1. Według wstępnego harmonogramu obrad Sejmu, debata nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, zgłoszonego przez klub Prawa i Sprawiedliwość, odbędzie się w najbliższy czwartek o godzinie 17.30. Jest on ministrem rolnictwa od końca lipca poprzedniego roku, a więc niewiele ponad pół roku, ale wyraźnie widać, że nie daje sobie rady na tym stanowisku, a jego ostatnie pomysły ustawowe, wzburzyły rolników w całym kraju. Chodzi między innymi o projekt ustawy o tzw. aktywnym rolniku, forsowany przez ministra pod hasłem wyeliminowania z dopłat bezpośrednich tzw. rolników z Marszałkowskiej, ale okazało się, że tak naprawdę chciał pozbawić dopłat bezpośrednich ponad połowę wszystkich gospodarstw w Polsce w tym przede wszystkim gospodarstw najmniejszych i tylko czujność prezydenta Nawrockiego i jego veto, nie pozwoliło na doprowadzenie do „rewolucji” na wsi.

 

2. Zresztą już jesienią poprzedniego roku w sytuacji dramatycznego spadku cen płodów rolnych, głównie zbóż ,ale także owoców i warzyw, minister Krajewski bezradnie rozkładał ręce, a protestującym rolnikom mówił brutalnie „do wszystkiego nie będziemy dopłacać”. Rolnicy są rozsądnymi ludźmi i nie oczekiwali dopłacania do wszystkiego, ale domagali się interwencji na niektórych rynkach, wszak minister rolnictwa ma ciągle wpływ choćby na ponad 20 spółek z udziałem Skarbu Państwa funkcjonujących na rynkach rolnych, z najważniejszą Krajową Spółką Cukrową, która posiada nie tylko rozbudowany segment cukrowy ale także jej spółki córki działają w segmencie nasiennym i hodowlanym, oraz zbożowo-młynarskim. Nawet symboliczna interwencja takiego wielkiego podmiotu na danym rynku rolnym, gdy ceny skupu kształtują się poniżej kosztów wytwarzania, powoduje ich wzrost i poprawę sytuacji dochodowej rolników i tego rodzaju działania były podejmowane podczas 8-letnich rządów Prawa i Sprawiedliwości z pozytywnymi skutkami dla rolniczych dochodów.

 

3. Minister często uzasadniał niemożność uruchomienia jakichkolwiek wypłat dla rolników ponoszących straty, brakiem odpowiednich unijnych przepisów, ale niestety przemilczał, że w tej sprawie on i jego poprzednik, nie zrobili nic ,aby aby przedłużyć funkcjonowanie tzw. rozporządzenia wojennego, wprowadzonego przez KE na wniosek ówczesnego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, które obowiązywało od 2022 roku do roku 2024 włącznie. To właśnie to rozporządzenie pozwoliło rządowi Prawa i Sprawiedliwości wesprzeć polskich rolników w latach 2022-2023, wręcz astronomiczną kwotą blisko 16 mld zł, będącą wyrównaniem części strat, jakie ponieśli w związku z gwałtownym wzrostem cen surowców energetycznych wywołanym przez Rosję, a później konsekwencjami wojny na Ukrainie, a także otwarciem przez Komisję Europejską unijnego rynku na produkty rolne z tego kraju.

 

4. Ale nie tylko bezradność ministra wobec dramatycznie niskich cen większości płodów rolnych jest powodem złożenia wniosku o wotum nieufności dla niego przez klub Prawa i Sprawiedliwości. niósł klęskę w sprawie unijnego budżetu na lata 2028-2034, przygotowanego zresztą przez komisarza z Polski Piotra Serafina, w którym na WPR jest zaledwie 24,5 mld euro na 7 lat, czyli po zaledwie 3,5 mld euro rocznie, podczas gdy w okresie 2023-2027 jest ok 5 mld euro rocznie i mimo zaklęć prezentowanych publicznie przez ministra, pewnie ta sytuacja się już się nie zmieni. Sam minister zresztą pośrednio się do tego przyznał, forsując wspomnianą ustawę o aktywnym rolniku, która miała pozbawić dopłat bezpośrednich około 600 tys gospodarstw rolnych często tych najmniejszych zapewniających bezpieczeństwo żywnościowe społecznościom lokalnym i w ten brutalny sposób chciał się ratować przed absolutną kompromitacją

