1. Premier Tusk ogłosił, że daje na aukcję WOŚP „złote” korki i spotkanie w swojej Kancelarii i w ten sposób chce wspierać coroczną zbiórkę pieniędzy przez dzieci i młodzież na potrzeby ochrony zdrowia, jak ogłoszono w tym roku ma być to zbiórka „na diagnostykę i leczenie chorób układu pokarmowego u dzieci”. Tyle tylko, że do tej pory przez 32 lata, Orkiestrze udało się zebrać około 2,3 mld zł, podczas gdy jak już wiemy od dłuższego czasu w 2026 roku w Narodowym Funduszu Zdrowia (NFZ), zabraknie 10 razy więcej bo przynajmniej 23 mld zł, aby sfinansować zaplanowane wydatki na ochronę zdrowia. Przypomnijmy, że „ściągnięta” przez premiera Tuska z Gdańska nowa minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wystąpiła w listopadzie ubiegłego roku do ministra finansów z propozycją cięcia wydatków w NFZ na ponad 20 mld zł , w tym cięcia wydatków na leczenie pacjentów na kwotę ok. 10,3 mld zł. Wystąpienie to było rezultatem żądania przez ministra finansów cięć wydatków przez NFZ, bowiem jeżeli to nie nastąpi, Domański nie podpisze planu finansowego tego Funduszu ( zresztą NFZ już w roku 2025 funkcjonował on, bez podpisania planu finansowego przez ministra).

 

2. Przypomnijmy, że minister zdrowia zaproponowała między innymi cięcie środków finansowych o 3,4 mld zł na wizyty u lekarzy specjalistów , mniej o 1,3 mld zł na tomografię i rezonans magnetyczny, mniej o blisko 700 mln zł na szpitale powiatowe, mniej o 1,5 mld zł na leki dla pacjentów 65 plus, dzieci i młodzież poniżej 18 roku życia, mniej o 200 mln zł na operacje zaćmy, wreszcie mniej o 900 mln na program „Dobry posiłek w szpitalu”. Ponadto we wspomnianym wystąpieniu minister zdrowia do ministra finansów, są także propozycje ograniczeń płacowych pracowników ochrony zdrowia, w tym także propozycja, aby w 2026 roku zrezygnować w lipcowej podwyżki ich płac, co dałoby oszczędności na kolejną kwotę w wysokości ponad 10 mld zł. Sumarycznie więc nowa Pani minister zdrowia, odpowiadając na oczekiwania ministra finansów, który przecież zatwierdza plan finansowy NFZ, zaproponowała oszczędności rzędu ponad 20 mld zł, czyli mniej więcej w wysokości szacowanych braków finansowych w Funduszu w 2026 roku.

 

3. Przypomnijmy także, że wprawdzie podczas narady ze środowiskami medycznymi zorganizowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego 5 grudnia 2025 roku, obecny na niej wiceminister zdrowia, twierdził, że te cięcia nie są jeszcze przesądzone, ale działania resortu w ochronie zdrowia potwierdzają, że jednak będą one przeprowadzone. Właśnie resort zdrowia wydał rozporządzenie o możliwości przyjmowania porodów na szpitalnych SOR-ach, albo izbach przyjęć, choć podpisał je jeden z ministrów, a nie szefowa tego resortu. Jest ono konsekwencją wręcz masowej likwidacji albo zawieszania działania porodówek w szpitalach w całym kraju (głównie szpitalach powiatowych), teraz w zasadzie ogłaszanych w każdym tygodniu. Tylko od stycznia 2024 roku do lipca 2025 roku zlikwidowano 29 oddziałów położniczych, a kolejnych 18 zawieszono, a w II połowie 2025 roku proces ten znacząco przyśpieszył (nastąpiła likwidacja kolejnych kilkudziesięciu), kiedy okazało się ,że nie będzie nowych wyższych wycen usług na tych oddziałach, co wcześniej obiecywano i w związku z tym straty przez nie powodowane, będą tylko narastać.

