1. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydent RP, minister Jakub Kumoch, udzielił wywiadu tygodnikowi „Gość Niedzielny”, w którym odsłania kulisy negocjacji z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen w sprawie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym.

Projekt tej ustawy został przygotowany w Kancelarii Prezydenta i konsultowany z gabinetem politycznym przewodniczącej KE i w pewnym momencie jak mówi minister, przyszedł stamtąd sygnał, że jeżeli prezydencka propozycja, będzie rozpatrywana przez Sejm, zakończy to spór z Polską.

Na pytanie czy był to sygnał wiarygodny, minister Kumoch mówi „Tak. To było jasno powiedziane, że złożenie tego projektu w Sejmie, oznacza uruchomienie środków z polskiego KPO”.

Jak mówi w wywiadzie minister Kumoch w Kancelarii było przekonanie, „że Komisja widzi sprawę podobnie jak my- w obliczu wojny na Ukrainie, kończymy niepotrzebny konflikt”.

 

  1. Niestety jak widać tak się nie stało, wprawdzie na początku czerwca przewodnicząca KE przywiozła do Polski, pozytywną opinię o polskim KPO (przy 5 głosach odrębnych ale 22 głosach za), co pozwoliło dwa tygodnie później, Radzie Unii Europejskiej (ministrom finansów 27 krajów członkowskich) zatwierdzić polski Plan, ale później pojawiły się kolejne żądania pojedynczych komisarzy, w tym samej przewodniczącej.

Już w momencie wejścia w życie znowelizowanej ustawy o Sadzie Najwyższym w Polsce, na początku lipca wiceprzewodnicząca KE Vera Jourova, odpowiedzialna za wartości i przejrzystość na posiedzeniu jednej z komisji w PE, odpowiadając na pytanie, czy wypełnia ona warunki określone w polskim Planie Odbudowy stwierdziła „nie, nie wypełnia”.

Jeszcze mocniej zaatakował to porozumienie polityczne z Polską, Didier Reynders komisarz d/s sprawiedliwości, który w wywiadzie dla niemieckiego „FAZ”, mówiąc o dalszym blokowaniu środków dla Polski w ramach KPO, powiedział „nie możemy udzielić Warszawie rabatu wojennego”.

Tłumacząc swoje stanowisko, argumentował, że jeżeli Polska dostałaby szybko pieniądze KPO, to KE straciłaby wiarygodność, co stało w jawnej sprzeczności ze stanowiskiem Komisji sprzed miesiąca, która przecież wydała pozytywną opinię o tym Planie.

 

  1. Niepewność pogłębiła jeszcze wypowiedź samej przewodniczącej von der Leyen, która na początku sierpnia w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawej” powiedziała, że znowelizowana ustawa o SN „jest ważnym krokiem naprzód ale nie gwarantuje ona możliwości kwestionowania statusu innego sędziego, bez ryzyka pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej”.

Skądinąd wiadomo, że podczas negocjacji wspomnianego politycznego porozumienia, ta sprawa była stawiana przez negocjatorów z gabinetu politycznego Ursuli von der Leyen ale po wyjaśnieniach, że stworzenie możliwości kwestionowania statusu sędziego przez innego sędziego, po pierwsze byłoby niezgodne z Konstytucją RP ale także z uzasadnieniem rozstrzygnięcia TSUE, który odpowiadając na pytanie prejudycjalne polskich sędziów, stwierdził, że byłoby to tzw. odmawianie wymiaru sprawiedliwości.

 

  1. Minister Kumoch pytany w tym kontekście, dlaczego część komisarzy i sama przewodnicząca KE, złamali wcześniejsze ustalenia mówi tak „ponieważ niestety w Komisji i PE jest bardzo radykalna frakcja, która uważa, że Polskę należy- jak to się wymknęło jednej z jej liderek-zagłodzić”.

I dalej „wszystko wskazuje na to, że przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, nie okazała się dostatecznie silna i odważna politycznie, aby się tej radykalnej frakcji przeciwstawić”.

I dodaje „nie chcę przedstawiać tutaj spiskowych teorii, zwrócę jednak uwagę na fakty, dokładnie te same środowiska i kraje, które chciałby wrócić do relacji z Rosją sprzed wojny, są tak zasadnicze, jeżeli chodzi o Polskę”.