 

5. No i oszukańcze działania ministra w sprawie umowy z krajami Mercosur, publiczne zapewnienia o sprzeciwie wobec tej umowy i brak jakichkolwiek działań, aby te umowę zablokować. W sytuacji kiedy istnieje ciągle realna szansa, aby zablokować jej tymczasowe wejście w życie i trzeba to zrobić najpóźniej do 9 marca skargą rządu do TSUE, minister kluczy, a jego koledzy partyjni w Sejmie to kluczenie wspierają. Tuż po tym jak Rada Unii Europejskiej wyraziła zgodę na podpisanie umowy i umożliwienie jej tymczasowego jej stosowania 9 stycznia tego roku, minister zapowiadał złożenie przez rząd z jego inicjatywy skargi do TSUE, teraz kiedy zostało do 9 marca zaledwie kilkanaście dni , o tym przyrzeczeniu zapomniał i twierdzi, że przez zalewem żywnością z tych krajów europejskich rynków, obronią nas klauzule ochronne, zresztą nie zawarte w umowie, więc tak naprawdę nieistniejące dla krajów Mercosur.

 

6. Powodów do do wniosku o wotum nieufności dla ministra rolnictwa jest zresztą znacznie więcej, tym o którym często mówią sami rolnicy, jest jego arogancja, która objawia się podczas bezpośrednich spotkań. Minister nie znosi krytyki, wszak on wszystko robi najlepiej, a że cena zboża to obecnie około 600-700 zł za tonę ,podczas gdy jeszcze 2 lata temu, było to dwukrotnie więcej to przecież nie jego wina, a on jak już wspomniałem „do wszystkiego nie będzie dopłacał”.

1. W sytuacji kiedy czołowi politycy koalicji 13 grudnia i wspierające ją media wręcz histerycznie atakują polityków Prawa i Sprawiedliwości, sprzeciwiających się pożyczce SAFE i domagają się od prezydenta Karola Nawrockiego szybkiego podpisania tej ustawy, wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski popisał się na platformie X wręcz rozbrajającą szczerością. Otóż w swoim wpisie przyznał on, że pożyczka SAFE w walucie euro, wiąże się jednak z ryzykiem kursowym, co jego koledzy z rządu skwapliwie pomijają, ale można je zlikwidować wchodząc do strefy euro. Nie ulega wątpliwości, że pożyczka ta ze względu na mechanizm warunkowości ale także inne uwarunkowania jest pułapką dla naszego kraju ,minister Sikorski dodaje jeszcze jeden jej aspekt, może ona być dodatkowym argumentem za „wepchnięciem” naszego kraju do strefy euro.

2. Chodzi bowiem o prawie 44 mld euro i wprawdzie rządzący mówią, że jest ona tania (choć do tej pory nie ma precyzyjnej informacji jak będzie oprocentowana), to jest jak każda pożyczka w walucie obcej niesie ze sobą ryzyko kursowe, które w związku z tym, że okres jej spłaty to aż 45 lat, będzie się wiele razy materializować, ze względu na płynny kurs złotego. O tym co to znaczy ryzyko kursowe i jak może wpłynąć na rzeczywisty koszt pożyczanego pieniądza przekonało się w ostatnich lata ok. 800 tys gospodarstw domowych w Polsce, bo tyle udzielono kredytów frankowych. Gdyby nie rozstrzygnięcia TSUE, które zakwestionowały tzw. klauzule abuzywne w tych umowach kredytowych, mielibyśmy do czynienia z masowymi bankructwami i tragediami tysięcy Polaków.