 

4. W tej sytuacji gest premiera Tuska ze wsparciem WOŚP, daniem na aukcję „złotych” korków i dodatkowo spotkania w jego Kancelarii, wygląda na „kpinę w żywe oczy” z milionów Polaków. Z jednej strony premier godzi się ze znaczącym pogorszeniem dostępu do opieki zdrowotnej wielu tysięcy pacjentów na terenie całego kraju, szczególnie w tzw. Polsce powiatowej, z drugiej publicznie „zgrywa” dobroczyńcę, który przy pomocy kilku, czy kilkunastu tysięcy złotych, uzyskanych z aukcji jego „złotych” korków, chce ratować polską ochronę zdrowia. Tak wyglądają Himalaje cynizmu i bezczelności szefa koalicji 13 grudnia.

1. Wczoraj minister finansów Andrzej Domański w wywiadzie w Polskim Radiu powiedział, że jest zadowolony z wykonania budżetu za rok 2025 , ponieważ deficyt budżetowy jest o kilkanaście miliardów złotych niższy, niż ten planowany. Przypomnijmy, że deficyt ten został określony w ustawie budżetowej na poziomie prawie 289 mld zł, a więc nawet jeżeli był o kilkanaście miliardów złotych niższy od tego planowanego, to zapewne przekroczył 270 mld zł, a to jest wielkość wręcz astronomiczna. Przypomnijmy także ,że rok 2024 zakończył się deficytem w wysokości aż 211 mld zł, a na rok 2026, tenże minister Domański zaplanował budżet z deficytem blisko 272 mld zł, a więc łączna suma tych deficytów w 3 kolejnych budżetach rządu Tuska, przekroczy 750 mld zł. Co więcej ponieważ minister Domański także chętnie pożycza pieniądze poza budżetem na realizację zadań publicznych , to łączny dług publiczny zaciągnięty przez rząd Tuska tylko w 3 lata, sięgnie, wręcz niewyobrażalnej kwoty 1,1 biliona złotych. Wszystkie rządy w Polsce zadłużył nasz kraj przez ostatnie 35 lat na kwotę około 1,7 biliona złotych , rząd Tuska, zaledwie w 3 lata, jak wszystko na to wskazuje, zadłuży nas na wspomnianą wyżej kwotę 1,1 biliona złotych, więc zadowolenie ministra Domańskiego można potraktować jako wręcz prowokację wobec Polaków.

 

2. Wprawdzie jak przyznał w wywiadzie, dokładne dane związane z wykonaniem budżetu za 2025 rok, ministerstwo finansów przedstawi dopiero w lutym, ale już dane za 11 miesięcy 2025 roku, pokazywały, że ulubionym zajęciem ministra Domańskiego jest jednak kreatywna księgowość. Otóż z tych danych ministerstwa za okres styczeń-listopad 2025 roku wynikało, że dochody budżetowe za 11 miesięcy zostały wykonane zaledwie na poziomie 83,1% , a wydatki na poziomie 83,7% w stosunku do wielkości planowanych, co oznaczało, że za 12 miesięcy, to wykonanie po stronie dochodów i wydatków wyniesie zaledwie około 92%. Oczywiście w realizacji budżetu nigdy nie jest tak ,że dochody i wydatki są realizowane dokładnie w 100%, ale jeżeli odbiegają od pełnego wykonania, to są to różnice wynoszące po kilka- kilkanaście miliardów złotych. W tym roku jednak słabe zaawansowanie dochodów po 11 miesiącach świadczy o tym ,że do końca roku zabraknie przynajmniej jednomiesięcznych dochodów budżetowych, które wynoszą około 50 mld zł. Ponieważ minister finansów nie mógł przekroczyć zawartego w budżecie limitu deficytu budżetowego, wynoszącego w tym roku 289 mld zł, to oznaczało to ,że w tej sytuacji minister musi „zaoszczędzić” przynajmniej jednomiesięczne wydatki budżetowe, które 2025 roku wynosiły ponad 70 mld zł. Właśnie dlatego w połowie listopada poprzedniego roku minister finansów wystosował pismo do instytucji centralnych i ministerstw, aby przeanalizowali możliwości oszczędności w wydatkach i podjęli decyzję o blokowaniu dalszych wydatków.