Minister Kumoch tak puentuje swój wywiad „to co się dzieje między Komisja i Polską, nosi znamiona przemocy politycznej i dzieje się to w czasie, gdy prawdziwym wrogiem powinien być Putin”.

Swoją drogą jakiś czas temu, kiedyś ważny polityk Platformy Jan Maria Rokita, nawet kandydat tej partii na premiera, a teraz publicysta i komentator polityczny, napisał niedawno w jednym z felietonów, że sankcje nałożone przez KE na Polskę, poprzez blokowanie przekazania Polsce środków z KPO w wysokości ponad 35 mld euro, są zdecydowanie bardziej surowe, niż te nałożone do tej pory w 7. pakietach na Rosję.

  1. Ledwie GUS podał wczoraj tzw. szybki szacunek PKB za II kwartał, który w ujęciu rok do roku wzrósł w o 5,3%, a w ujęciu kwartał do kwartału spadł o 2,3% i natychmiast politycy Platformy, zaczęli rozpowszechniać w internecie wpisy o katastrofie gospodarczej.

W sytuacji kiedy w I kwartale tego roku PKB wzrósł aż o 8,5% w ujęciu rok do roku jasne było, że po wybuchu wojny na Ukrainie, w sytuacji kiedy Polska stała się państwem frontowym, trudno będzie utrzymać tak wysoki poziom wzrostu PKB w kolejnych kwartałach.

Co więcej w gospodarce pojawiają się już skutki zacieśniania polityki monetarnej przez NBP, a więc kolejnych podwyżek stóp procentowych banku centralnego, które rozpoczęły w październiku poprzedniego roku, jako reakcja na wzrost inflacji.

Wszystko wskazuje na to, że ten cykl podwyżek stóp procentowych się już zakończył, bo inflacja przestała rosnąć (w czerwcu i lipcu była na podobnym poziomie), co oznacza, że inflacyjny szczyt mamy już poza sobą, oczywiście pod warunkiem, że wojna za naszą granicą się nie nasili.

Na osłabienie tendencji wzrostowych w gospodarce ma również wpływ gwałtowny wzrost cen nośników energii (gazu nawet 10-krotny), wywołany destabilizacją ryków surowców energetycznych przez Rosję, co zaczęło się jeszcze na długo przed wojną, bo jesienią poprzedniego roku.

 

  1. Mimo tych wszystkich negatywnych czynników wzrost gospodarczy w Polsce w II kwartale wyniósł 5,3% w ujęciu rok do roku i jest to najprawdopodobniej jeden z najwyższych poziomów wzrostu PKB, wśród wszystkich krajów członkowskich UE.

W kolejnych dwóch kwartałach tego roku, będziemy mieli do czynienia z zapewne jeszcze niższym poziomem wzrostu PKB, ale mimo tego cały rok, skończy się wzrostem sięgającym 5%.

Komisja Europejska w letniej prognozie przewiduje dla Polski wzrost PKB w 2022 roku w wysokości 5,2%, co więcej przewiduje, że będzie to jeden z najwyższych poziomów wzrostu w całej UE.

 

  1. Przypomnijmy, że pod koniec lipca, także jedna z 3. największych agencji-Fitch, potwierdziła wysoki rating Polski na poziomie „A-/F1 zarówno dla długo- i krótkoterminowych zobowiązań w walucie zagranicznej jak i krajowej, co więcej podkreśliła, że perspektywa ratingu pozostaje na poziomie stabilnym.

Jako mocne strony Polski, agencja wskazywała zdywersyfikowaną gospodarkę, stabilny wzrost gospodarczy w ostatnich latach, niskie bezrobocie, stosunkowo solidne podstawy makroekonomiczne oraz niski poziom długu publicznego w porównaniu z krajami z podobnym ratingiem.

Według Fitch stabilna perspektywa ratingu odzwierciedla solidne perspektywy wzrostu polskiej gospodarki oraz jej wysoką odporność na szoki zewnętrzne i rosnące wyzwania makroekonomiczne.

Fitch przewidywał aż 5,5% wzrost gospodarczy dla Polski w roku 2022, a w latach 2023-2024, średni wzrost na poziomie 2,3%, co zdaniem agencji jest związane z ryzykiem wystąpienia recesji u kluczowych partnerów handlowych (głównie Niemcy), wynikającym z trudnej sytuacji na rynku energii, oraz wciąż niewypłaconymi środkami z KPO.

