1. Tuż przed Świętami Wielkanocnymi trzecia z największych agencji ratingowych Moody's, ogłosiła decyzję o utrzymaniu oceny ratingowej Polski na poziomie A2/P-1 zarówno dla zobowiązań długo- i krótkoterminowych zarówno w walucie zagranicznej jak i krajowej.

 

W komunikacie Moody's określiła polską gospodarkę jako odporną na globalne spowolnienie, którą charakteryzuje silny i stabilny wzrost i w związku z tym, agencja prognozuje wzrost PKB na naszego kraju w 2019 roku w wysokości aż 4,4%, natomiast w 2020 roku ma on wynieść 3,7% (żadna agencja do tej pory nie prognozowała, że wzrost PKB w Polsce w 2019 roku przekroczy i to wyraźnie 4% PKB).

 

 

Siłą polskiego ratingu wg Moody's jest także polityka fiskalna w tym wysokość deficytu sektora finansów publicznych i stabilny poziom długu publicznego, w związku z tym agencja prognozuje, że ten pierwszy w latach 2019-2020 wyniesie odpowiednio 1,8% PKB i 2,6% PKB, a ten drugi będzie niższy od 50% PKB.

 

 

2. Przypomnijmy, że pod koniec marca, agencja ratingowa Fitch ogłosiła komunikat, w którym poinformowała, że utrzymuje ratnig Polski na dotychczasowym poziomie A-, a perspektywę kredytową określa jako stabilną.

 

Jak podkreślono w komunikacie utrzymanie ratingu na dotychczasowym poziomie „odzwierciedla różnorodność gospodarki oraz jej mocne makroekonomiczne fundamenty, a wsparciem dla tych czynników jest rozsądnie prowadzona polityka gospodarcza oraz silny sektor bankowy”.

 

Agencja zwróciła także uwagę na dobrą sytuację fiskalną budżetu państwa w roku 2018, a jako główną przyczynę niskiego deficytu budżetowego, wskazała zdecydowanie lepszą ściągalność podatków.

 

Fitch w związku z tzw. piątką Kaczyńskiego podwyższyła także prognozę deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych w roku 2019 z wcześniejszych 1,7% do 2,2% PKB, a w roku 2020- z wcześniejszych 2,3% do 2,8% PKB, a dług publiczny będzie jej zdaniem na poziomie niższym niż 50% PKB.

 

 

3. W lutym agencja Fitch podniosła prognozy wzrostu PKB w Polsce w roku 2019 z 3,8% do 4% i w 2020 roku z 3% do 3,5% w związku z zapowiedzianą przez rząd stymulacją fiskalną w postaci tzw. piątki Kaczyńskiego.

 

 

Zdaniem agencji rozszerzenie programu Rodzina 500 plus na pierwsze dziecko w rodzinie oraz tzw. 13 świadczenie emerytalne dla blisko 10 mln emerytów podbije konsumpcję, co częściowo skompensuje przewidywany wzrost importu.

 

Agencja pisze, że zaproponowany w tzw. piątce Kaczyńskiego „wpływ zmian w opodatkowaniu (0% stawka podatku PIT dla podatników do 26 roku życia i redukcja z 18% do 17% pierwszej stawki PIT dla wszystkich podatników, a także podwojenie kosztów uzyskania przychodów), jest trochę mniej klarowny, ale i te zmiany będą wspierać wzrost gospodarczy.

 

4. Także bardzo surowa dla Polski agencja S& P w swoim ratingu ogłoszonym w połowie kwietnia tego roku, podtrzymała wiarygodność kredytową na poziomie A- z perspektywą stabilną.

Z kolei według prognozy tej agencji wzrost PKB w tym roku w Polsce wyniesie 3,9% (podwyższono prognozę wzrostu na ten rok o 0,5 pkt proc.), a w roku 2020 wzrost ten ma 3,1%.

Z kolei deficyt sektora finansów publicznych w Polsce w tym roku zdaniem agencji sięgnie w tym roku 1,5% PKB, a w roku 2020 2,6% PKB, a dług publiczny będzie utrzymywany na poziomie poniżej 50% PKB.

A więc wszystkie 3 największe agencje ratingowe (Fitch, S&P i Moody's), podwyższają prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski zarówno na ten rok jak i rok następny i potwierdzają dobry stan finansów publicznych (deficyt sektora finansów publicznych, zdecydowanie poniżej 3% PKB, a dług publiczny poniżej 50% PKB).

