1. Kandydat na nowego premiera Węgier Peter Magyar po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych i to z większością konstytucyjną, wręcz zdumiał swoimi wypowiedziami przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i wielu wspierających go przywódców krajów UE. Zapowiedział brak zgody Węgier na unijną pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, brak zgody na szybkie przyjęcie tego kraju do UE, korzystanie z rosyjskich surowców energetycznych ropy i gazu przynajmniej do roku 2035, blokadę węgierskiej południowej granicy dla nielegalnych imigrantów, czy od 1 czerwca rezygnację z wydawania zezwoleń na pracę dla imigrantów spoza Europy. Te wypowiedzi i jeszcze kilka innych wprowadziło w zakłopotanie cały unijny establishment, ba zapewne tuż po objęciu funkcji premiera, rozpocznie się jego „młotkowanie” przez przewodniczącą KE i przywódców kilku dużych krajów Europy Zachodniej, aby jednak z tych wypowiedzi zrezygnował.

 

2. Ale w jednej, na której w sposób szczególny zależy unijnemu establishmentowi, czyli wprowadzeniu Węgier do strefy euro, wypowiedział się już teraz, natychmiast rozpoczną się przygotowania aby zdążyć to zrobić do roku 2030. Nie powiedział tego sam Magyar, ale dotychczasowy doradca partii Tisza i kandydat na ministra finansów w jego rządzie Andreas Karman, który stwierdził „naszym celem jest stworzenie do roku 20230 warunków, które pozwolą nam podjąć pozytywną decyzję o wprowadzeniu euro”. Rzeczywiście Węgrom potrzeba trochę czasu, żeby spełnić kryteria fiskalne, zredukować trwale deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3% PKB, czy obniżyć poziom długu publicznego poniżej 60% PKB ( choć akurat spełnienie tego warunku nie jest rygorystycznie przestrzegane) ale także monetarne: stabilność cen (średni poziom inflacji, nie wyższy o 1,5 pp od inflacji w trzech krajach UE o najniższym poziomie inflacji), stabilność stóp procentowych (długoterminowa stopa procentowa nie może być wyższa niż 2 pp od stopy w trzech krajach o najniższym jej poziomie i stabilność kursu walutowego( kraj i jego waluta funkcjonuje przez 2 lata przed przyjęciem euro w systemie ERM II, bez znaczących wahań kursu waluty krajowej wobec euro). Aby spełnić te warunki nowy węgierski rząd musi „zacisnąć pasa” jeżeli chodzi o wydatki publiczne, ba już 2-letnie dostosowanie związane z utrzymywaniem kursu waluty, przełoży się na obniżenie poziomu życia większości mieszkańców tego kraju, ale jak widać zwycięzcy wyborów niespecjalnie się tym przejmują, podjęli polityczną decyzję o wejściu do strefy euro i tuż po wyborach ją ogłaszają.

 

3. Jeżeli Węgry oficjalnie podejmą decyzję wejścia do strefy euro, to z krajów UE poza tą strefą pozostaną Dania, która w traktacie akcesyjnym zawarła sobie nie przyjmowanie wspólnej waluty, Szwecja Czechy, Rumunia i Polska, które zobowiązały się wspólną walutę przyjąć, ale po spełnieniu kryteriów konwergencji, czyli wyżej opisanych kryteriów fiskalnych i monetarnych. Ministrowie rządu Tuska nieśmiało ale jednak co jakiś czas sygnalizują taką konieczność, choć zdają sobie sprawę, że przy prezydencie Karolu Nawrockim i prezesie NBP Adamie Glapińskim podjęcie takiej decyzji byłoby niemożliwe. Być może więc ta ekipa doszła do wniosku, że można do tego doprowadzić w inny sposób, poprzez katastrofalne wręcz zadłużenie naszego kraju, w tym w dużej mierze w walutach obcych, aby dużą część tego długu obarczyć jeszcze ryzykiem kursowym.

 

4. Przypomnijmy, że przez ponad 2 lata rządów Tuska i przygotowanie przez ministra Domańskiego już 3 budżetów z gigantycznymi deficytami: w 2024 roku w wysokości 211 mld zł, w 2025 roku aż 276 mld zł i planowany na 2026 roku w wysokości 272 mld zł, spowodowało, że suma samych tych deficytów to około 760 mld zł i takie pieniądze rząd musi pożyczyć, żeby je sfinansować. Ale rząd Tuska pożycza, także poza budżetem, aby finansować zadania publiczne, więc łączny dług liczony metodą unijną (ESA 2010), czyli dług instytucji rządowych i samorządowych (EDP), wzrośnie przez te trzy lata, aż o blisko 1,1 biliona złotych i osiągnie na koniec 2027 roku astronomiczną wartość ponad 2,7 biliona złotych. Skoro tak gwałtownie rośnie dług liczony metodą unijna , równie gwałtownie rośnie, także ten liczony metodą krajową, czyli dług Skarbu Państwa i państwowy dług publiczny (PDP) i to ta ostatnia kategoria długu jest opisana w Konstytucji RP w ten sposób, że jej wielkość, nie może przekroczyć 60% PKB.