 

  1. Mimo takich prognoz dotyczących polskiej gospodarki, pochodzących przecież od zewnętrznych wiarygodnych instytucji, politycy opozycji rozpowszechniają jednak informacje, ich zdaniem wręcz katastroficzne.

Właśnie przestawianie GUS-owskiej informacji, pokazującej realny wzrost PKB w II kwartale w wysokości 5,3%, jako katastrofy, pokazuje jak wielkie jest zapotrzebowanie polityków Platformy na złe informacje dotyczących sytuacji w Polsce.

Jeszcze nie zdążyła wybrzmieć narracja Platformy „rtęć w Odrze” i „zatrucie rzeki na lata”, a już jest katastrofa gospodarcza i spadek PKB, a do wyborów parlamentarnych jeszcze kilkanaście miesięcy.

Wygląda jednak na to, że zdecydowana większość Polaków, uodporniła się już na wieszczenie przez Platformę kolejnych katastrof, bo co kilka dni kolejna katastrofa, to jednak stanowczo za dużo, zwłaszcza, że pozytywnego programu wyborczego jak przez 7 lat bycia w opozycji ta partia nie miała, tak go dalej nie ma.

  1. Niedawny wywiad prezesa Jarosława Kaczyńskiego dla tygodnika „Sieci”, w którym zapowiada usztywnienie polskiej polityki wobec najbliższych zamierzeń Komisji Europejskiej, nie przeszedł bez echa w największych unijnych krajach.

Właśnie dziennik „Die Welt” nawiązuje do tego wywiadu i podkreśla, „że to co mówi lider narodowo-konserwatywnej partii rządzącej PiS i najpotężniejszy polityk kraju, często jest nie tylko prowokacyjne, ale ma też charakter wyznaczający trendy w polskiej polityce”.

„Die Welt” pisze także, że tego rodzaju wypowiedzi, nie są wprawdzie niczym nowym, ale nowością są jednak warunki ramowe „Polska jest silna jak nigdy dotąd i Kaczyński ma pod tym względem rację”.

 

  1. Niemiecka gazeta zwraca uwagę, „że wojna Rosji na Ukrainie sprawiła, że Polska, państwo frontowe, stała się centralnym aktorem w polityce europejskiej, a przez to wyrosła na centralnego partnera polityki bezpieczeństwa USA w Europie”.

Podkreśla także, że Polska z 38 mln mieszkańców jest jednym z największych krajów UE, a z potężną armią, która wkrótce będzie największa w Europie i wydatkami na obronę w wysokości 3% PKB, zabezpieczy wschodnią flankę NATO.

Zdaniem „Die Welt”, Polska jest także jednym z najbardziej bezpiecznych energetycznie krajów, mimo trwającego od kwietnia rosyjskiego embarga na gaz, dzięki gazoportowi w Świnoujściu i gazociągowi Baltic Pipe oraz zgromadzonym zapasom gazu, tej jesieni i zimą w Polsce gazu nie zabraknie.

Gazeta pisze także o silnej polskiej gospodarce, która ma tak solidne fundamenty, że już z nawiązką po I kwartale tego roku odrobiła straty spowodowane pandemią covid19 (PKB po I kwartale 2022, był o 8% wyższy niż przed kryzysem covidowym i jest to najlepszy wynik w całej UE), a jej gospodarka w niektórych latach wzrastała aż o ponad 5% rocznie (wzrost PKB w Polsce w 2021 roku wyniósł aż 5,9%, także w roku 2022 mimo spowolnienia spowodowanego wojną na Ukrainie jego wzrost jest szacowany na ponad 5%).

 

  1. Mocne fundamenty polskiej gospodarki potwierdzają od kilku lat największe agencje ratingowe (Fitch, S&P i Moody's), a także Komisja Europejska i prognozują wysoki wzrost gospodarczy i stabilną sytuację finansów publicznych, mimo tego, że nasz kraj jest państwem frontowym.

Właśnie pod koniec lipca agencja Fitch, potwierdziła wysoki rating Polski na poziomie „A-/F1 zarówno dla długo- i krótkoterminowych zobowiązań w walucie zagranicznej jak i krajowej, co więcej podkreśliła, że perspektywa ratingu pozostaje na poziomie stabilnym.

Jako mocne strony agencja wskazała zdywersyfikowaną gospodarkę, stabilny wzrost gospodarczy w ostatnich latach, niskie bezrobocie, solidne podstawy makroekonomiczne oraz niski poziom długu publicznego w porównaniu z krajami z podobnym ratingiem.

