Okazuje się, że PO chodziło o 100 konkretów na 100, ale wcale nie następujących po sobie dni

 

  1. Tajemnicę ogłoszonego w kampanii wyborczej przez Platformę i jej przewodniczącego Donalda Tuska programu „100 konkretów na 100 dni rządzenia”, wyjaśnił w jednym z programów publicystycznych, senator tej partii Adam Szejnfeld. Otóż stwierdził on, że w zapowiadanym programie, chodziło o 100 konkretów w ciągu 100, ale wcale nie po sobie następujących dni, a więc może to być 100 dni w ciągu całej kadencji, a być może i kolejnej. Co więcej  wypowiadając te słowa senator Szejnfeld, jedną ręką kręcił przy swojej głowie wymowne kółka, co miało sugerować, że jeżeli ktoś uwierzył, że chodziło o 100 konkretów w pierwsze 100 dni rządzenia, to musiał być niespełna rozumu. Zdaje się, że tych którzy uwierzyli Tuskowi i jego partyjnym kolegom w ubiegłorocznej kampanii wyborczej, było ładnych parę milionów, więc senator Szejnfeld, sugerujący, że to ludzie niespełna rozumu, potwornie zaryzykował, tak traktując zwolenników swojego ugrupowania.

 

  1. Zresztą podobnie zaczynają tłumaczyć realizację „100 konkretów w 100 dni', także inni czołowi politycy Platformy, choćby marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, a także koalicjanci np. minister nauki Dariusz Wieczorek z Lewicy. Wspomniane 100 dni rządu Tuska minie 22 marca, więc na realizację 100 obietnic wyborczych został już tylko miesiąc, a dużej części z nich nie tylko nie zaczęto realizować, ba jest już jasne , że w tej kadencji nie będą one w ogóle realizowane. Stąd właśnie tak „dziwaczne” wypowiedzi jak senatora Szejnfelda, albo też pośpieszne usuwanie spotów wyborczych, w których posłowie Platformy obiecywali wprowadzenie określonych obietnic wyborczych, tak jak to było z kwotą wolną od podatku PIT w wysokości 60 tys zł.

 

  1. Przypomnijmy, przy tej okazji, że w połowie listopada poprzedniego roku podczas pierwszego posiedzenia Sejmu X kadencji prezydent Andrzej Duda wygłosił tradycyjne orędzie i zwrócił się do tworzącej się wówczas nowej większości sejmowej, że powinna pamiętać o realizacji obietnic wyborczych, które złożyli w kampanii wyborczej. Prezydent podkreślił wtedy, że po 8 latach rządów Zjednoczonej Prawicy, duża cześć wyborców zupełnie inaczej podchodzi do obietnic wyborczych składanych przez partie polityczne, ponieważ wie, że mogą i powinny być one realizowane. Wówczas siedzący w pierwszym rzędzie sejmowych ław, posłowie Marcin Kierwiński, Donald Tusk i Borys Budka, teraz już premier i dwaj jego ważni ministrowie, zaczęli się wręcz ostentacyjnie śmiać. Już wtedy nie wróżyło to najlepiej obietnicom wyborczym złożonym przez Platformę, a było ich naprawdę sporo, a niektóre z nich uważane są wręcz za sztandarowe, jak wprowadzenie 60 tysięcznej kwoty wolnej od podatku PIT. Być może ci trzej czołowi politycy Platformy, śmiejąc się na sali sejmowej, przypomnieli sobie co mówili o obietnicach wyborczych, inni ważni politycy tej partii po ponad 7 latach rządów w 2014 roku.

 

  1. Przypomnijmy zatem, co mówili w obietnicach wyborczych w 2014 roku w podsłuchanych rozmowach, w restauracji „Amber Room”, ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i ówczesny minister finansów Jacek Rostowski. Sikorski, nawiązując do toczącej się już wówczas kampanii wyborczej w związku z wyborami parlamentarnymi na jesieni 2015 roku, prześmiewczo mówił miedzy innymi „dwa razy obiecać, to jak raz dotrzymać”, a Rostowski poszedł jeszcze dalej, mówiąc „obietnice polityczne wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą”. A więc w kampanii wyborczej można obiecywać co ślina na język przyniesie, bo przecież po wygranych wyborach, jeżeli ma się takie podejście do deklaracji wyborczych, to wiadomo, że nie będzie się ich realizować.

 

5.Jeżeli już wyborcy zaczną rozliczać obietnice wyborcze to wtedy będzie się tłumaczyło, że chodziło  o ich realizację przez całą albo nawet dwie kadencje, a spoty wyborcze gdzie zostały one zawarte zwyczajnie się skasuje. A tych, którzy dalej będą się upierać, że jednak chodziło o „100 konkretów w pierwsze 100 dni rządzenia” określi się mianem niespełna rozumu, jak to „subtelnie” zrobił senator  Adam Szejnfeld.