Rządzący zrobią wszystko aby w kampanii nie było debaty o reformie UE, migracji i klimacie

  1. Tak naprawdę zostało zaledwie miesiąc na merytoryczną kampanię w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a rządzący robią wszystko aby do niej nie doszło, bo zdają sobie sprawę, że w debacie na argumenty ich kandydaci nie mają żadnych szans. Co więcej woleliby aby tacy kandydaci jak na przykład Janusz Lewandowski, Bartłomiej Sienkiewicz, Marta Wcisło z Platformy, czy Róża Thun z Trzeciej Drogi publicznie się nie wypowiadali, bo mogą doprowadzić do utraty głosów przez ich ugrupowania. Jedna z ostatnich wypowiedzi europoseł Róży Thun o tym, że w Parlamencie Europejskim w pierwszej kolejności pracuje się dla Unii, dopiero w drugiej dla Polski, wywołała wręcz burzę w mediach społecznościowych i zapewne dodatkowych punktów Trzeciej Drodze nie przyniosła.

 

  1. Takim tematem, który rządzący wręcz codziennie „zakopują pod dywan” są przegłosowane przez obecny Parlament Europejski głębokie zmiany w dwóch europejskich Traktatach -Traktacie o Unii Europejskiej i Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Wystraszony różnorodnymi protestami europejski establishment, także udaje, że ich nie ma, a przecież mają one tak zasadniczy charakter, że ich wprowadzenie, oznacza odejście od Unii Europejskiej jako dobrowolnego związku 27 suwerennych państw i stworzenie w to miejsce scentralizowanego superpaństwa pod „światłym” kierownictwem niemiecko- francuskim. Stąd dążenie Prawa i Sprawiedliwości, aby kampania wyborcza była przede wszystkim poświęcona dyskusji o tych zmianach i ich konsekwencjach dla UE i państw narodowych.

 

  1. Przypomnijmy, że na pod koniec listopada poprzedniego roku Parlament Europejski, niewielką większością głosów, ale jednak przyjął ostatecznie zdecydowaną większość spośród 267 zmian zaproponowanych w obydwu Traktatach i są one rzeczywiście daleko idące. Jak to określają eksperci w konsekwencji prowadzą do wręcz „przewrotu kopernikańskiego” w UE w wyniku którego Wspólnota 27 suwerennych państw zostanie zamieniona w scentralizowane superpaństwo z dominacją niemiecko-francuską, w której kraje członkowskie będą miały zaledwie kompetencje departamentów (jak we Francji). Chodzi między innymi o przekazanie do wyłącznych kompetencji UE dwóch kolejnych obszarów: ochrony środowiska oraz bioróżnorodności (art. 3 TFUE), a także 7 kolejnych obszarów do tzw. kompetencji współdzielonych tj.: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł oraz edukacja (art.4 TFUE). Przy czym funkcjonowanie kompetencji współdzielonych w UE, polega na tym że w tych obszarach dla kraju członkowskiego pozostają tylko takie sprawy, których nie przejmą instytucje unijne.

 

  1. Poza tym zmiany miałby polegać także na odebraniu państwom członkowskich prawa do weta aż w 63 obszarach, co oznaczałoby, że to prawo pozostałyby tak naprawdę tylko w sprawach przyjmowania nowych członków do UE (nawet zmiana Traktatów po tej reformie, byłaby już przyjmowana nie jednomyślnie, ale przez 4/5 państw członkowskich). Trzeba przy tym dodać, że w przegłosowanych propozycjach znalazł się zapis, że walutą UE jest euro, a więc wszystkie kraje członkowskie musiałby te walutę ostatecznie przyjąć, a więc pozostające do tej pory poza strefą euro 7 krajów, musiałoby ją szybko przyjąć (Dania, Szwecja, Polska, Czechy, Węgry, Bułgaria i Rumunia). Zapisem tzw. ciężkiej kategorii jest także ten, dotyczący tzw. autonomii strategicznej UE, co w konsekwencji w dłuższym okresie, oznaczałoby prowadzenie szeroko rozumianej polityki obronnej UE, samodzielnie już bez Stanów Zjednoczonych ( pomysł iście samobójczy dla Europy w sytuacji rosyjskiego zagrożenia.

 

5. Właśnie ze względu na fundamentalny charakter tych proponowanych zmian, których przyjęcie spowodowałoby stworzenie europejskiego superpaństwa, muszą one podlegać  publicznej szerokiej debacie w kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość te zmiany zdecydowanie odrzuca, podobnie jak Zielony Ład, czy przyjęty niedawno Pakt migracyjny, którego rząd Donalda Tuska, mimo buńczucznych zapowiedzi w kraju, jednak w Brukseli nie zablokował. O wszystkich tych sprawach potrzebna jest rzetelna dyskusja, a kandydaci na europosłów muszą jasno wyrazić swoje stanowiska, aby Polacy wiedzieli jak będą głosować po ewentualnym wyborze w przyszłym Parlamencie.