 

5. Otóż dług Skarbu Państwa urósł w 2024 roku o blisko 350 mld zł do kwoty 1,63 biliona zł, w 2025 roku o kolejne 325 mld zł do kwoty 1,96 biliona zł i wreszcie w 2026 roku wzrośnie o ponad 310 mld zł do kwoty aż 2,72 biliona zł. W długu Skarbu Państwa, bardzo mocno w latach rządów Tuska, rośnie jego cześć zagraniczna ( a więc pożyczanie w walutach obcych) i tak w 2023 ta kwota wynosiła 320 mld zł , w 2024 roku już blisko 376 mld zł, w 2025 roku prawie 410 mld zł, a wg prognozy ministra finansów z dokumentu „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych na lata 2026-2029”, w 2026 roku wyniesie już 477 mld zł. A więc w ciągu zaledwie 3 lat cześć zagraniczna długu Skarbu Państwa, wzrośnie o blisko 160 mld zł i to mimo tego ,że mocny złoty w tym okresie, powoduje, że dług w walutach obcych przeliczany na złote, rośnie jednak trochę wolnej. A przypomnijmy, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (EDP) w roku 2026 będzie wyższy od długu Skarbu Państwa o ok. 450 mld zł i wg wspomnianej Strategii ministra finansów, wyniesie jak już wspomniałem 2,72 bilionów złotych i duża cześć tej wyżej wymienionej różnicy, to dług w walutach obcych.

 

6. Przypomnijmy także, że część środków, które otrzymaliśmy i otrzymamy także w tym roku i w latach następnych z UE, miała i będzie miała charakter pożyczkowy i to ona także jest zawarta we wspomnianej kwocie różnicy pomiędzy długiem SP, a długiem EDP. Otóż przypomnijmy, że Polska otrzymała ok 58 mld euro w ramach instrumentu NextGenerationUE, w tym ok. 34 mld euro to środki o charakterze pożyczkowym, z kolei w ramach kolejnego instrumentu SURE na tworzenie miejsc pracy w związku z kryzysem wywołanym pandemią Covid19, kwotę około 4,3 mld euro, no i najprawdopodobniej w ramach programu SAFE, mimo weta prezydenta Nawrockiego, kwotę około 44 mld euro. Sumarycznie więc tylko te trzy pożyczki unijne z ostatnich kilku lat wyniosą około 82 mld euro i sukcesywnie tak jak te środki do nas wpływają, są doliczane do długu EDP i jak każde pożyczanie w walucie obcej, są obarczone ryzykiem kursowym.

 

7. Skoro tylko część zagraniczna długu Skarbu Państwa wyniesie na koniec 2026 roku ok. 477 mld zł, a więc już ponad 100 mld euro, a dodatkowo w postaci pożyczek z UE, zostaniemy obciążeni kwotą ponad 82 mld euro, to być może, gdyby nie daj Boże dotknął nas jakiś duży kryzys i doszło do poważnej dewaluacji złotego, to okaże się, że wynoszący blisko 200 mld euro dług w walutach obcych, będzie dla nas tak wysokim obciążeniem, że trudno będzie nam go spłacać. Wtedy mogą wejść „cali na biało” czołowi politycy Platformy i związani z tą partią ekonomiści i powiedzą , nie mamy innego wyjścia, jesteśmy tak zadłużeni, w tym także w walutach obcych, że tylko wejście do strefy euro, gdzie są niższe stopy procentowe, pozwoli na to ,że będziemy w stanie go obsługiwać. Taka strategia może stać za działaniami ekipy Tuska, która nie tylko zadłuża Polskę w rekordowym tempie, ale także zwiększa wyraźnie zadłużanie w walutach obcych, które na koniec 2026 roku, będzie wynosiło około 25% całego zadłużenia, co oznacza, że w ciągu ostatnich trzech lat wzrosło ono o blisko 5 pp w stosunku do roku 2023.

 

8. Węgrzy więc wybrali sobie partię i jej przywódcę, który tuż po wyborach oświadczył, że celem jego rządu jest wejście do strefy euro i to już za 4 lata, a może nawet wcześniej, jeżeli szybciej uda się spełnić kryteria konwergencji. W Polsce na straży zachowania polskiego złotego stoi obecna opozycja, ale przede wszystkim prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński, ekipa Tuska może jednak próbować na wprowadzić do strefy euro przez tak wysoki poziom zadłużania w walutach obcych, że przy realizacji ryzyka kursowego, nie będziemy w stanie go obsługiwać.