Według Fitch stabilna perspektywa ratingu odzwierciedla solidne perspektywy wzrostu polskiej gospodarki oraz jej wysoką odporność na szoki zewnętrzne oraz rosnące wyzwania makroekonomiczne.

Fitch przewiduje aż 5,5% wzrost gospodarczy dla Polski w roku 2022, a w latach 2023-2024, średni wzrost na poziomie 2,3%, co jest związane z ryzykiem wystąpienia recesji u kluczowych partnerów handlowych (głównie Niemcy), wynikającym z trudnej sytuacji na rynku energii, oraz wciąż niewypłaconymi środkami z KPO.

 

  1. Artykuł w niemieckim „Die Welt” jest niespodziewanym mocnym uderzeniem w narrację opozycji w szczególności polityków Platformy, którzy nieustannie atakują rząd i domagają się jego dymisji.

Cały czas wieszczy kryzys, a każde posiedzenie Sejmu jest przez nią wykorzystywane do ataków na rząd, który jest odpowiedzialny, za jej zdaniem wręcz tragiczny stan polskiej gospodarki.

W mediach społecznościowych, politycy opozycji wręcz prześcigają się propagowaniu czarnych wizji rozwoju sytuacji w Polsce, epatują opinię publiczną, a to brakami węgla, a to brakiem ogrzewania jesienią i zimą, przy czym przy okazji ani słowa o tym, że za naszą wschodnia granicą toczy się pełnoskalowa wojna, a Rosja nie ustaje w wysiłkach aby destabilizować sytuację w krajach, które najmocniej wspierają Ukrainę.

Więc artykuł w „Die Welt”, to mocny cios w dotychczasową narrację opozycji w Polsce.

  1. W piątek 12 sierpnia marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Polak (ta od nadzorowania słynnego z molestowania kobiet WORD-u w Gorzowie), zaatakowała polski rząd „rtęcią w Odrze”, powołując się na informacje, które miała otrzymać od ministra środowiska landu Brandenburgia Axela Vogla.

Mówiła między innymi tak: „minister Vogiel mówił mi, że mają wyniki badań, a stężenie rtęci jest tak wysokie, że skala tego nie ogrania”, tyle tylko, że jak wyjaśnił ten minister w niedzielę, że mówił jej także „może to być wartość odstająca, może to być anomalia, może to być wydarzenie lokalne, z którego nie możemy jeszcze wnioskować ogólnie”.

Powiedział także, że „poinformował Panią marszałek, „że pierwszy wynik nie może być postawą do wyciągania wniosków dla całej Odry, a stwierdzona wartość rtęci mieści się ekologicznym zakresie tolerancji”.

 

  1. Tyle tylko, że marszałek Polak nie tylko rozpowszechniła natychmiast w internecie informację o „rtęci w Odrze, której stężenie jest poza skalą”, a dodatkowo wystąpiła w TVN24, gdzie tę informację powtórzyła, atakując przy okazji bezpardonowo rząd.

Skorzystał z tego wręcz skwapliwie Donald Tusk, który pozwolił sobie na jeszcze więcej, umieszczając na Twitterze wpis „Śnięte są nie tylko ryby w Odrze, śnięte jest całe państwo pod rządami Kaczyńskiego. PiS jest jak rtęć”.

Klasyczna retoryka nazistowska, kiedyś za Schetyny była to „pisowska szarańcza”, teraz za Tuska „PiS jak trucizna”, a więc wezwanie do jak najszybszego usunięcia „szarańczy i trucizny” z życia publicznego.

A gdy ta retoryka skutkuje nieprawdopodobnym wręcz hejtem na zwolenników PiS-u, atakowaniem i opluwaniem ludzi wychodzących ze spotkania z prezesem Jarosławem Kaczyńskim jak ostatnio w Kurniku w woj. wielkopolskim, czy wręcz zabójstwem jak w przypadku Marka Rosiaka, pracownika biura posła PiS w Łodzi przez członka Platformy w 2010 roku, to czołowi politycy tej partii, natychmiast przedstawiają się jako „gołąbki pokoju”.