1. W ostatni wtorek rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy dotyczący rozszerzenia programu Rodzina 500 plus na pierwsze dziecko bez ograniczeń dochodowych, a premier Mateusz Morawiecki ogłosił tę decyzję na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Premierowi chodziło o to, żeby podkreślić inwestycyjny charakter tego programu, a dowodem na to jest wyraźny wzrost wskaźnika dzietności w Polsce, który tylko w ciągu zaledwie 3 lat wzrósł z poziomu 1,29 do 1,45.

Ten skutek programu Rodzina 500 plus jest ciągle niedoceniany, a przecież prognozy GUS z 2014 roku nawet w wariancie optymistycznym przewidywały, że w 2017, a także 2018 roku w Polsce urodzi się zaledwie około 340 tysięcy dzieci, a urodziło się odpowiednio 403 tysiące i 390 tysięcy.

2. Przypomnijmy, że program Rodzina 500 plus wszedł w życie 1 kwietnia 2016 roku, a więc zaledwie pół roku po powstaniu rządu Prawa i Sprawiedliwości, a świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie rodzice otrzymują niezależnie od poziomu dochodu na drugie i każde kolejne dziecko do ukończenia przez nie 18 roku życia.

Wsparcie w wysokości 500 zł przysługiwało także na pierwsze dziecko, ale pod warunkiem, że dochód na członka rodziny nie przekraczał 800 zł, a w przypadku rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym 1200 zł.

Jak podkreśliła minister Rafalska na konferencji prasowej przez 3 lata funkcjonowania programu z budżetu państwa wydatkowano kwotę blisko 70 mld zł, a z tego świadczenia korzysta blisko 3,6 mln dzieci.

Przypomnijmy także, że w związku z tzw. piątką Kaczyńskiego od 1 lipca tego roku finansowanie z tego programu będzie dotyczyło wszystkich pierwszych dzieci, ponieważ zniesione zostanie kryterium dochodowe, ma programem zostanie objęte 6,8 mln dzieci.

3. Według statystyk przeprowadzonych na koniec 2018 roku wynika, że programem było objętych 55 proc. wszystkich dzieci do18 roku życia, przy czym w gminach wiejskich było to aż 63 proc. dzieci, w gminach miejsko-wiejskich 58 proc. dzieci i w gminach miejskich 48 proc. dzieci, co tylko potwierdza, że do tej pory najwięcej wielodzietnych niezamożnych rodzin funkcjonowało w środowisku wiejskim.

Struktura wsparcia rodzin wychowujących dzieci finansowanych z programu Rodzina 500 plus, nie zmieni się także w tym roku, co oznacza, że znaczna część jego środków będzie trafiała do rodzin wiejskich.

Przypomnijmy także, że wg danych GUS) w roku 2017 zarejestrowano w Polsce 403 tysiące urodzeń, to jest o około 20,8 tysięcy więcej niż w roku 2016, w 2018 liczba urodzeń wyniosła blisko 389 tysięcy, a wskaźnik dzietności wzrósł z 1,29 w roku 2015 do 1,45 w roku 2018.

4. Przy tej okazji należy przypomnieć, że według prognozy GUS przygotowanej w 2014 roku, a więc ponad rok przed powstaniem rządu Prawa i Sprawiedliwości i zapowiedzią wprowadzenia programu Rodzina 500plus, liczba urodzeń w kolejnych latach miała maleć.

Według tej prognozy w roku 2015 spodziewano się około 354 tysięcy urodzeń, w roku 2016 tylko 349 tysięcy, a w roku 2017 blisko 346 tysięcy, czyli o blisko 10 tysięcy mniej niż dwa lata wcześniej.

W rzeczywistości zaś już w roku 2015 odnotowano 370,4 tysiąca urodzeń, a więc o ponad 16 tysięcy więcej niż przewidywano rok wcześniej, w roku 2016 było 383,4 tysiąca urodzeń, a więc o ponad 34 tysiące więcej, w 2017 roku mieliśmy 403 tysiące urodzeń, a więc o ponad 57 tysięcy więcej, a w 2018 roku także około 50 tysięcy urodzeń więcej niż w prognozie GUS z 2014 roku.

5. Po 3 latach funkcjonowania programu można więc powiedzieć, że nie tylko spowodował on „wyciągnięcie” rodzin wychowujących z biedy często biedy skrajnej, ale także spowodował odwrócenie spadkowej tendencji w urodzeniach.