3. Przypomnijmy, że czołowi politycy Platformy ale także wspierający ich dziennikarze, mówiąc i pisząc o konieczności wejścia Polski do strefy euro, używają jako decydujących, argumentów o charakterze politycznym, takich jak dopełnienie członkostwa w UE czy poprawę bezpieczeństwa naszego kraju, a nie dostrzegają argumentów o charakterze ekonomicznym, które mocno uzasadniają nie przyjmowanie przez nas waluty euro. A przecież dla większości ekonomistów nie ulega wątpliwości, że dla krajów goniących najbardziej rozwinięte kraje Europy (a takim krajem jest ciągle Polska), ogromnym atutem jest własna waluta, ponieważ pozwala z jednej strony „amortyzować” tzw. szoki zewnętrzne, z drugiej pozwala na znacznie szybszy wzrost gospodarczy, niż w krajach posługujących się walutą euro. Wystarczy prześledzić dane makroekonomiczne z ostatnich lat dla Polski i wiodących krajów strefy euro, polska gospodarka znacznie lepiej zniosła konsekwencje pandemii covidu, a także gwałtownego wzrostu cen surowców energetycznych w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Przez konsekwencje kryzysu covidowego polska gospodarka przeszła w zasadzie „suchą nogą”, a wzrost PKB był w tych czasie 2-3 razy wyższy niż średnio w strefie euro, co więcej wszystko to działo się przy historycznie najniższym poziomie bezrobocia.

4. Są również raporty poważnych ośrodków badawczych pokazujące głównych beneficjentów funkcjonowania strefy euro i te kraje, które z tego tytułu poniosły największe koszty (straty). lecie wprowadzenia waluty euro Centrum Polityki Europejskiej we Fryburgu (w Niemczech), opublikowało raport, pokazujący między innymi, kto zyskał, a kto stracił na wprowadzeniu waluty euro. Badaniem objęto 8 krajów (Niemcy, Holandię, Grecję, Hiszpanię, Belgię, Portugalię, Francję i Włochy) w latach 1999 – 2017, czyli w okresie od wprowadzenia wspólnej waluty do roku, za który istniały wtedy ostatnie dane statystyczne. Jak łatwo się domyślić, głównym beneficjentem wspólnej waluty były Niemcy, które zyskały blisko 1,9 bln euro, na drugim miejscu uplasowała się Holandia z blisko 350 mld euro zysków, Grecja z symbolicznym zyskiem w wysokości 2 mld euro, (choć ze względu na trwający ponad 8 lat kryzys ten zysk był raczej iluzoryczny), pozostałe 6 badanych krajów poniosły straty. Belgia w tym okresie straciła z tytułu wprowadzenia tej waluty 69 mld euro, Hiszpania - 224 mld euro, Portugalia - 424 mld euro, a druga i trzecia gospodarka europejska, kwoty wręcz niewyobrażalne - Francja 3,6 bln euro, a Włochy ponad 4,3 bln euro. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Niemcy zyskały, więc na wprowadzeniu euro, 23,1 tys. euro, Holandia 21 tys. euro, Grecja 190 euro, a pozostałe miały już tylko straty, Hiszpania pond 5 tys. euro, Belgia ponad 6,4 tys. euro, Portugalia - 40,6 tys. euro, Francja blisko 56 tys. euro i Włochy aż 73,6 tys. euro.

5. Doskonałym materiałem do ustalenia korzyści i strat związanych z wejściem do strefy euro jest porównanie takich krajów jak Słowacja, która weszła do strefy euro w 2009 roku i Polski, która do tej pory posługuje się własną walutą. Okazuje się bowiem, że w momencie wejścia do Unii Europejskiej, a więc w 2004, poziom życia mierzony PKB per capita z uwzględnieniem siły nabywczej, był wyższy na Słowacji niż w Polsce, w tym pierwszym kraju wynosił 58,6 proc. średniej unijnej, w Polsce natomiast tylko 51,5 proc. tej średniej. Kiedy Słowacja wchodziła do strefy euro, różnica pod tym względem z Polską, była jeszcze większa, wskaźnik ten wynosił odpowiednio 72 proc. i 59,9 proc., a więc różnica to ponad 12 punktów procentowych. Jednak od momentu wejścia Słowacji do strefy euro, dystans pod względem poziomu życia, zaczął się nie tylko zmniejszać, ale Polska i to bardzo wyraźnie wyprzedziła Słowację, na koniec 2021 roku, ten wskaźnik dla naszego kraju wyniósł 77,1 proc., a dla Słowacji był nawet niższy niż w 2009 roku i wyniósł tylko 69,4 proc. (na koniec 2022 roku ta różnica na korzyść Polski się znowu zwiększyła).