 

1. Już podczas wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w USA i spotkania z prezydentem Trumpem we wrześniu 2025 roku, padło zaproszenie dla naszego kraju do uczestnictwa w szczycie G-20, który odbędzie w grudniu 2026 roku w Miami. USA ma przewodnictwo w tej grupie w tym roku i prezydent USA uznał po rozmowie z prezydentem Nawrockim, że zaprosi właśnie Polskę na ten szczyt, między innymi w związku z tym , że w 2023 roku po raz pierwszy nasz kraj, znalazł się w pierwszej 20-stce największych gospodarek świata, pod względem wielości PKB po przeliczeniu go na amerykańską walutę. Oficjalne zaproszenie przyszło do Polski w styczniu tego roku i od tej pory nasz kraj uczestniczy na prawach pełnego członka w spotkaniach przygotowawczych do tego szczytu, odbywających się co jakiś czas w USA, kilka tygodni temu brał udział w takim spotkaniu Marcin Przydacz, minister , szef biura ds. polityki międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta.

 

2. Z kolei od wczoraj trwa w Waszyngtonie w ramach wiosennych spotkań Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, posiedzenie ministrów finansów i prezesów banków centralnych krajów G-20, w którym uczestniczy minister Andrzej Domański i prezes Adam Glapiński. Prezes Glapiński przy tej okazji w wywiadzie mocno podkreślił, że tę z trudem zdobytą pozycję w grupie G20, nie tylko trzeba utrzymać, ale także umocnić, musimy być jeszcze mocniejszą gospodarką, żeby siedzieć przy głównym stole na spotkaniach największych gospodarek świata. Minister Domański z dumą obnosi się udziałem w tym szczycie, podkreśla, że uczestniczymy w nim na prawach pełnego członka, choć chyba zapomniał dlaczego został zaproszony do tego głównego stołu i że w zasadniczy sposób przyczynił się do tego właśnie prezydent Karol Nawrocki, właśnie dzięki bardzo dobrym relacjom z prezydentem USA.

 

3. Niestety w kraju minister Domański uczestniczy w atakach na prezydenta Nawrockiego i także on w tych atakach posługuje się często kłamstwami, tak jak w przypadku prezydenckiego weta w sprawie ustawy o kryptoaktywach. że prezydent przedstawił kilkanaście argumentów, które spowodowały to weto i je opisał, minister Domański już dwukrotnie przekazał do Sejmu ustawę o kryptoaktywach w tym samym kształcie, a więc nie wykazał żadnych chęci do uwzględnienia, choćby części zastrzeżeń prezydenta, tylko raczej determinację do używania tej ustawy do walki z głową państwa. Jeszcze większą skłonność do prowadzenia wręcz wojny z prezydentem, wykazuje przełożony Domańskiego, premier Tusk, który od kilku tygodni w swoich wpisach na platformie X, próbuje wykazać prorosyjskość głowy państwa i robi to mimo tego, że to on ojcem resetu z Putinem, a prezydent Nawrocki jest ścigany listem gończym wydanym przez Rosję za likwidację pomników wdzięczności w Polsce poświęconych rosyjskiemu okupantowi.

 

4. Przypomnijmy tylko, że Grupa G-20 to 19 największych gospodarek świata, tu w kolejności alfabetycznej: Arabia Saudyjska, Argentyna, Australia, Brazylia, Chiny, Francja, Indie, Indonezja, Japonia, Kanada, Korea Południowa, Meksyk, Niemcy, Republika Południowej Afryki, Rosja, Stany Zjednoczone, Turcja, Wielka Brytania i Włochy, oraz jako oddzielny podmiot Unia Europejska. W USA znajdziemy się zamiast RPA, która nie została zaproszona przez USA, ze względu na poważne zastrzeżenia do nowego rządu tego kraju, który łamie prawa człowieka w swoim kraju i prześladuje białych mieszkańców.

Przypomnijmy także, że wszystkie te kraje tej grupy oraz UE, reprezentują aż 90% światowego PKB i 80% światowej wymiany handlowej, więc nie powinno ulegać wątpliwości, że decyzje, które podejmują mają przemożny wpływ na to, co się dzieje w światowej gospodarce i handlu.

Polska jak już wspomniałem, stała się 20 gospodarką świata w 2023 roku, ba wartość PKB naszego kraju przekroczyła nawet 1 bilion USD, niestety właśnie w tych dniach wg nowych prognoz dotyczących wzrostu PKB w latach 2026-2027, przestawionych przez MFW obniżających ten wzrost , pod względem prognozowanej wielkości PKB, spadliśmy na 21 miejsce, a wyprzedziła na pod tym względem Szwajcaria.