 

3. Wprawdzie ministerstwo finansów ciągle porównywało ubiegłoroczne dane dotyczące dochodów i wydatków budżetowych z tymi z roku 2024 i w związku z tym cieszyło się ich wzrostami, ale oczywistym jest, że powinny być one odnoszone do wielkości planowanych, bo tylko wtedy można się zorientować, czy budżet ma szansę na pełną realizację. Takiego odniesienia w analizach ministra finansów z oczywistych względów nie było, bo już od półrocza jasne stało się, że nie ma szans na realizację budżetu w takim kształcie jak go zaplanowano. Wszystko wskazuje na to ,że po stronie dochodowej budżetu zabrakło około 50 mld zł i w tej sytuacji nie było szans na pełną realizację wydatków, przy czym na razie nie jest jeszcze jasne w jakich częściach budżetu minister dokonał cięć wydatków ( we wspomnianym wywiadzie pochwalił się tylko, że zmniejszona została o 17 mld zł dotacja do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, bo wpływy ze składek ZUS-owskich, były wyższe od zaplanowanych).

 

4. Jednak już od połowy 2025 roku było wyraźnie widać wręcz dramatyczny „rozjazd” dochodów i wydatków budżetowych, co skutkowało tym ,że deficyt budżetowy, jak wszystko na to wskazuje, był ponad 3-krotnie wyższy, niż całoroczny deficyt w 2023 roku, ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości. To był już drugi taki rok realizacji budżetów przez koalicję 13 grudnia, w 2024 roku zabrakło ponad 56 mld zł , a 2025 roku ponad 50 mld zł w stosunku do tych planowanych i to mimo przyzwoitego wynoszącego ponad 3% wzrostu gospodarczego. Przyczyną tego stanu rzeczy, powtórzmy to jeszcze raz, jest polityczne przyzwolenie tej ekipy rządowej na niepłacenie podatków, głównie VAT i CIT, przez jak to się określa w publicystyce „ przez bliskich i znajomych królika”.

 

5. A więc w roku 2025 ministrowi Domańskiemu zabrakło do planowanych ok. 50 mld zł dochodów budżetowych, w tej sytuacji ciął wydatki budżetowe na około 70 mld zł i w konsekwencji osiągnął o kilkanaście miliardów zł, niższy deficyt budżetowy. Jak więc widać rząd 13 grudnia już od 2 lat, realizuje kreatywną księgowość budżetową aż huczy, a mimo tego minister Domański, jak ogłosił, jest zadowolony z takiego wykonania budżetu za 2025 rok.

1. Bardzo źle wygląda podsumowanie roku 2025 na rynku pracy, nie tylko mieliśmy do czynienia z wyraźnym wzrostem stopy bezrobocia, ale także na koniec roku w stosunku do grudnia roku 2024, mamy aż o ponad 102 tysiące bezrobotnych więcej. Przypomnijmy, że od maja 2025 roku na rynku pracy w Polsce, odnotowaliśmy zjawisko, z którym nie mieliśmy do czynienia od 12 lat ( poza covidowym rokiem 2020), wyraźnego wzrostu bezrobocia, w sytuacji kiedy w okresie letnim, bezrobocie w naszym kraju, zawsze spadało. Według danych GUS w maju 2025 roku wyniosło ono 5%, w czerwcu już 5,2%, w lipcu 5,4% , a w sierpniu już 5,5%, a we wrześniu 5,6 %, a w grudniu wyniosło 5,7% , co oznacza liczbach bezwzględnych to już blisko 889 tys. zarejestrowanych bezrobotnych, a więc o ponad 102 tys bezrobotnych więcej, niż w grudniu 2024 roku. Co więcej jak podawał GUS w tych miesiącach letnich, urzędy pracy w całym kraju rejestrowały średnio po około 100 tys nowych bezrobotnych, co oznaczało, że sytuacja na rynku pracy, niestety znacząco się pogorszyła.

