Wreszcie szefowie instytucji unijnych zaczynają słuchać głosu Polski

  1. Dzisiaj późnym wieczorem odbędzie się posiedzenie Rady Europejskiej w Brukseli zwołane w nadzwyczajnym trybie przez Charlesa Michela na wniosek premiera Mateusza Morawickiego, wspartego przez szefów rządów innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Szef polskiego rządu natychmiast po ogłoszeniu przez Władimira Putina uznania dwóch samozwańczych „republik” Ługańskiej i Donieckiej, zwrócił się do przewodniczącego Rady o pilne zwołanie takiego posiedzenia.

Podkreślił, że w sytuacji agresji Rosji na Ukrainę z jednej strony konieczna jest jednoznaczna, zdecydowana i niezwłoczna odpowiedź w postaci sankcji na Rosję ze strony Unii Europejskiej, z drugiej także poważny namysł w związku zagrożeniem bezpieczeństwa całej Europy.

Wprawdzie pierwsza transza sankcji wobec Rosji została ogłoszona po zatwierdzeniu ich przez ministrów spraw zagranicznych 27 krajów UE ale wszystko na to wskazuje, że będą musiały być kolejne, gdyby rosyjskie wojska przekroczyły granice obydwu samozwańczych republik.

 

  1. Także przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w ostatnich dniach zaostrzyła swoje stanowisko wobec Rosji i zaczęła się posługiwać argumentacją przedstawianą od wielu miesięcy przez polski rząd.

Na odbywającej się w poprzednim tygodniu właśnie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, wygłosiła ostre przemówienie, w którym potępiła działania Rosji w każdym wymiarze.

Podkreśliła, że już podjęte działania Rosji wobec Ukrainy są zagrożeniem dla międzynarodowego porządku, są jawnym lekceważeniem Karty Narodów Zjednoczonych, która jasno stanowi, że kraje członkowskie powstrzymają się od jakichkolwiek gróźb lub użycia siły wymierzonej w integralność terytorialną lub niezależność polityczną jakiekolwiek państwa.

 

  1. Przewodnicząca von der Leyen opisała także precyzyjnie działalność Gazpromu w ostatnich miesiącach, która to doprowadziła do paniki na rynku gazowym i w szczytowym okresie 10-krotnego podwyższenia cen gazu na rynku europejskim.

Najpierw przez ponad 6 miesięcy Gazprom dostarczał do Europy Zachodniej jak to ujęła „desperacko niskie” ilości gazu mimo wzrostu popytu i atrakcyjnych dla dostawcy cen, co dobitnie pokazywało, że są to działania polityczne pod dyktando Kremla.

W tej sytuacji stwierdziła, że konieczna jest szybka dywersyfikacja dostaw gazu do Europy Zachodniej, choć nie padło z ust przewodniczącej KE żadne stwierdzenie, że certyfikacja Nord Stream2 zgodnie z III unijnym pakietem energetycznym w obecnych warunkach jest po prostu niemożliwa.

 

  1. W konsekwencji tej zdecydowanej krytyki na poziomie unijnym, nowy kanclerz Niemiec Olaf Scholz ogłosił w tych dniach, że niemiecki rząd wycofuje z agencji zajmującej się infrastrukturą gazową, swój dotychczasowy raport dotyczący bezpieczeństwa dostaw gazu poprzez Nord Stream2 (pozytywny dla tego gazociągu).

To oznacza przerwanie certyfikacji tego gazociągu przez tę agencję, a tym samym oznacza zablokowanie jego oddania do użytku.

Co więcej wczoraj prezydent USA Joe Biden ogłosił sankcje na zarejestrowaną w Szwajcarii spółkę Nord Stream2 AG, będącą operatorem wybudowanego gazociągu, a także na jego zarząd w tym prezesa Matthiasa Warninga, wysokiego przedstawiciela NRD-owskich służb bezpieczeństwa Stasi i bliskiego współpracownika prezydenta Putina.

W tej sytuacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że inwestycja ta będzie ostatecznie „martwa” i wydatkowane do tej pory na jej realizację przynajmniej 11 mld USD firmy uczestniczące w jej finansowaniu będą musiały być wliczone w straty.

Wszystko więc wskazuje na to, że przedstawiciele instytucji unijnych, coraz częściej  używają „polskiej” argumentacji w ocenach Rosji i jej działań w odniesieniu zarówno do swoich sąsiadów ale i w sektorze energetycznym.