6. A więc Słowacy na koniec 2021 roku byli biedniejsi niż w 2009 roku, kiedy wchodzili do strefy euro, o czym świadczy niższy o 2,6 punktu procentowego poziom PKB per capita, mierzony siłą nabywczą waluty w stosunku do średniej unijnej. Słowacja ma także teraz wyraźnie gorsze niż Polska inne ważne wskaźniki makroekonomiczne, co więcej ulegały one corocznemu pogorszeniu od momentu wejścia tego kraju do strefy euro. W momencie wejścia tego kraju do strefy euro dług publiczny dla Słowacji i Polski wynosił odpowiednio 28,6 proc. i 46,8 proc., na koniec 2021 roku było już odwrotnie, dług wynosił odpowiednio 62,25 proc. i 53,8 proc. (na koniec 2022 roku ta różnica się jeszcze powiększy, bo dług publiczny Polski mierzony metodą unijną wyniósł 48,1 proc. PKB). Podobnie jest ze wskaźnikiem bezrobocia, na koniec 2008 roku w Słowacji wynosiło 9,1 proc., w Polsce natomiast 9,5 proc., z kolei na koniec 2021 roku, wynosiło ono odpowiednio 6,5 proc. i 2,9 proc.  przyjęciu euro, zapewne powtórzy drogę Słowacji, zwłaszcza że ważnych sektorem jej gospodarki, odpowiadającą za blisko 14 proc. PKB tego kraju jest turystyka, a euro wpłynie na wzrost cen usług turystycznych, w ten sposób staną się one mniej atrakcyjne jak do tej pory (takie zjawisko odnotowano w Chorwacji, która weszła do strefy euro z dniem 1 stycznia 2023 r.)

7. A więc twarde dane makroekonomiczne pokazują, że posługiwanie się możliwe jak najdłużej własną walutą dla takiego kraju jak Polska jest zdecydowanie bardziej korzystne, niż przyjęcie waluty euro, o czym dobitnie świadczy przypadek Słowacji. Oczywiście jest ogromna presja wielkich krajów UE, aby Polska weszła do strefy euro, co z jednej strony dawałoby bardzo korzystny efekt psychologiczny (duży kraj wchodzi do strefy euro, a więc informacje o jej „śmierci” są jednak przesadzone), ale także efekt wzmacniający walutę (wchodzi do strefy euro 5-6 szybko rozwijająca się gospodarka UE, a także kraj o ogromnych rezerwach walutowych, których wartość przekracza 265 mld USD, w tym już blisko 30 proc. stanowią rezerwy w złocie). No i teraz może jeszcze dojść jeszcze argument o konieczności zniesienia ryzyka kursowego w związku z pożyczką SAFE, o czym wprost pisze minister Sikorski.

1. Wczoraj Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o tzw. „aktywnym rolniku”, stwierdzając, że pod przyjazną nazwą, kryją się rozwiązania uderzające w polskie rolnictwo, a szczególnie małe i średnie gospodarstwa. W uproszeniu koalicja 13 grudnia przegłosowała w Parlamencie ustawę, przygotowaną przez ministra rolnictwa z PSL-u, która w praktyce oznaczałaby wykluczanie z dopłat bezpośrednich od roku 2027, coraz liczniejszych gospodarstw, które nie byłyby w stanie wykazywać się fakturami sprzedaży wytworzonych płodów rolnych, czy fakturami zakupu środków i usług do produkcji rolnej. Szczegóły dotyczące gromadzenia tej dokumentacji sprzedaży i zakupów, minister rolnictwa miał określić w stosownym rozporządzeniu, które miało być wydane na podstawie przepisów tej ustawy, więc tak naprawdę całą władzę dotyczącą ustalenia, kto jest rolnikiem aktywnym, a kto nieaktywnym, uzyskałby minister Krajewski i 11 tys urzędników w powiatowych oddziałach ARMiR.