 

2. Przypomnijmy także, że Polska jest liderem w Unii Europejskiej jeżeli chodzi o wzrost bezrobocia wśród ludzi młodych (do 25. roku życia). Wprawdzie w tej sprawie są dane z połowy poprzedniego roku , ale w stosunku do tamtych danych na koniec roku sytuacja na rynku pracy dotycząca ludzi młodych dalej się pogarszała. Przypomnijmy, że w połowie lipca Eurostat podał dane, wg których w Polsce stopa bezrobocia wśród ludzi młodych do 25 roku życia w maju tego roku w porównaniu z majem 2024 roku wzrosła, aż o 27,4% i wyniosła 13,5% i to w sytuacji kiedy stopa bezrobocia dotycząca całego rynku pracy wyniosła tylko 3,3% ( wg metody BAEL, biorącej pod uwagę bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia). Ten gwałtowny wzrost bezrobocia wśród ludzi młodych w Polsce jest najwyższy w Europie i jest zjawiskiem odosobnionym, bowiem akurat w krajach sąsiednich, takich jak Litwa czy Słowacja bezrobocie wśród ludzi do 25 roku w ciągu ostatniego roku wyraźnie maleje. Jak jednak coraz częściej informują w mediach społecznościowych młodzi ludzie, wysyłają oni setki swoich CV do różnego rodzaju instytucji i przedsiębiorstw i albo nie ma na nie żadnej reakcji, albo dostają uprzejmie odpowiedzi, że niestety nie ma u tych pracodawców, wolnych miejsc pracy.

 

3. Niedobrym sygnałem jest także ubytek miejsc pracy, jak podał GUS w sektorze przedsiębiorstw (chodzi o firmy zatrudniające zatrudniające 10. i w więcej pracowników) w okresie od stycznia do listopada 2025 roku, ubyło 50 tysięcy etatów. Jak podaje GUS liczba etatów w tych firmach w ostatnich kilkunastu latach cały czas rosła (poza latami 2009, 2013 i 2020- rokiem covidowym), a teraz od dwóch lat cały czas niestety spada. Wyraźnie widać, że w gospodarce spada popyt na pracę i widać to po spadającej liczbie ofert pracy, na największych portalach rekrutacyjnych liczba nowych miejsc pracy jest obecnie najniższa od roku 2020.

 

4. I jeszcze jedno groźne zjawisko gwałtownie rosnące zgłoszenia zwolnień grupowych, według danych GUS do końca września ponad 150 firm zgłosiło chęć zwolnienia blisko 88 tysięcy pracowników, to aż o blisko 54 tysiące więcej niż w całym 2024 roku. Przy tej okazji wymienia się duże spółki Skarbu Państwa jak PKP Cargo czy Poczta Polska, firmy handlowe jak Marco i Aldi, ale także koncerny, które funkcjonowały do tej pory w Polsce przez specjalnych problemów jak Shell, Fujitsu czy Heineken. Zwolnienia te dotyczą głównie firm funkcjonujących w dużych miastach, przy czym swoiste trzęsienie ziemi szykuje się w Krakowie, gdzie w ramach zwolnień grupowych zgłoszono blisko 4 tysięcy pracowników w branżach, które do tej pory tylko zatrudniały i proponowały przyzwoite płace takich jak IT, księgowość i obsługa klienta.

 

5. Mimo tych coraz mocniejszych negatywnych sygnałów z rynku pracy, nie ma żadnej reakcji rządu, co więcej okazuje się ,że przyszłorocznym budżecie zdecydowano się zmniejszyć aż o 1,6 mld zł środki Funduszu Pracy na aktywne formy ograniczania bezrobocia. Dla premiera Tuska i ministra Domańskiego pogarszająca się sytuacja na rynku pracy nie jest żadnym ostrzeżeniem, ba to od spółek Skarbu Państwa, takich jak PKB Cargo, Poczta Polska zaczęła się fala zwolnień grupowych, a jej kontynuację zapowiada właśnie zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