5. Jednak naszym znaczącym atutem w staraniach jest nie tylko 20-21 PKB na świecie, ale także fakt, że jesteśmy największym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które przeszły unikalną drogę od gospodarek centralnie planowanych do gospodarek rynkowych i zapewne nasze doświadczenia w tym względzie, mogą być ważne dla wielu innych krajów świata, których przywódcy są często zapraszani na posiedzenia G-20, aby pokazać im taką właśnie przebytą w praktyce, skuteczną transformację ustrojową i gospodarczą.

Zresztą przyjęcie strategicznego celu w postaci członkostwa Polski w G20, powinno mieć z jednej strony oddziaływanie mobilizacyjne, tak jak kiedyś wyznaczenie, jako celu uczestnictwa w NATO i UE, ale także powinno przynosić wymierne korzyści wynikające ze wspomnianego przez prezesa Glapińskiego „siedzenia przy głównym stole” 20. największych gospodarek świata.

6. Rząd Tuska i jego ministrowie skwapliwie korzystają z zaproszenia do grupy G20 na szczyt w USA i to na prawach pełnego członka, uzyskanego przez prezydenta Nawrockiego i publicznie się tym chwalą i jednocześnie atakują prezydenta przy każdej możliwej okazji, a i bez okazji. Nie ulega także wątpliwości, że premier Tusk tylko dlatego wyraził zgodę aby marszałkiem sejmu został Włodzimierz Czarzasty, bo ten zagwarantował mu, że jego kancelaria będzie drugim ośrodkiem do atakowania prezydenta i jak widać i słychać, skwapliwie się wywiązuje z tego zobowiązania. Okazuje się, że prezydent Nawrocki, dzięki dobrym relacjom z prezydentem Trumpem, uzyskał dla Polski zaproszenie na szczyt G20, co pozwala przedstawicielom rządu Tuska, być na różnych spotkaniach organizowanych w ramach przygotowań do tego szczytu, a jednocześnie bezwzględnie atakować głowę państwa, która tę obecność im umożliwiła.

 

1. Wczoraj ministerstwo finansów opublikowało komunikat dotyczący wykonania budżetu za I kw. 2026 rok, z którego wynika, że zaledwie po 3 miesiącach realizacji budżetu, deficyt wynosi blisko 70 mld zł. To niespotykana sytuacja w polskich finansach publicznych po roku 1990, a więc w ciągu ostatnich ponad 35 lat, żeby w sytuacji prawie 4% wzrostu PKB zaplanowanym na 2026 rok, w budżecie państwa, zaledwie po 3 pierwszych miesiącach roku,mielibyśmy tak dramatycznie wysoki deficyt budżetowy. Co więcej mamy do czynienia z tak wysokim deficytem mimo, tego ,że jak wskazują mocno zróżnicowane wpływy w styczniu , lutym i marcu z podatku VAT, doszło do przeniesienia części jego wpływów z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku, przy pomocy mechanizmu przyśpieszonych zwrotów. Otóż w styczniu 2026 wpływy z VAT wyniosły aż 42, 4 mld zł, w lutym tylko 22,1 mld zł, w marcu tylko 21,5 mld co oznacza, że w styczniowych dochodach z VAT jest przynajmniej.10 miliardów złotych, przesuniętych dochodów z VAT z grudnia 2025 roku na styczeń 2026 roku. Gdyby nie ta kreatywna księgowość ministra finansów dotycząca podatku VAT, deficyt budżetowy w za 3 miesiące tego roku byłby bliski 80 mld zł, ale upublicznienia takiej informacji minister Domański chciał po prostu uniknąć.

 

2. Prawie 70 mld zł deficytu budżetowego za 3 miesiące tego roku, to fragment większej całości, czyli pogłębiającej się zapaści polskich finansów publicznych w ciągu ponad 2 lat rządów koalicji 13 grudnia. y bowiem, że już pod koniec października 2024 roku rząd zdecydował się na nowelizację budżetu, w wyniku której zwiększono deficyt budżetowy z dotychczasowych 184 mld zł do 240 mld zł, choć ostatecznie został on zrealizowany w wysokości 211 mld zł, ale tylko dlatego, że wydatki budżetowe wykonano tylko w 96% zaplanowanych, a więc były aż 32 mld zł mniejsze, niż planowano. Z kolei budżet na 2025 rok został zaplanowany z jeszcze wyższym deficytem w wysokości aż 289 mld zł i z jego szacunkowego wykonania wynika,że został zrealizowany w wysokości 276 mld zł, ale tylko dlatego, że znowu wydatki budżetowe zrealizowano w jeszcze niższej wysokości niż w 2024 roku, a więc w 94%, czyli o ponad 50 mld zł mniejszej niż planowano. Ale zupełnie dramatycznie pod tym względem wygląda rok 2026, bo to już trzeci budżet z deficytem aż 272 mld zł i wspomnianym już wynoszącym prawie 70 mld zł deficytem zaledwie po 3 miesiącach tego roku, a tak naprawdę już z deficytem wynoszącym blisko 80 mld zł, że względu na sztuczne powiększenie dochodów z VAT w styczniu tego roku.