2. Nie jest tajemnicą, że rząd Tuska i minister Krajewski, ponieśli klęskę w Brukseli, ponieważ projekt unijnego budżetu na lata 2028-2034, przygotowany przez nomen omen komisarza z Polski, Piotra Serafina w kopercie środków na Wspólną Politykę Rolną, zawiera zaledwie 24,5 mld euro na 7 lat, a więc tylko 3,5 mld euro rocznie. W obecnej perspektywie finansowej, a dokładnie po wprowadzeniu reformy WPR i oparciu jej o Krajowe Plany Strategiczne na lata 2023-2027, Polska dysponuje kwotą 25 mld euro na 5 lat , a więc 5 mld euro rocznie i przesądziła o tym ówczesna determinacja polskiego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego i rządu premiera Morawieckiego. Pozwoliło to między innymi na wyrównanie dopłat bezpośrednich do średniej unijnej, dla naszego kraju w 2024 roku, a wyniosły one średnio ok. 259 euro na hektar, podczas gdy średnia unijna wyniosła 256 euro na hektar ,a także tzw. ekoschematów, za których rolnicy od kilku lat otrzymują dodatkowe całkiem pokaźne środki finansowe.

 

3. W tej sytuacji spodziewany brak środków na dopłaty bezpośrednie w wysokości około 1,5 mld euro rocznie, spowodował, że minister rolnictwa z PSL-u zdecydował się przygotować projekt ustawy, który w konsekwencji wg wstępnych szacunków wyeliminuje z tych dopłat przynajmniej 600 tys. gospodarstw na ok. 1,2 mln zarejestrowanych w ARMiR. Przypomnijmy, że właśnie reforma WPR, przeprowadzona przez komisarza Wojciechowskiego i wprowadzenie Krajowych Planów Strategicznych spowodowała między innymi, że gospodarstwa do 5 ha, zostały zwolnione z wielu biurokratycznych obowiązków i związanych z tym kontroli, a rolnik otrzymujący dopłaty do kwoty 1125 euro rocznie, czyli do około 5 tys zł, automatycznie był uznawany z aktywnego rolnika, a takich gospodarstw jest około 52% czyli blisko 700 tys. Co więcej rządy PiS rozszerzały możliwości sprzedaży bezpośredniej, aż do kwoty 100 tys zł i rocznie, bez żadnego opodatkowania ( powyżej tej kwoty 2% od wartości obrotu ponad tę kwotę),co w konsekwencji oznacza, że w tego rodzaju gospodarstwa, nie mają i nie będą miały żadnych dokumentów sprzedażowych. A przecież do one są także gwarantem bezpieczeństwa żywnościowego, dostarczając zdrowej, ekologicznej, ćzęsto w naturalny sposób przetworzonej żywności na własne potrzeby, na potrzeby rodziny, sąsiadów, czy społeczności lokalnej, realizując nie jako przy okazji, jedną ze sztandarowych unijnych reguł, możliwie jak najkrótszej drogi żywności z pola do stołu.

 

4. Wejście w życie ustawy o „aktywnym rolniku” , krok po kroku eliminowałoby takie gospodarstwa z dopłat bezpośrednich ,a to z kolei powodowało, że ich właściciele na masową skalę, zaczęliby pozbywać posiadanej ziemi. Nie ulega wątpliwości, że ukrytym celem wspomnianej ustawy, były wymuszanie sprzedaży ziemi przez mniejszych rolników , a w konsekwencji latyfundyzacja polskiej wsi, na czym zależy właścicielom już obecnie wielkich gospodarstw rolnych posiadających już setki, a nawet tysiące hektarów ziemi rolnej. Zadziwiające jest przy tym, że forsującym tę ustawę jest minister z PSL-u, która to partia, ciągle mieni się obrońcami polskiego rolnictwa i polskiej wsi i próbuje szukać poparcia politycznego u rolników. Dobrze się więc stało, że prezydent zawetował tę ustawę, ratując w ten sposób setki tysięcy małych gospodarstw rolnych, będących gwarantem zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego i jednocześnie zdecydowanie oddalił szkodliwą w polskich warunkach, latyfundację polskiej wsi.