1. W związku z zapowiedzią całkowitej likwidacji tzw. tarczy energetycznej od 1 stycznia 2026 roku minister Motyka i jego współpracownicy z resortu energii po wielokroć zapewniali, że ceny energii elektrycznej mimo wszystko nie wzrosną. I rzeczywiście w połowie grudnia 2025 roku, URE ogłosił, że taryfy na energię elektryczną na rok 2026, zostały zatwierdzone na poziomie 495 zł/MWh, czyli o zaledwie o 1% niższą ,niż ta mrożona na rok 2025. Tyle tylko, że od 1 stycznia bardzo mocno rośnie opłata mocowa, aż o około 50% dla gospodarstw domowych i o około 55% dla przedsiębiorców, rośnie także o około 45% tzw. opłata kogeneracyjna. Wprawdzie ta pierwsza jest zróżnicowana w zależności od ilości zużywanej energii, ta druga ma charakter jednolity ale nie ulega wątpliwości, że średnio podwyższą one rachunki za energię elektryczną od 1 stycznia tego roku o około 10%.

 

2. Co więcej „przymuszanie” przez ministra Aktywów Państwowych spółek energetycznych do złożenia „odpowiednio przygotowanych”, wniosków taryfowych do URE a więc niższych niż wynikałoby to z ponoszonych kosztów, oznacza poniesienie strat przez te spółki. I rzeczywiście w związku z tym ,że to spółki giełdowe, to tuż po złożeniu wspomnianych wniosków taryfowych do URE, ogłosiły one komunikaty adresowane do akcjonariuszy o tym ,że z tego tytułu poniosą straty, które szacunkowo łącznie, sięgną w roku 2026 prawie 1 mld zł. Polska Grupa Energetyczna wstępnie oszacowała te straty na poziomie 560 mln zł, Tauron S.A na poziomie 160 mld zł , a Enea S.A na poziomie prawie 180 mln zł i wszystkie one utworzą rezerwy odpowiadające wielkościom tych przewidywanych strat. A więc nie ulega wątpliwości, że za pomysły ministra aktywów i ministra energii wymuszające na spółkach energetycznych wnioski taryfowe, powodujące straty spółek, zapłacimy niższymi wpłatami podatku dochodowego przez te spółki do budżetu państw, niższymi poziomami wypłacanej dywidendy , a akcjonariusze zapewne spadkami wartości ich akcji.

 

3. Jednocześnie rządząca koalicja już od ponad 2 miesięcy mrozi w sejmowej zamrażarce, prezydencki projekt ustawy umożliwiający obniżenie cen energii elektrycznej o przynajmniej 30%. Projekt prezydencki przygotowany przez jego zaplecze eksperckie jest oparty na 4 filarach, przy czym ten pierwszy- to likwidacja kilku opłat wchodzących w skład rachunków za energię elektryczną: opłaty OZE, mocowej, kogeneracyjnej i przejściowej, drugi- ograniczenie kosztów tzw. zielonych i niebieskich certyfikatów, trzeci- obniżenie opłat dystrybucyjnych i czwarty- to obniżka stawki podatku VAT obciążającej sprzedaż energii z obecnych 23% do najniższej wynoszącej 5% . Jak wyjaśniała po złożeniu tego projektu ustawy w Sejmie, ekspertka pracująca przy tym projekcie Wanda Buk, mimo tego, że zawiera on propozycje, których wartość jest szacowana w przedziale 11-14 mld zł rocznie, to powinien on być obojętny dla budżetu państwa, bo koszty te powinny zostać pokryte z dochodów ze sprzedaży certyfikatów ETS. Dochody z tego tytułu w 2024 roku wyniosły ok 4 mld euro, a więc ponad 16 mld zł i jak należy się spodziewać w kolejnych latach, powinny być jeszcze wyższe, a 80-90% wpływów z nich, przeznaczane byłoby na pokrycie finansowych konsekwencji obniżek cen energii elektrycznej w Polsce.