Podniesienie wskaźnika dzietności o blisko 0,2 i to w ciągu zaledwie 3 lat jest wydarzeniem bez precedensu we współczesnej Europie i potwierdza, że program bardzo silnie wsparł dzietność w naszym kraju.

Premier Morawiecki podsumował go w następujący sposób „Program Rodzina 500 plus jest nie tylko programem prorodzinnym, ale także propaństwowym, państwo polskie, które odkłada na bok rodziny, to nie jest państwo z sercem, a my budujemy państwo z sercem, państwo dla wszystkich rodzin”.

1. Wczoraj na konferencji prasowej prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zwrócił się do opozycji szefa Platformy, a w zasadzie Koalicji Europejskiej Grzegorza Schetyny i szefa Kukiz15 -Pawła Kukiza z propozycją podpisania wspólnie „Deklaracji zabezpieczenia interesów finansowych Państwa Polskiego i jego obywateli”.

 

 

Najistotniejszym jej zapisem jest stwierdzenie „Dlatego ponad politycznymi podziałami, deklarujemy, że wspólna europejska waluta może być wprowadzona w naszym kraju dopiero wówczas, gdy Polska gospodarczo będzie na poziomie największych krajów UE, a Polacy osiągną europejski poziom życia, którego głównym wyznacznikiem będzie wysokość płac Polaków, porównywalna z zarobkami w najbardziej rozwiniętych krajach Unii Europejskiej”.

 

Prezes Jarosław Kaczyński potwierdził na konferencji, że tę deklarację już podpisał, w ciągu zaledwie kilku godzin ukazało się także oświadczenie Pawła Kukiza, że także ją podpisze.

 

2. Przy tej okazji przypomnijmy, że budowanie strefy euro zostało oparte o teorię optymalnych obszarów walutowych, (za którą jej twórca kanadyjski ekonomista Robert Mundell w 1999 roku otrzymał nagrodę Nobla z ekonomii), nie spełnia ona warunków, które przy tej okazji sformułował ten ekonomista.

 

 

Chodzi o to, że w takiej strefie powinien być zapewniony swobodny przepływ czynników produkcji (i to z pewnymi ograniczeniami w strefie euro ma miejsce), ale przy jednoczesnej elastyczności cen i plac w reakcji na sytuacje kryzysowe w gospodarce (ten warunek spełniony nie jest).

 

 

Po drugie optymalny obszar walutowy może dotyczyć krajów (regionów) o podobnej strukturze gospodarek, a te w krajach, które utworzyły strefę euro i które w kolejnych latach do niej przystąpiły, są często bardzo zróżnicowane, a konwergencja w tym zakresie postępuje bardzo wolno.

 

 

W tej sytuacji strefa euro to raczej „nieoptymalny obszar walutowy”, w który wpisane są strukturalne kryzysy, co potwierdza także praktyka kilkunastu lat jej funkcjonowania, a więc regularne nadwyżki w bilansach handlowych krajów Północy tej strefy i deficyty w krajach Południa (w roku 2016 nadwyżka handlowa krajów strefy euro wynosiła 267 mld euro – 95% tej nadwyżki przypadało na Niemcy.

 

 

3. W tej sytuacji, nawoływania opozycji w naszym kraju, aby Polska wznowiła przygotowania do wejścia do strefy euro są swoistym zachęcaniem naszego kraju „do wchodzenia do walącego się domu”.

 

 

Co więcej w czasie już 20-letniego funkcjonowania strefy euro mieliśmy do czynienia przynajmniej z dwoma poważnymi kryzysami i w czasie ich trwania gospodarki krajów europejskich posiadających własne waluty, radziły sobie zdecydowanie lepiej niż gospodarki krajów w strefie euro (nie przechodziły recesji, miały z reguły 2-3-krotnie wyższy wzrost PKB i zdecydowanie niższy poziom bezrobocia).

 

 

Nawet teraz, kiedy mamy bardzo dobrą koniunkturę w całej europejskiej gospodarce, wzrost PKB w krajach posiadających własne waluty jest z reguły wyższy niż w krajach strefy euro, co potwierdzają dane dla krajów UE ze wzrostami PKB w roku 2018 i prognozami na rok 2019.