 

3. Ale przecież nie tylko o deficyty budżetowe tu chodzi, rząd Tuska chętnie pożycza także poza budżetem ,żeby finansować zadania publiczne, co skutkuje tym , że dług publiczny liczony metodą unijną ESA2010 , wyniósł w 2024 roku około 320 mld zł, w 2025 roku najprawdopodobniej ponad ponad 324 mld zł, a w 2026 przekroczy 400 mld zł. A więc tylko suma deficytów budżetowych za 3 lata wyniesie ok 750 mld zł, a długu publicznego zbliży się do astronomicznej sumy 1, 1 biliona złotych i to oznacza, że będziemy najszybciej zadłużającym się krajem w Unii Europejskiej. Ostrzega w tej sprawie także KE, która ostatnio raporcie opublikowanym w lutym tego roku, podała dane, że jeżeli tempo zadłużania Polski nie spowolni, to w ciągu 10 lat, a więc do roku 2036 dług publiczny przekroczy aż 107% PKB ,co oznaczałoby realizację wariantu greckiego.

 

4. W tej sytuacji wręcz dramatycznie wyglądają starania ministra finansów, żeby pozyskiwać środki zewnętrzne w tym unijne i przy ich pomocy, choćby przejściowo „reperować” budżet państwa. Stąd między innymi, co ujawnił ostatnio prezes NIK, wykorzystywanie środków z KPO na poprawienie płynności budżetu ( w 2024 roku aż 90% środków z KPO zostało przeznaczenie na poprawienie płynności budżetu ,a zaledwie 10% na realizacje inwestycji zapisanych w tym programie, a chodziło o kwotę ponad 90 mld zł), a teraz także próba wykorzystania w taki sam sposób zaliczki z programu SAFE. Rząd mimo weta prezydenta zapowiedział podpisanie umowy tej pożyczki, bowiem liczy na szybkie przekazanie zaliczki w wysokości 15% całości jej kwoty, czyli około 6,5 mld euro , a więc ponad 28 mld zł. Te pieniądze nie zostaną przekazane od razu żadnej firmie produkującej uzbrojenie, tylko przynajmniej przez klika miesięcy, będą wykorzystywane do zapewnienia płynności budżetu ,a wynoszący blisko 70 mld zł deficyt budżetowy zaledwie za 3 miesiące tego roku jest tego potwierdzeniem.

 

5. Mimo coraz bardziej dramatycznych informacji związanych z realizacją kolejnych budżetów koalicji 13 grudnia, minister finansów i jego zastępcy robią dobrą minę do złej gry i publicznie twierdzą, ze nic złego w z budżetem się nie dzieje. Takim argumentem, nie mającym żadnego związku z rzeczywistością, posłużyła wiceminister finansów Hanna Majszczyk na wczorajszym posiedzeniu komisji finansów publicznych poświęconym zapaści finansów publicznych, zwołanej na wniosek posłów PiS. Jak widać rządzący , a w szczególności kierownictwo resortu finansów, próbuje robić dobrą minę do złej gry, choć chyba zdaje sobie sytuację z coraz bardziej dramatycznej sytuacji związanej z realizacją tegorocznego budżetu ale i szerzej finansów publicznych, o czym świadczy najwyższy w naszej historii deficyt sektora finansów publicznych w 2025 roku , wynoszący aż 7,2% PKB.

1. Koalicja 13 grudnia jak ognia boi się dyskusji na temat sytuacji w budżecie państwa zaledwie po 2 miesiącach jego realizacji, a także zapaści finansów publicznych do jakiej dochodzi na naszych oczach po już ponad 2 latach jej rządzenia. Kandydat na premiera w rządzie PiS już trzy tygodnie temu zgłosił do marszałka Sejmu wniosek o debatę plenarną na ten temat, jednak ten zostawił ten wniosek bez rozpatrzenia nawet na prezydium Sejmu, w tej sytuacji posłowie Prawa i Sprawiedliwości, członkowie komisji finansów publicznych w trybie art 152 ust. 2 Regulaminu Sejmu wnieśli o debatę na temat zapaści polskich finansów publicznych i przewodniczący tej komisji z Platformy, był zmuszony zwołać posiedzenie na ten temat na tym posiedzeniu Sejmu. Posiedzenie odbędzie się dzisiaj o godzinie 11, tak się także złożyło ,że na tym posiedzeniu Sejmu w czwartek, klubowi Prawa i Sprawiedliwości przypadła informacja bieżącą i będzie ona poświęcona pogarszającemu się stanowi finansów publicznych i tego negatywnych konsekwencjach dla wielu dziedzin życia w tym w szczególności dla finansowania ochrony zdrowia.