 

  1. Atak przy pomocy „rtęci w Odrze” na rząd PiS-u się jednak nie udał już w niedzielę na wspólnej konferencji prasowej ministrów ochrony środowiska i klimatu Polski i Niemiec w Szczecinie, stwierdzono, że w próbkach pobranych ze śniętych ryb z Odry „nie stwierdzono ani rtęci ani innych metali ciężkich”.

Od niedzieli trwają badania ponad 150 próbek tych ryb w kierunku poszukiwania obecności 300 innych potencjalnych substancji, które mogłyby być przyczyną tak masowego ich śnięcia w szczególności badania pod kątem obecności pestycydów.

Rtęci, która miałaby doprowadzić do śnięcia ryb w Odrze nie ma więc i nie będzie ale Tusk mimo tych twardych już danych i to potwierdzonych przez stronę niemiecką, broni marszałek Polak i atakuje polski rząd.

Tak przy okazji, 15 sierpnia w Dniu Święta Wojska Polskiego i z okazji 102 rocznicy wielkiej wiktorii oręża polskiego nad bolszewicką nawałą, Tuska po raz kolejny, było stać na ataki na polski rząd i niestety nie poświęcił nawet jednego dobrego słowa polskim żołnierzom.

 

  1. Katastrofa ekologiczna na Odrze i specyficzne nią zainteresowanie przez polską opozycję i ale i stronę niemiecką, może mieć też drugie dno.

Otóż od momentu kiedy pojawiły się oficjalne informacje o dużych ilościach śniętych ryb w Odrze na założonym w kwietniu tego roku portalu w języku polskim „Czas na Odrę” (odra.pl), korespondującym z niemieckim portalem „saveoder.org”, pojawiają się różne alarmistycznie informacje dotyczące sytuacji na tej rzece.

Jeden z ostatnich brzmi „tu nie chodzi o ryby, tylko o cały ekosystem rzeki. Konieczne jest wstrzymanie dalszych prac kanalizacji Odry (za grube miliony i całkiem bez sensu) i przygotowanie je renaturyzacji.

Jak najbardziej wpisuje się to w blokowanie przez Niemcy pogłębiania Odry w jej dolnym biegu, a także rozbudowy portu kontenerowego w Świnoujściu jako konkurencyjnych projektów dla niemieckiej żeglugi śródlądowej i niemieckich portów.

Niezależnie jednak od tego czy sprawa „rtęci w Odrze” ma drugie dno, czy też go nie ma, ta sprawa uderzyła w Platformę jak bumerang, politycy tej partii złapani za rękę na kłamstwie i to tak ciężkiej kategorii, że wywołał panikę w społecznościach mieszkających nad Odrą”, teraz po stwierdzeniu, że „rtęci w Odrze nie było”, twierdzą, że to nie była ich ręka.

  1. Prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) prof. Adam Glapiński w wywiadzie dla tygodnika „Gazeta Polska” mówi wprost, że Donald Tusk wracając do polskiej polityki, dostał zadanie obalenia obecnego polskiego rządu i wprowadzenia naszego kraju na kurs strefy euro czyli do systemu ERM II (pełny tekst tego wywiadu ukaże się w środę w najnowszym wydaniu tego tygodnika, a jego zapowiedź opublikowano wczoraj na portalu „Niezależna. Pl”).

O takich zadaniach dla Tuska, mówi się od jakiegoś roku w kuluarach spotkań szefów banków centralnych, które odbywają się regularnie, co dwa miesiące w Bazylei (Szwajcaria).

Gdyby Tusk wywiązał się z tego zadania, w nagrodę może wrócić do Brukseli jako kandydat na następnego po Ursuli von der Leyen przewodniczącego Komisji Europejskiej (rywalką do tego stanowiska ma być obecna szefowa MFW Krystalina Georgiewa, jakiś czas temu komisarz ds. budżetu UE).

 

  1. Prof. Glapiński wspominał o takim zadaniowaniu Tuska w niedawnym wywiadzie dla tygodnika „Sieci” ale na łamach tygodnika „Gazety Polskiej”, mówi precyzyjnie o źródle tej informacji, czyli spotkaniach szefów banków centralnych w Bazylei.

Co więcej mówi także o „nagrodzie” jaką za zrealizowanie tego zadania, miałby Tusk otrzymać, a więc stanowisku szefa Komisji Europejskiej w następnej kadencji, choć jeżeli jego rywalką ma być obecna szefowa MFW, a wcześniej komisarz ds. budżetu UE Krystalina Georgiewa, to ze względu na jej przewagi merytoryczne, jego szanse są nikłe (według tych spekulacji szefem KE w następnej kadencji ma zostać przedstawiciel, któregoś z krajów z Europy Środkowo-Wschodniej).