 

 

Twarde dane za rok 2018 dobitnie pokazują, że taki kraj jak Polska odnotował wzrost w wysokości 5,1% PKB, podczas gdy wzrost PKB w 19- krajach strefy euro średni wzrost wyniósł tylko 1,8% PKB, a więc był blisko 3 razy niższy.

 

 

A przyjeżdżające do Polski tłumy Litwinów i Słowaków na zakupy zarówno produktów spożywczych, ale także artykułów wyposażenia mieszkań, a nawet materiałów budowlanych tylko potwierdzają, że nie ma u nich europejskich płac, ale za tą są europejskie ceny.

 

 

4. Zupełnie niedawno na 20 -lecie wprowadzenia waluty euro, Centrum Polityki Europejskiej we Fryburgu (w Niemczech) opublikowało raport, pokazujący między innymi, kto zyskał, a kto stracił na wprowadzeniu waluty euro.

 

 

Badaniem objęto 8 krajów (Niemcy, Holandię, Grecję, Hiszpanię, Belgię, Portugalię, Francję i Włochy) w latach 1999 – 2017, czyli w okresie od wprowadzenia wspólnej waluty do roku, za który istnieją ostatnie dane statystyczne.

 

 

Jak łatwo się domyślić, głównym beneficjentem wspólnej waluty były Niemcy, które zyskały blisko 1,9 bln euro, na drugim miejscu uplasowała się Holandia z blisko 350 mld euro zysków, Grecja z symbolicznym zyskiem w wysokości 2 mld euro, (choć ze względu na trwający ponad 8 lat kryzys ten zysk był raczej iluzoryczny), pozostałe 6 badanych krajów dotknęły straty.

 

 

Belgia straciła z tytułu wprowadzenia tej waluty 69 mld euro, Hiszpania-224 mld euro, Portugalia 424 mld euro, a druga i trzecia gospodarka europejska, kwoty wręcz niewyobrażalne - Francja 3,6 bln euro, a Włochy ponad 4,3 bln euro.

 

 

W przeliczeniu na jednego mieszkańca Niemcy zyskały, więc na wprowadzeniu euro, 23,1 tys. euro, Holandia 21 tys. euro, Grecja 190 euro, a pozostałe miały już tylko straty, Hiszpania pond 5 tys. euro, Belgia ponad 6,4 tys. euro, Portugalia-40,6 tys. euro, Francja blisko 56 tys. euro i Włochy aż 73,6 tys. euro.

 

 

Propozycja podpisania tej deklaracji przez przewodniczących Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Europejskiej i Kukiz15, ma zapobiec ewentualnemu podjęciu pochopnej decyzji w sprawie wejścia Polski do strefy euro przez którąkolwiek z najważniejszych sił politycznych.

1. Wczoraj w Brukseli została podpisana przez wiceprzewodniczącego KE d/s unii energetycznej komisarza Marosza Szefczovicza i prezesa polskiej spółki Gaz-System umowa na dofinansowanie z budżetu UE budowy gazociągu Baltic Pipe.

 

Wsparcie ma wynieść 215 mln euro i jak podkreślił premier Mateusz Morazwiecki, było przez blisko 3 lata negocjowane z UE przez ministra Piotra Naimskiego, ministra Krzysztofa Tchórzewskiego i ministra Konrada Szymańskiego.

 

 

Premier stwierdził także, „że ta inwestycja to coś strategicznie przełomowego, bo mamy do czynienia z momentem, w którym możemy powiedzieć, że za 3 lata gazociąg bałtycki powstanie”.

 

 

Także rzeczniczka Komisji Europejskiej powiedziała, że „projekt Baltic Pipe przyczynia się do realizacji głównych celów unii energetycznej w zakresie zwiększenia bezpieczeństwa i dywersyfikacji dostaw gazu oraz budowy zintegrowanego i konkurencyjnego rynku gazu w regionie Morza Bałtyckiego oraz w Europie Środkowej i Wschodniej”.

 

 

2. Wygląda, więc na to, że sprawdzi się polskie przysłowie „do trzech razy sztuka” w odniesieniu do rozpoczęcia budowy gazociągu Baltic Pipe, projektu przygotowywanego aż przez trzy państwa: Norwegii, Danii i Polski.