 

2. Rzeczywiście sytuacja budżetu państwa pogarsza się z roku na rok, a w tym roku jego realizacja przebiega zupełnie dramatycznie, bo deficyt budżetowy zaledwie po 2 miesiącach sięgnął już 50 mld zł i jest najwyższy deficyt w tym czasie od roku 1990. Co więcej nie realizacja dochodów budżetowych już na początku roku jest wyraźnie niższa od upływu czasu (12% a upływ czasu 16,6%) i to mimo tego, że jak to podkreślał w debacie budżetowej minister finansów, dochody podatkowe zostały urealnione ( zmniejszone) , mimo wysokiego jak na warunki unijne wzrostu gospodarczego, który został zaplanowany na poziomie 3,9% PKB. A przecież wzrost PKB jest ciągle przede wszystkim oparty o konsumpcję, inwestycję mają nieduży wkład do tego wzrostu , a eksport netto wręcz ciągnie PKB w dół, a przecież konsumpcja co do zasady jest w Polsce opodatkowana stawką VAT w wysokości 23%.

 

3. Trzeba także przypomnieć, że rząd koalicji 13 grudnia realizuje już trzeci budżet państwa z ogromnym deficytem budżetowym, ten w 2024 roku wyniósł około 211 mld zł, w 2025 roku wyniósł blisko 276 mld zł, a w 2026 roku zaplanowano go na poziomie ok 272 mld zł. Natomiast dług publiczny związany z tymi budżetami wzrósł o 320 mld zł w 2024 roku, o 324 mld zł w 2025 roku do kwoty 2,335 mld zł ( ok. 60% PKB), a więc aż o blisko 11 pp PKB w stosunku do roku 2023, a w roku 2026 wzrośnie o kolejne ponad 400 mld zł do łącznej astronomicznej kwoty ok. 2,7 biliona zł ( ponad 66% PKB), a więc aż o 17 pp PKB w stosunku do roku 2023, co oznacza ,że już jesteśmy najszybciej zadłużającym się krajem w UE.

 

4. Wyraźnie widać także, że wpływy z VAT, który stanowi blisko 60% wszystkich wpływów podatkowych, są piętą achillesową rządu Tuska , jeszcze w 2023 roku wyniosły w związku z kreatywną księgowością ministra finansów tylko 244 mld zł ( a tak naprawdę co najmniej 275 mld zł) , w 2024 roku ok 288 mld zł ( w rzeczywistości o ok 12 mld zł mniejsze), podczas gdy planowano je na poziomie 316,5 mld zł, w 2025 roku 322 mld zł ( planowano je na poziomie 350 mld zł), a w roku 2026 tylko 341,5 mld zł, a więc były o 8,5 mld zł mniejsze niż plan w 2025, mimo wspomnianego wzrostu gospodarczego zaplanowanego na poziomie 3,9% PKB. Sumarycznie więc przez 3 lata wpływy z VAT wzrosną ok. 66 mld zł, a więc o ok. 24% w sytuacji gdy w ciągu tych 3 lat (2024-2026), skumulowany wzrost PKB szacunkowo wyniesie ok 11% ,a skumulowana inflacja ok. 10,5%. z CIT to 68 mld zł 2023 roku rosną do 80,4 mld zł w 2026, a ponieważ ok 7 mld zł to podwyżka stawki CIT dla banków z 19% do 30% w 2026 , to w warunkach porównywalnych wpływy wyniosłyby73 mld zł, czyli wzrost w ciągu 3 lat rosną o zaledwie 5 mld zł, a więc tylko o 7%, jeszcze raz powtórzmy przy skumulowanym wzroście PKB o ok. 11% i skumulowanej inflacji ok.10,5%.

 

5. Niestety w ten sposób obecny rząd Tuska nawiązuje do niechlubnych swoich rządów w latach 2008-2015, kiedy to dochody budżetowe wzrosły zaledwie o 36 mld zł z 253 mld do 289 mld zł , a więc zaledwie o 14%, skumulowany wzrost PKB wyniósł wtedy o. 28%, a skumulowana inflacja ok 20%, a więc wtedy realnie dochody budżetowe wręcz spadły. Dla porównania w czasie rządów PiS w latach 2016-2023, doszło do więcej niż podwojenia, a więc wzrostu o ponad 100% wpływów z VAT z 123 mld zł w 2015 roku do 275 mld zł w 2023 ( przy zapewnieniu porównywalności), prawie potrojenia wpływów z CIT z 25 do ponad 70 mld zł w 2022), przy skumulowanej inflacji ok 47% i skumulowanym wzroście PKB o ponad 31%, a więc w przypadku VAT realnie wzrosły o ok 60% , a w przypadku CIT realnie wzrosły o ok. 140%.