1. W ostatni wtorek Kancelaria Prezydenta poinformowała, że szef Biura Polityki Międzynarodowej, minister Andrzej Przydacz będzie reprezentował Prezydenta RP Karola Nawrockiego na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju 19 lutego w Waszyngtonie. Ten komunikat pojawił się już po kolejnym wystąpieniu premiera Tuska, tuż przed posiedzeniem Rady Ministrów, w którym stwierdził, że „w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do Rady Pokoju”. Nie bardzo wiadomo, co to za okoliczności, zdaniem premiera Tuska, powodują takie stanowisko rządu, ale można odnieść wrażenie, że to jego osobista niechęć do prezydenta Trumpa, a może nawet coś więcej, czyli niechęć niemiecka, powodują, że niestety całemu rządowi została narzucona taka właśnie narracja.

2. Przypomnijmy, że do Rady Pokoju prezydent Trump zaprosił ponad 50 krajów, 20 ogłosiło to niej wejście już podczas niedawnego szczytu w Davos, kolejne 6 poinformowało o przystąpieniu, ale niektóre jak np. Niemcy i Francja natomiast zapowiedziały, że do Rady nie przystąpią. Rada przynajmniej na razie, ma się zająć realizacją porozumienia pokojowego wypracowanego na Bliskim Wschodzie i odbudową Gazy, ale nie ulega wątpliwości, że w związku z choćby wypowiedziami samego prezydenta Trumpa, ale i ostatnią wypowiedzią sekretarza stanu USA Marco Rubio przed wylotem na konferencję w Monachium, jej zadania będą rozszerzane. Rubio powiedział, że „stary świat już odszedł” i w domyśle budowany będzie nowy, w związku z tym Polska w tym budowaniu powinna uczestniczyć, zwłaszcza, że została do tego gremium zaproszona przez naszego strategicznego sojusznika. Bowiem zgodnie z powiedzeniem „Albo siedzisz przy stole, albo jesteś w menu” w przypadku naszego kraju, położonym pomiędzy Niemcami i Rosją, zdecydowanie lepiej dla naszej przyszłości jest siedzieć przy stole razem z tymi , którzy mają mocną pozycję na świecie i są naszymi sojusznikami, niż nie daj Boże, znaleźć się w menu, podawanym przez naszych wrogów, czy nawet fałszywych przyjaciół.

3. Podobne uzasadnienie decyzji Prezydenta RP o wydelegowaniu na posiedzenie Rady Pokoju, ministra Przydacza, znalazło się w komunikacie Kancelarii Prezydenta, gdzie stwierdzono między innymi „ Zbyt wiele razy w historii spraw międzynarodowych Polska była pomijana w kluczowych dyskusjach. W związku z tym Prezydent podjął decyzję, że przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi”. W komunikacie jest również wyjaśnienie samego ministra Przydacza, dlaczego to właśnie on będzie reprezentował w Waszyngtonie prezydenta Nawrockiego „ z całą pewnością szef Biura Polityki Międzynarodowej, czyli funkcja którą mam zaszczyt pełnić, to jest bardzo bliska funkcja Prezydenta, więc w tym sensie Amerykanie w zupełności to przyjmują ze zrozumieniem, że najbliższy współpracownik Prezydenta Polski, będzie obecny na tym posiedzeniu”.