 

 

Realizację tej inwestycji przygotowywał, bowiem już rząd Jerzego Buzka w latach 1999-2001, ale następny rząd Leszka Millera przygotowania te przerwał, później było drugie podejście w latach 2006-2007 rządu Jarosława Kaczyńskiego, ale następcy z Platformy i PSL także nie chcieli tych przygotowań kontynuować i wreszcie trzecie podejście tym razem rządu premier Beaty Szydło rozpoczęte, w 2016, które ma szansę na szczęśliwy finał.

 

 

Jak poinformował ostatnio także prezes PGNiG Piotr Woźniak już w lipcu 2017 roku zamówiono odpowiednio dużą zdolność przesyłową projektowanego gazociągu, a w styczniu 2018 jego firma podpisała umowy przesyłowe na dostawy gazu z dwoma operatorami polskim Gaz-systemem i duńskim Energinet.

 

 

Prezes Woźniak podkreślił także, że za początek budowy przyjmuje się podjęcie ostatecznej decyzji inwestycyjnej (FID) i że obydwaj operatorzy polski i duński zapowiadają ją przed końcem 2018 roku, co więcej deklarują, że w październiku 2022 budowa będzie zakończona, a gazociągiem do Polski popłynie gaz.

 

 

3. Przypomnijmy także, że projekt Baltic Pipe składa się aż z 5 elementów: połączenia systemu norweskiego na Morzy Północnym z systemem duńskim, rozbudowy trasy przesyłu gazu przez Danię, budowę tłoczni gazu na duńskiej wyspie Zelandia, podmorski gazociąg z Danii do Polski wraz z terminalem odbiorczym, oraz z rozbudowy polskiego systemu przesyłowego.

 

 

Baltic Pipe ma mieć zdolność przesyłową 10 mld m3 gazu rocznie i stworzy także możliwość przesyłania gazu wydobywanego przez PGNiG z własnych złóż, znajdujących się na Norweskim Szelfie Kontynentalnym i na Morzu Północnym.

 

 

Gazociąg Baltic Pipe jest kluczowym przedsięwzięciem do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa w zakresie dostaw gazu, bowiem po rozbudowie gazoportu w Świnoujściu umożliwiającej przyjmowanie 7,5 mld m3 gazu skroplonego i zwiększenia wydobycia własnego w 2022 roku, nie będziemy musieli przedłużać umowy od dostaw gazu z Rosji.

 

 

W ten sposób już pod koniec 2022 roku „Balitic Pipe może być kolejnym oknem na świat polskiego systemu gazowego, a ponadto w ten sposób możemy realnie doprowadzić do zróżnicowania dostaw gazu, szczególnie nierosyjskiego na nasz rynek, a także rynki innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej” (trwają intensywne rozmowy z krajami UE położonymi na południe od Polski, dotyczące rozbudowy ich sieci gazowych na kierunku Północ-Południe).

1. W ostatni piątek koncern Orlen S.A. wydał komunikat, w którym poinformował, że już tylko 50% sprowadzanej ropy naftowej sprowadza z Rosji, pozostałe 50% pochodzi już z innych kierunków.              

 

Miesięcznie Orlen sprowadza do rafinerii w Płocku około 1,4 mln ton ropy naftowej, przy czym 0,7 mln ton, pochodzi z takich krajów jak Arabia Saudyjska, Norwegia, Angola czy Nigeria.

 

Oczywiście jeżeli weźmiemy pod uwagę także rafinerie Orlenu znajdujące się się na Litwie (Możejki), czy w Czechach (grupa Unipetrol), to udział rosyjskiej ropy rośnie, ale i tak spadek zaopatrzenia z kierunku rosyjskiego jest w ostatnich latach doprawdy imponujący.

 

Co więcej Orlen bardzo dużo inwestuje, aby dywersyfikacja dostaw ropy postępowała dalej i aby sprowadzanie ropy drogą morską było jeszcze bardziej opłacalne niż do tej pory.

 

2. Podobną strategię realizuje koncern PGNiG S.A jeżeli chodzi o import gazu, udział gazu pochodzącego z Rosji zmniejsza się z roku na rok, a jego kierownictwo wręcz zapewnia, że po roku 2022 nie przedłużymy kontraktu jamalskiego na dostawy gazu z Rosji.

 

 

Przypomnijmy, że rząd Tuska w 2010 roku chciał przedłużyć ten kontrakt o kolejne 15 lat do roku 2037, ale po protestach Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie, a twardym stanowiskiem Komisji Europejskiej w tej sprawie, odstąpiono od realizacji tego przedsięwzięcia.