 

6. Konkluzją tej sytuacji musi być stwierdzenie, że rząd Tuska nie pilnuje dochodów budżetowych, a wręcz panuje polityczne przyzwolenie na niepłacenie, albo tylko częściowe płacenie podatków przez „bliskich i znajomych królika” , co potwierdzają także liczne wpisy na platformie X szefowej największego związku zawodowego pracowników KAS Pani Agaty Jagodzińskiej. Co więcej to załamanie finansów publicznych powoduje, że rząd jest sparaliżowany w sytuacji kiedy pojawia się jakikolwiek kryzys, tak jak niedawno na rynku paliw , reakcja nastąpiła tylko na skutek presji PiS i to z miesięcznym opóźnieniem, a chodziło o ewentualny ubytek dochodów budżetowych na poziomie 1,6 mld zł miesięcznie ( nie ma przestrzeni fiskalnej do obniżek podatków, ale to przecież rząd 13 grudnia do tego doprowadził).

 

7. Rząd 13 grudnia tłumaczy te kolejne gigantyczne deficyty budżetowe i gwałtowny wzrost długu publicznego ( a także pożyczanie poza budżetem na skale ponad 100 mld zł rocznie), głównie koniecznością finansowania zbrojeń, czy zwiększonym finansowaniem ochrony zdrowia, ale to oczywiście tylko próby przykrywania nieudolności (albo czegoś więcej), jeżeli chodzi o realizację kolejnych budżetów Przypomnijmy zatem, że wydatki na zbrojenia w 2023 roku to 97 mld zł budżetu, część 29 i 23, 7 mld zł FWSZ), a w 2026 roku to 118 mld zł budżetu i ok. 74 mld zł z FWSZ, a więc z budżetu to zaledwie o 21 mld zł więcej ( zresztą z Funduszu środki jak co roku nie są w pełni wydatkowane w 2024 nie wydano około 20 mld zł, a w 2025 roku ponad 21 mld zł). Z kolei wydatki publiczne na zdrowie w 2023 roku do ok 198 mld zł , a w 2026 to 248 mld zł ,a więc o 50 mld zł więcej , przy czym dotacja z budżetu do NFZ wyniosła w 2023 roku ok 33 mld zł, a w 2026 roku ta dotacja z budżetu do NFZ wyniesie tylko 26 mld zł , a więc jest wręcz o 7 mld zł mniejsza.

 

8. Nie ulega więc wątpliwości, że kolejne wynoszące blisko 300 mld zł deficyty budżetowe, a także duże pożyczanie poza budżetem spowodowały zapaść finansów publicznych, którego konsekwencją są coraz wyższe koszty obsługi długu publicznego ( w tym roku przekroczą znacznie 100 mld zł ), a także brak pieniędzy w wielu dziedzinach naszego życia, co najbardziej dramatycznie widać w ochronie zdrowia. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest nie pilnowanie dochodów budżetowych i powtórzmy to jeszcze raz polityczne przyzwolenie na niepłacenie podatków, albo płacenie ich w symbolicznych wielkościach „przez bliskich i znajomych królika” do których nie będą zaglądać funkcjonariusze KAS.

1. Wczoraj kandydat na premiera w przyszłym rządzie Prawa i Sprawiedliwości prof. Przemysław Czarnek, złożył do laski marszałkowskiej projekt ustawy o zmianie ustawy dotyczącej realizacji budżetu na 2026 roku, która pozwalałyby na wsparcie Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) dodatkową kwotą 800 mln zł. Ponieważ rząd Tuska rozporządzeniem z 1 kwietnia wprowadził ograniczenie płatności tylko do 50% za badania rezonansem magnetycznym i tomografem komputerowym i do 60% za badania kolonoskopii i gastroskopii , a oszczędności z tego tytułu mają wynieść ok 625 mln zł, skierowanie dodatkowej kwoty do NFZ, pozwoliłoby na wycofanie tego rozporządzenia. Źródłem sfinansowania tej kwoty byłyby rezerwy budżetowe z których finansowane są media publiczne w likwidacji ( w tym roku ma do nich trafić przynajmniej 3,5 mld zł), a także zamrożone w Polsce rosyjskie aktywa w wysokości 160 mln zł.