Te informacje rzucają nowe światło przynajmniej na niektóre wręcz furiackie ataki na rząd Prawa i Sprawiedliwości i prezesa NBP, którego kandydowanie na drugą kadencję, Tusk chciał utrącić.

 

  1. Mimo już ponad roku od powrotu do polskiej polityki, Tuskowi nie tylko nie udało się poprzez działania „ulicy”, obalenie obecnego rządu, nie udało mu się także zablokowanie kandydatury prof. Adam Glapińskiego na II kadencję prezesa NBP.

Prof. Glapiński podczas sprawowania I kadencji nie krył, że jest zdecydowanym przeciwnikiem wejścia Polski do strefy euro, co więcej po zgłoszeniu go przez prezydenta RP Andrzeja Dudę jako kandydata na prezesa NBP na II kadencję, wprost zapowiedział, że dopóki on będzie szefem banku centralnego, nasz kraj do strefy euro nie wejdzie.

Oczywiście wejście do strefy euro to długotrwała procedura, trzeba wypełnić tzw. kryteria z Maastricht (fiskalne i monetarne), co więcej w Polsce aby to się stało, konieczne jest referendum, a być może także zmiana Konstytucji RP, ale tym, którzy „zadaniowali” Tuska, chodzi o wciągniecie Polski do strefy ERM II, czyli związania złotego z euro trwałym kursem, a to już przesądza wejście do strefy euro.

Ale żeby aplikować do strefy ERM II wystarczy, że minister finansów i prezes banku centralnego, wystąpią razem w poufnym trybie do EBC, przedstawiając jednocześnie propozycje wysokości kursu walutowego, którego później przez cały okres przebywania w tej strefie, bank centralny musi bronić (dopuszczalne się tylko odchylenia od tego kursu +/- 15%).

To już wystarczy, wcześniej tylko po 2 latach, czy trochę później, kraj jest już członkiem strefy euro, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

 

  1. A własny pieniądz, to podstawa szybkiego rozwoju, dlatego właśnie mimo kryzysów, polska gospodarka odnotowuje wzrost PKB 2-3 razy szybszy niż średnia strefy euro, co więcej już od kilku lat należymy w UE do pierwszej trójki krajów o najniższym poziomie bezrobocia.

Własna waluta i jej kurs, to także amortyzator wszelkich szoków zewnętrznych, gdyby jej nie było, w każdym przypadku kryzysu płacilibyśmy wyraźnym spadkiem PKB w konsekwencji wysokim bezrobociem.

To właśnie odpowiednia kompilacja polityki monetarnej (w tym kursu walutowego) i fiskalnej spowodowała, że Polska jako pierwszy kraj w UE już w III kwartale poprzedniego roku odrobiła straty PKB powstałe w wyniku Covid19, co więcej po I kwartale tego roku jesteśmy liderem w UE jeżeli chodzi o poziom wzrostu, nasze PKB jest wyższe o 8,1% od tego z ostatniego kwartału 2019, a więc tuż przed kryzysem covidowym.

 

  1. Te zagrożenia dla polskiej gospodarki i społeczeństwa w związku z wejściem do strefy euro, jednak Tuska nie interesują, dostał zadanie, to je wykonuje, ba obiecana nagroda w postaci szefa KE jest niezwykle motywująca.

A skoro prof. Glapiński został wybrany na II kadencję prezesa NBP przez większość parlamentarną, to teraz Tusk straszy, że po zwycięstwie wyborczym wyprowadzi go osobiście siłą z siedziby banku centralnego.

Oczywiście Tusk zna także liczne badania opinii publicznej w Polsce, w których przynajmniej 65% badanych jest przeciwnych wprowadzeniu w Polsce waluty euro, a więc wie, że publicznie zapowiadając dążenie do wprowadzenia naszego kraju do strefy euro, nie wygra wyborów.

W publicznych wypowiedziach w tej sprawie Tusk więc kluczy i mówi niechętnie o wprowadzaniu Polski do strefy euro ale gdyby naprawę po najbliższych wyborach parlamentarnych zdobył władzę to „stanie na głowie”, żeby wywiązać się drugiej części z zadania, które otrzymał przed powrotem do polskiej polityki.