warunki zimowe i ścieki będą lały się do Wisły co najmniej do wiosny.

Do tej pory największą katastrofą w Europie była awaria oczyszczalni ścieków w Londynie, na przełomie 2013/2014 do Tamizy odprowadzono 2 mln m3 ścieków, do tej pory w Warszawie wlano do Wisły 6,2 mln m3 ścieków i to raczej początek katastrofy niż jej koniec.

  1. Po tej inauguracji ruchu Wspólnej Polski, wyraźnie widać, że założyciele o żadnej wspólnocie nie marzą, propozycji wspólnych działań nie było wcale, tylko ataki na rządzących i to oparte na półprawdach albo wprost na kłamstwach.

Na przykład samorządowcy z Platformy szczególnie po wybuchu pandemii mówią o dramatycznej sytuacji w ich finansach i obciążają odpowiedzialnością rząd, tyle tylko, że zupełnie niedawno ukazały się dane ministerstwa finansów pokazujące sytuację finansów samorządowych za I półrocze tego roku w porównaniu z I półroczem poprzedniego roku, z których wynika, że dochody samorządów są aż o 25 mld zł wyższe.

  1. Wspomniany raport jest oparty o sprawozdania z wykonania budżetów jst za I półrocze (przygotowanych przez samorządy) i wynika z niego że łączne ich dochody były wyższe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego o około 25 mld zł (w I półroczu 2019 roku lekko przekraczały 200 mld zł, w I półroczu tego roku przekroczyły 225 mld zł).

Wprawdzie o 5% mniejsze są wpływy z PIT, o 4% wpływy z CIT, ale o 1% są wyższe wpływy z podatku od nieruchomości, a bardzo wyraźnie wzrosły dotacje dla jednostek samorządu terytorialnego aż o 32%, a subwencja ogólna (w tym oświatowa) o 10%.

Wpływy z PIT są mniejsze o około 2 mld zł (w I połowie 2019 roku wynosiły około 39 mld zł, w I połowie tego roku wyniosły około 37 mld zł) wpływy z CIT są niższe o około 0,4 mld zł 9 w połowie 2019 roku wynosiły około 9,9 mld zł, w I połowie tego roku wynoszą około 9,5 mld zł.

Ale wpływy z dotacji z budżetu państwa są wyższe o około 14 mld zł (w I półroczu 2019 wynosiły one około 49 mld zł, w połowie tego roku 63 mld zł), a wpływy z subwencji ogólnej są wyższe o około 4 mld zł (w I połowie 2019 roku wynosiły ok. 57 mld zł, w I połowie tego roku wynoszą ok. 61 mld zł).

  1. W ostatni czwartek rzecznik generalna Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) ogłosiła opinię w sprawie polskiego podatku od sprzedaży detalicznej (także węgierskiego podatku od reklam) z której wynika, że nie naruszają one unijnego prawa w sprawie pomocy publicznej.

Na początku września (TSUE) w II instancji rozpatrywał odwołanie Komisji Europejskiej (KE) od wyroku z maja 2019, w którym to w I instancji unijny Sąd przyznał rację polskiemu rządowi w sporze o wprowadzenie podatku od sklepów wielkopowierzchniowych.

Wtedy odbyło się wysłuchanie stron: przedstawicieli polskiego rządu i przedstawicieli Komisji Europejskiej, teraz opinia rzecznik potwierdza, że unijny sąd w I instancji miał rację.

Sam wyrok TSUE może zostać ogłoszony nawet za kilka miesięcy ale jego rozstrzygnięcie najczęściej pokrywa się z opinią rzecznika, zwłaszcza, że KE w odwołaniu nie wniosła żadnych nowych okoliczności w stosunku do postępowania w I instancji.

  1. Przypomnijmy, że już w listopadzie 2016 roku, polski rząd złożył skargę na decyzję KE zawieszającą pobór tego podatku, w związku z czym w 2017 roku Komisja wydała w tej sprawie decyzję ostateczną uzasadniając zawieszenie naruszeniem przez Polskę unijnych zasad pomocy publicznej (uznano, że ten podatek jest pomocą publiczną dla małych i średnich sklepów, które nie będą obciążone tym podatkiem).

W związku z tą ostateczną decyzją KE polski rząd złożył skargę do TSUE podkreślając, że Komisja błędnie zakwalifikowała podatek od sklepów powierzchniowych jako pomoc publiczną, oraz wadliwie i niewystarczająco uzasadniła swoją decyzję.

W połowie maja 2019 roku TSUE w I instancji uwzględnił wszystkie zastrzeżenia polskiego rządu i stwierdził nieważność obydwu decyzji Komisji (zarówno tej wstępnej jak i ostatecznej) i to z miażdżącym uzasadnieniem na jej niekorzyść.

  1. Przypomnijmy także, że rząd premier Beaty Szydło zdecydował o przyjęciu skali progresywnej tego podatku składającej się z dwóch stawek: 0,8% wartości obrotu od przychodu pomiędzy 17 mln zł, a 170 mln zł miesięcznie i 1,4% wartości obrotu od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie (oznacza to, że przychody poniżej 17 mln zł miesięcznie, a więc 204 mln zł rocznie, nie podlegają temu podatkowi).

Ważnym rozwiązaniem przyjętym przez Radę Ministrów jest to, że wspomniany przychód dotyczy tylko sprzedaży detalicznej (a więc sprzedaży na rzecz osób fizycznych nie prowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych), przy czym przychód nie będzie obejmował wartości podatku należnego VAT (czyli opodatkowana będzie wartość sprzedaży netto, bez podatku VAT).

  1. Nowe obciążenie podatkowe miało na celu zdaniem rządu, oprócz przyniesienia dodatkowych dochodów podatkowych do budżetu, także wyrównanie szans pomiędzy wielkimi sieciami i sieciami dyskontów, a mniejszymi przedsiębiorstwami handlowymi, a także wsparcie dla rodzimych producentów żywności, którzy sprzedają swoje produkty głównie w lokalnych sklepach małych i średnich przedsiębiorstw.

Podatek miał również na celu doprowadzenie do efektywnego opodatkowania sieci wielkopowierzchniowych, które unikają pełnego opodatkowania w Polsce, transferując część zysków za granicę, a w konsekwencji powstrzymania ekspansji sklepów dyskontowych i wielkich zagranicznych sieci sklepowych.

Bowiem jeszcze w 2008 sklepy małoformatowe w Polsce stanowiły 51% wszystkich placówek handlowych, a według szacunków na koniec 2019 roku tego rodzaju sklepy stanowiły już mniej niż 30% wszystkich sklepów (i ten proces zmniejszania liczby małych sklepów trwa nadal).

  1. Najprawdopodobniej twarde stanowisko polskiego rządu w tej sprawie i nieustępliwość zostaną nagrodzone i ostateczny wyrok TSUE pozwoli na wprowadzenie tego podatku od 1 stycznia 2021 roku.

Dochody z tego tytułu zostały wprowadzone przez radę Ministrów do projektu budżetu na 2021 w wysokości 1,5 mld zł, choć jak się wydaje zostały one zaprojektowane z dużą ostrożnością.