 

4. Jak oszacowali eksperci z Kancelarii Prezydenta wprowadzenie rozwiązań zawartych w projekcie ustawy w przypadku gospodarstwa domowego zużywającego roczne około 2 MWh energii, oszczędność będzie wynosiła około 800 zł. Przy czym ponieważ rozwiązania przedstawione przez prezydenta, nie polegają tak jak tarcze energetyczne na mrożeniu cen, a na obniżaniu kosztów wytwarzania energii, to jeżeli gospodarstwo domowe będzie zużywało mniej, oszczędność ta będzie mniejsza, niż wspomniane 800 zł, a w przypadku zużycia większego, będzie po prostu większa. Oszczędności będą dotyczyły co niezwykle ważne ,także wszystkich innych podmiotów korzystających z energii elektrycznej w tym przede wszystkim przedsiębiorców i wyniosą mniej więcej 1/3 do tej pory ponoszonych na ten cel ich wydatków. W uzasadnieniu tego projektu pokazano także zróżnicowanie korzyści dla poszczególnych rodzajów podmiotów w zależności od rodzaju taryfy po jakiej rozlicza zużytą energie elektryczną , dla gospodarstw domowych ta obniżka wynosiłaby ponad 35% dla firm produkcyjnych w tym energochłonnych o blisko 30%, dla małych i dużych punktów usługowych o około 25%.

 

5. Niestety i w tym przypadku widać, że rząd postawił na wojnę z prezydentem, a nie na działanie na rzecz Polaków, w konsekwencji od 1 stycznia będziemy mieli do czynienia ze średnią podwyżką cen energii elektrycznej w wysokości 10%, a nie z jej obniżką o ponad 30%. Ba okazuje się, żeby ta podwyżka od 1 stycznia, wyniosła „tylko” 10% , trzeba było „przymusić” spółki energetyczne, żeby zaniżyły propozycje taryfowe na rok 2026 do tego stopnia, że poniosą one straty, szacowane wstępnie na ok. 1 mld zł tylko w tym roku. A już do tej pory Polska należy do tych krajów UE, które mają najwyższe ceny energii elektrycznej ( razem z Danią jesteśmy liderami tego niechlubnego rankingu) i w konsekwencji np. już przynajmniej kilkadziesiąt firm z kapitałem zagranicznym, funkcjonujące w Polsce od 20-30 lat, właśnie w roku 2025, podjęły decyzje o wyprowadzce swoje działalności z naszego kraju.

1. Pod koniec września poprzedniego roku rząd Tuska podjął decyzję o zwrocie do Brukseli części środków z KPO, a dokładnie jego części pożyczkowej w kwocie aż 5,1 mld euro ( ponad 21 mld zł) w związku z brakiem możliwości ich wykorzystania. Odbyło się to w zasadzie w ciszy medialnej, wszak odblokowanie środków z KPO i ich szybkie wykorzystanie, było jedną z głównych obietnic wyborczych Platformy, zresztą jak się wydaje walnie przyczyniło się do wzrostu jej poparcia, a więc teraz trudno się przyznawać, że aż tak ogromnej kwoty, rząd koalicyjny nie potrafi sensownie wykorzystać. Teraz dowiadujemy się, że w związku zablokowaniem osobiście przez premiera Tuska na posiedzeniu Rady Ministrów projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy dowiadujemy się, że Polska może stracić kolejne 11 mld zł z KPO tym razem z części dotacyjnej.

 

2. Przypomnijmy, że pod koniec września poprzedniego roku, rząd Tuska przyjął kolejne zmiany w Krajowym Planie Odbudowy (KPO) i jednocześnie podjął decyzję o rezygnacji z 5,1 mld euro z części pożyczkowej KPO, czyli kwoty ok. 21,5 mld zł, bo jak podano w komunikacie nie było wystarczającego zainteresowania tymi środkami ani ze strony samorządów, ani przedsiębiorców. Pani minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, której resort jest odpowiedzialny za wykorzystanie środków unijnych, wtedy natychmiast znalazła winnego tej sytuacji , czyli rząd PiS, który jej zdaniem blokował środki z KPO przez 2 lata w Brukseli. To oczywiście wręcz bezczelne kłamstwo, bo było dokładnie odwrotnie, to europosłowie Platformy, PSL-u i Lewicy, robili wszystko, aby ani euro nie trafiło do Polski, dopóki ich formacje nie wrócą do władzy w kraju.