4. W komunikacie Kancelarii Prezydenta przypomniano również o celowych kłamstwach strony rządowej związanych z Radą Pokoju, które miały na celu wywołanie niechęci do tego formatu w polskiej opinii publicznej. W części otwartej niedawnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego jedno z nich wyprostował prezydent Nawrocki, wyjaśniając, że wpłata 1 mld USD związana z członkostwem , będzie obligatoryjna, dopiero po 3 latach członkostwa, przy jego odnawianiu i rzeczywiście po minie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza widać było, że i on został oszukany w tej sprawie. kłamstwo rządu zostało wyjaśnione w komunikacie Kancelarii Prezydenta, a dotyczyło ono wypowiedzi premiera Tuska, który stwierdził, że „Polska nie zamierza wysłać żołnierzy do strefy Gazy”. Podkreślono, że „nikt ze strony amerykańskiej takiego oczekiwania od Polski, nie wyrażał i na pewno taka dyskusja nie będzie prowadzona” a uruchomienie takie narracji przez premiera Tuska, to kolejny etap budowania niechęci opinii publicznej do Rady Pokoju, a w konsekwencji, także naszego w niej członkostwa.

5. To zadziwiające jak z inspiracji premiera Tuska uruchamiana jest rządowa, a w konsekwencji medialna antyamerykańska narracja, która przecież ewidentnie godzi to w strategiczne polskie interesy. Można nawet odnieść wrażenie, że Donald Tusk realizuje w ten sposób oczekiwania płynące zza naszej zachodniej granicy, choć sam kanclerz Merz, wręcz staje na głowie, aby zbudować jak najlepsze relacje z prezydentem Trumpem. 

1. Koalicja 13 grudnia próbuje rozpętać wręcz histerię wokół pożyczki SAFE, a zgłaszających wątpliwości do mechanizmów tej pożyczki minister finansów Andrzej Domański z trybuny sejmowej, bez żadnych zahamowań, określił, że są albo głupcami, albo zdrajcami”. Wtóruje mu premier Tusk, który wczoraj rozpoczynając obrady Rady Ministrów, wręcz w furii krzyczał, że przeciwni tej pożyczce posłowie PiS , obydwu Konfederacji i być może także prezydent Nawrocki, będą zdrajcami ,bo będą między innymi przeciwni 20 mld zł inwestycji w Hucie Stalowa Wola (HSW). Oczywiście premier Tusk w sprawach o charakterze ekonomicznym z reguły nie wie o czym mówi, ale jeżeli te 20 mld zł dla HSW są prawdziwe, to oczywiście nie chodzi o inwestycje na te kwotę w tej firmie, tylko zakupy sprzętu wojskowego, który ta huta produkuje, a ewentualnych inwestycji, może dokonać tylko z zysku, który ewentualnie osiągnie przy okazji sprzedaży wyprodukowanego sprzętu wojskowego. Zresztą HSW za rządów Tuska została doprowadzona wręcz do agonii, duża jej część sprzedano za przysłowiowe grosze, podmiotowi chińskiemu, a jej przychody w 2015 roku wyniosły zaledwie 125 mln zł, po 8 latach rządów PiS, odkupieniu jej majątku od Chińczyków i dokapitalizowaniu przez rząd Morawieckiego, jej przychody w 2023 roku wyniosły prawie 2,6 mld zł, a więc były ponad 20-krotnie wyższe.

 

2. Żeby było jasne dotychczasowy system finansowania zakupów sprzętu dla polskiej armii od 2022 roku jest oparty o dwa źródła, budżet państwa, a dokładnie jego cześć 29 i nowo powołany Fundusz Wsparcia Sił zbrojnych (FWSZ). Środki budżetowe we wspomnianej części 29 w 2015 roku, ostatnim roku rządów pierwszego Tuska, wyniosły tylko 38,4 mld zł, a w 2023 roku ostatnim roku rządów PiS, wyniosły 97,1 mld zł ,a razem z wydatkami ze wspomnianego FWSZ wyniosły ok. 111 mld zł, a więc były blisko 3-krotnie wyższe. W kolejnych latach wydatki te rosły ze względu na rosnące zagrożenie ze strony Rosji,by w 2026 roku mają wynieść około 200 mld zł, przy czym z budżetu ok 120 mld zł i z FWSZ blisko 80 mld zł ,co łącznie wynosi 4,8% PKB.