 

Zapotrzebowanie na gaz w naszym kraju cały czas rośnie i po roku 2022 przekroczy 20 mld m3, przy czym już w 2018 roku wyniosło ponad 17 mld m3 i głównym dostawcą był PGNiG, który sprzedał 16,6 mld m3.

 

 

Ze źródeł krajowych pochodziło 3,8 mld m3 gazu, pozostała cześć - 13,5 mld m3 z importu, ale tylko 67% z kierunku wschodniego i tendencja spadku importu z tego źródła będzie dalej trwała (jeszcze w 2015 roku import gazu ze Wschodu wynosił 90% całego importu).

 

 

3. Rośnie natomiast import gazu skroplonego LNG i to nie tylko w ramach tzw. kontraktu katarskiego, ale głównie ze źródeł z USA i zarówno tzw. spotowych, ale przede wszystkim w ramach kontraktów długoterminowych.

 

 

Takich kontraktów długoterminowych z firmami z USA , PGNiG podpisał już pięć, jeden z nich będzie realizowany już od tego roku, pozostałe od roku 2022 i 2023, wtedy kiedy wzrośnie zdolność absorpcyjna Gazoportu w Świnoujściu.

 

Rozpoczęła się jego rozbudowa z dotychczasowej pojemności 5 mld m3 do 7,5 mld m3, co więcej Unia Europejska uznała tę inwestycję za ważne przedsięwzięcie dywersyfikacyjne i wsparła środkami finansowymi z unijnego budżetu.

 

Jednak kluczem do rezygnacji z dostaw rosyjskiego gazu do Polski w ramach kontraktu długoterminowego, będzie budowa i oddanie do użytku do jesieni 2022 roku gazociągu Baltic Pipe.

 

 

Przypomnijmy, że pod koniec stycznia tego roku Komisja Europejska poinformowała o przeznaczeniu aż 215 mln euro na dofinansowanie budowy gazociągu Baltic Pipe z instrumentu „Łącząc Europę” (Connecting Europe Facility-CEF), z 286 mln euro przeznaczonych na wszystkie projekty z sektora gazowego.

 

 

Właśnie dzisiaj premier Mateusz Morawiecki będzie uczestniczył w Brukseli w podpisaniu stosownej umowy na uruchamiającej finansowanie tego projektu także ze środków pochodzących z budżetu UE.

 

4. Rząd Prawa i Sprawiedliwości prowadzi o ponad 3 lat politykę coraz mniejszego „karmienia” Rosji, zmniejszając zdecydowanie zakupy ropy naftowej i gazu ziemnego u naszego wschodniego sąsiada.

 

Ten aspekt zakupów surowców energetycznych w Rosji podkreśla bardzo często w swych wypowiedziach prezydent USA Donald Trump, który już w połowie lipca poprzedniego roku tuż przed szczytem NATO w Brukseli, prezydent USA Donald Trump powiedział między innymi „to bardzo smutne, że Niemcy robią ogromne interesy w zakresie ropy i gazu z Rosją, w czasie, kiedy powinni się chronić przed Rosją”.

 

 

I dalej „Chronimy Niemcy, Francję i wszystkie te inne kraje przed Rosją, a oni idą i robią interesy, płacąc miliardy, miliardy dolarów do rosyjskiego budżetu”.

 

 

Dla kontrastu przedstawił postępowanie Polski „mamy taki kraj jak Polska, który nie przyjmie rosyjskiego gazu, są też inne kraje, które go nie przyjmują, bo nie chcą być zniewolone przez Rosję, a Niemcy są dla mnie zniewolone przez Rosję, bo dostają tak dużo swojej energii z Rosji”.

 

Dodał także „były niemiecki kanclerz jest na czele rosyjskiej spółki energetycznej - to jest niewłaściwe, my mamy chronić Niemcy w czasie, gdy oni podpisują z Rosją umowę na budowę kolejnego gazociągu - to nie jest w porządku”.

Ostatnio jeszcze zaostrzył tę retorykę, podsumowując obecną politykę Niemiec wobec Rosji mocnym stwierdzeniem, „jeżeli chcecie żebyśmy Was chronili przed bestią, to dlaczego ją karmicie”.

 

Rząd Prawa i Sprawiedliwości od ponad 3 lat prowadzi konsekwentną politykę zmniejszania zakupu surowców energetycznych u naszego wschodniego sąsiada, aby w coraz mniejszym zakresie go „karmić”.