 

3. Tak się składa do jesieni 2023 roku, byłem posłem do PE (później zrezygnowałem z tego mandatu i wystartowałem w wyborach do polskiego parlamentu, zresztą skutecznie) i widziałem te perfidne działania z bliska. Przypomnijmy,że blokada środków z KPO przez KE, była oficjalnie mo tywowana brakiem praworządności w Polsce, każde działanie rządu Morawieckiego i ówczesnej większości w Sejmie, polegające nawet na próbach uchwalenia ustaw zmieniających wymiar sprawiedliwości, natychmiast wywoływała sprzeciw w instytucjach europejskich. Centrum tego sprzeciwu stanowił Parlament Europejski, w którym od lat rządzą niepodzielnie Europejska Partia Ludowa ( do której należy Platforma i PSL) i Lewica ( do której należy partia Czarzastego), każda taka próba , choćby opublikowanie w Polsce projektu ustawy z obszaru wymiaru sprawiedliwości, natychmiast powodowało uchwalenie rezolucji potępiającej polski rząd i domagającej się zablokowania środków z KPO. Takich rezolucji było ponad 40 i za treścią ich wszystkich, stali europosłowie Platformy,PSL-u i Lewicy, którzy nawet się z tym specjalnie nie kryli (europoseł Tomasz Poręba odkrył nawet, że akapity jednej z nich, poświęcone Polsce, były pisane na komputerze należącym do Rafała Trzaskowskiego).

 

4. Przypomnijmy także, że kampanii wyborczej 2023 roku, Tusk nagrał klip, gdzie prezentował na całym bosku piłkarskim , palety załadowane paczkami z banknotami, które miały obrazować kwotę 58 mld euro dla Polski i zobowiązywał się, że gdy on wróci do władzy, to wszyscy Polacy poczują w swoich portfelach te środki. Na jesieni poprzedniego roku dowiedzieliśmy się , że wprawdzie środki z KPO trafiły, ale tylko do niektórych działaczy Platformy i ich rodzin, między innymi w postaci jachtów, ale także aż 21,5 mld zł oddajemy do Brukseli, bo jego „fachowcy”, nie potrafili ich sensownie wykorzystać.

 

5.Teraz natomiast dowiadujemy się, że rząd Tuska wynegocjował z KE zmianę treści jednego z kamieni milowych w ramach KPO , proponując właśnie nową ustawę reformującą Państwową Inspekcję Pracy (PIP). Projekt tej ustawy pod nadzorem zaufanego człowieka Tuska, ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Macieja Berka, przeszedł wszystkie szczeble konsultacji rządowych, został nawet przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów i nagle okazało się na posiedzeniu samej Rady Ministrów, nie podoba się on szefowi rządu. Doszło do awantury pomiędzy premierem Tuskiem ,a Panią minister rodziny , pracy i polityki społecznej Agnieszką Dziemianowicz-Bąk, odpowiedzialną za ten projekt i Panią minister Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, odpowiedzialną za wykorzystanie unijnych funduszy. Awantura skończyła się zablokowaniem tego projektu ustawy przez premiera Tuska i ponoć ma być przygotowany nowy, ale jego uchwalenie realistycznie może się odbyć za 2-3 miesiące, a środki z KPO trzeba ostatecznie wykorzystać i rozliczyć do początku lipca tego roku, więc wszystko wskazuje, że brak realizacji kamienia milowego o reformie PIP, spowoduje utratę kolejnych 11 mld zł środków finansowych, ale tym razem z części dotacyjnej KPO. KPO, który był sztandarową obietnicą Platformy jest natomiast realizowany z licznymi skandalami, choćby słynnymi jachtami „dla bliskich i znajomych królika”, później dowiedzieliśmy się o konieczności zwrotu ponad 21 mld zł z jego części pożyczkowej, a teraz jak wszystko na to wskazuje, stracimy ponad 11 mld zł i to z jego części dotacyjnej.