 

3. Skoro pożyczka SAFE to kwota około 180 mld zł i ma być zrealizowana do roku 2030, to średniorocznie będzie to kwota około 40 mld zł ,a więc ponad 1% PKB, tak więc jeżeli pożyczka miałaby być naprawdę dodatkowymi środkami na obronę, to te wydatki powinny wynosić około 6% rocznie przez najbliższe 4 lata. Tak jednak nie jest, wydatki na obronę w tym roku, nie będą wyższe niż te zaplanowane w wysokości ok. 4,8% PKB, co jest zapisane w art 23 przyjętej przez Sejm ustawy o SAFE, co oznacza, że środki z pożyczki, będą rok po roku zastępowały środki z FWSZ, aż do sprowadzenia go do zupełnego minimum. Ponieważ z tego Funduszu realizowano zakup uzbrojenia między innymi w takich krajach Stany Zjednoczone czy Korea Południowa, to oznacza, że w najbliższych latach tego rodzaju zakupy, będą wygaszane, bo zwyczajnie zabraknie na nie środków.

 

4 .FWSZ to oczywiście także Fundusz o charakterze pożyczkowym umiejscowiony w BGK w którym środki pochodziły z emisji papierów wartościowych ale także kredytów udzielanych przez firmy od których nabywaliśmy sprzęt wojskowy, przy czym często ich gwarantami tych kredytów były rządy tych państw. Dzięki tym gwarancjom i dofinansowaniu kosztów obsługi, niektóre z tych kredytów były tanie, tak jak w przypadku kredytu na zakup samolotów F-35, gdzie ostatecznie jego oprocentowanie, wynosi dla naszego kraju 0%. Zaletą tego Funduszu była i ciągle jest pełna elastyczność, kupujemy sprzęt, który wskazuje Sztab Generalny WP, przy czym nie ma, żadnych ograniczeń co do kierunków tych zakupów, tak jak w przypadku SAFE, gdzie może to dotyczyć sprzętu produkowanego w UE, krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Norwegia. Islandia, Liechtenstein), W. Brytanii i Ukrainie. Kolejną, że środki do Funduszu pozyskujemy samodzielnie, nie są one objęte żadnymi mechanizmami ( np. warunkowości) i w związku z tym, nie mogą być używane przez kogokolwiek,jako narzędzie szantażu.Wreszcie trzecią zaletą jest fakt, że pożyczanie może się odbywać w dowolnej walucie w tym w polskim złotym, co ma te przewagę nad pożyczkami w walutach obcych, że nie niesie za sobą ryzyka kursowego, a o jego skutkach przez ostatnie kilka lat, przekonało się ponad 700 tys. posiadaczy kredytów frankowych ( uratowało ich rozstrzygnięcie TSUE, o tzw. klauzulach abuzywnych w tych umowach kredytowych).

5. Rozpętana przez rządzących, a szczególnie premiera Tuska, histeria wokół programu SAFE , nie ma więc żadnego merytorycznego uzasadnienia, więc można się domyślać, że chodzi, przede wszystkim o jej podłoże polityczne. Ujawnił je, jak się wydaje, nie do końca świadomie , senator Platformy , gen. Mirosław Różański, który stwierdził, że jeżeli w 2027 roku do władzy doszłoby Prawo i Sprawiedliwość, to środki z funduszu SAFE mógłby być dla Polski zablokowane. Donald Tusk, który w sprawie środków z KPO mówił w kampanii parlamentarnej 2023 roku ,że zostaną one odblokowane jeżeli Platforma wróci do władzy, w kampanii 2027 roku będzie mówił bez żadnego skrępowania do Polaków , jak wybierzcie PiS to pieniądze z SAFE zostaną zablokowane przez Komisję Europejską. I właśnie stąd ta histeria, że Prawo i Sprawiedliwość , nie chce po raz drugi, tak jak to się stało w przypadku KPO, do tej pułapki wejść.