 

2. Ponieważ od paru miesięcy Donald Tuska intensywnie poszukuje w Polsce rosyjskich wpływów, wprawdzie głównie w obecnej opozycji, a więc nie tam gdzie o na naprawdę jest, czyli w jego szeregach, ale taką propozycję, aby dofinansować NFZ środkami z zamrożonych w Polsce rosyjskich aktywów, powinien poprzeć wręcz w podskokach. eń dodatkowego zasilenia NFZ, to rezerwy budżetowe, z których co kilka miesięcy minister finansów na wniosek ministra kultury, przekazuje kolejne transze środków do mediów publicznych, głównie Telewizji Polskiej w likwidacji. Dzieje się to, mimo sprzeciwów posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy podkreślają podczas dyskusji na komisji finansów publicznych, która opiniuje tego rodzaju dotacje, że jest to łamanie prawa, ponieważ media publiczne są postawione w stan likwidacji. W związku z tym mogą one otrzymywać takie środki budżetowe, tylko na finalizację procesów likwidacyjnych, które tak naprawdę jeszcze się nie rozpoczęły, mimo że od decyzji likwidacyjnej mediów publicznych, minęło już ponad 2 lata.

 

3. Przypomnijmy, że wskazana osobiście przez premiera Tuska na ministra zdrowia po Izabeli Leszczynie, Jolanta Sobierańska-Grenda, mimo coraz większego niezadowolenia pacjentów, jednak konsekwentnie dokonuje cięć w wydatkach na ochronę zdrowia. Te cięcia były zapowiedziane w słynnym piśmie nowej minister zdrowia do ministra finansów Andrzeja Domańskiego z grudnia poprzedniego roku, którym wtedy zaprzeczano ale teraz krok po korku wydawane są kolejne rozporządzenia Rady Ministrów, w których zawarte są przepisy wprowadzające te ograniczenia wydatków. Takie charakter ma właśnie rozporządzenie z 1 kwietnia tego roku i jak się okazuje, nie było to na prima aprilis, którym wprowadzono zaledwie 50% odpłatność NFZ za ponadlimitowe usługi medyczne w zakresie rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej i 60% odpłatność dotyczącą usług medycznych w zakresie gastroskopii i kolonoskopii. Co więcej jeżeli jakaś placówka ochrony zdrowia zdecyduje się świadczyć tego rodzaju usługi, mimo tak głębokich cięć płatności, to rozliczenia z NFZ-tem z tego tytułu nie nastąpią w następnym kwartale po wykonaniu usługi, ale po zakończeniu roku kalendarzowego, więc zastosowano rozwiązanie, które wręcz całkowicie zniechęca placówki ochrony zdrowia do świadczenia tego rodzaju usług poza przyznanymi limitami.

 

4. Jak już wspomniałem wprowadzenie tych cięć pozwoli na oszczędności w wydatkach NFZ do końca roku na kwotę 625 mln zł, przy czym nie ulega wątpliwości, że wydłuży to kolejki do tego rodzaju badań diagnostycznych i jak twierdzą lekarze specjaliści w tych dziedzinach, cofnie nas o dekadę, a oczekiwanie na takie badanie w ramach NFZ wydłuży się do ponad roku. Mimo zapewnień resortu zdrowia, że te cięcia nie dotyczą pacjentów onkologicznych, to nie ulega jednak wątpliwości, ze w praktyce także tego rodzaju pacjentów będzie jednak zdiagnozować i znowu jak twierdzą lekarze specjaliści w tej dziedzinie to rozporządzenie kończy 11-letnią erę bezlimitowej onkologii. adzeniu tego rozporządzenia ,okazało się, ze szpitale świadczące takie usługi diagnostyczne, ogłosiły wręcz ich drastyczne ograniczenie, np. szpital w Puławach, który w poprzednim roku wykonał około 900 tego rodzaju badań, teraz będzie mógł ich zrealizować tylko około 100, a więc te nieodpłatne skończyły się już po I kwartale tego roku. Co więcej jak słychać na sejmowych korytarzach podobne rozwiązanie ma zostać wprowadzone jeżeli chodzi o usługi rehabilitacyjne, choć już obecnie na świadczenia zakresu rehabilitacji medycznej, czeka się około 7 miesięcy,a więc wprowadzeniu podobnych ograniczeń, będzie się na nie czekać ponad rok.

 

5. Już dzisiaj przekonamy się czy koalicja 13 grudnia jest gotowa procedować w Sejmie ten projekt złożony przez prof. Czarnka, w związku z tym, że rozpoczyna się aż 4- dniowe posiedzenie, a sprawa powrotu limitów na badania diagnostyczne, wzbudziła powszechne oburzenie Polaków. Ponadto skoro jednym ze źródeł dodatkowego finansowania NFZ, mogą być także zamrożone w Polsce rosyjskie aktywa, to przy takim antyrosyjskim nastawieniu samego premiera Tuska, taka ustawę możemy przyjąć jednomyślnie w zaledwie 12 godzin , podobnie jak to było z rządowym projektem ustawy o obniżeniu akcyzy i VAT na paliwa.